Globalne ocieplenie wcale nie zwalnia. Fałszywa publikacja wywołała burzę w mediach

Artykuł/Nauka 22.09.2017
Globalne ocieplenie wcale nie zwalnia. Fałszywa publikacja wywołała burzę w mediach

Globalne ocieplenie wcale nie zwalnia. Fałszywa publikacja wywołała burzę w mediach

Uwaga, jeśli ostatnio trafiliście na materiał, w którym można było przeczytać, że naukowcy trochę przesadzają, jeśli chodzi o globalne ocieplenie, a sam proces sam z siebie zaczął zwalniać i w końcu możemy odetchnąć, to niestety mam złą wiadomość. To fake news.

Wszystko zaczęło się od publikacji w brytyjskim Daily Mail o bardzo nośnym tytule – Exposed: How world leaders were duped into investing billions over manipulated global warming data. Polityka, ogromne pieniądze, spisek, manipulacja, globalne ocieplenie to mit – mamy tu wszystko, co potrzebne, żeby tekst rozniósł się ogromnym echem w sieci. I oczywiście tak się stało.

Daily Mail zarzucał naukowcom z National Oceanic and Atmospheric Administration manipulację danymi i wprowadzanie opinii publicznej w błąd w temacie globalnego ocieplenia. Publikacja powstała po tym, jak były pracownik NOAA, John Bates, poinformował dziennikarza, Davida Rose, o tym, że publikacja NOAA z lutego 2017 r. łamie kilka wewnętrznych procedur badawczych, obowiązujących naukowców National Oceanic and Atmospheric Administration.

Rose postanowił podkoloryzować całą sprawę i napisał w swoim artykule, że opublikowane badania są jedną wielką manipulacją, a naukowcy którzy dopuścili się ich publikacji tak na prawdę starają się ukryć fakt, że globalne ocieplenie zwolniło i wszystkie te limity emisji CO2 nie są nam już potrzebne.

Fake news: globalne ocieplenie zwalnia, możemy przestać się martwić.

Publikacji, w których powoływano się na artykuł w Daily Mail, powstało całe mnóstwo. Do tego, większość z nich była bardzo chętnie komentowana i udostępniana w mediach społecznościowych. Z analizy przeprowadzonej na portalu Climatefeedback wynika, że udostępniono je ponad pół mln. razy!

globalne ocieplenie fake news
Jak widać, bardzo niewiele mediów zadało sobie trud weryfikacji informacji opublikowanych w Daily Mail. Źródło: Climate Feedback

Problem polega niestety na tym, że Daily Mail opublikowało nieprawdziwe informacje. Bob Ward, dyrektor ds. komunikacji w Instytucie Grantham Research zgłosił całą sprawę do Independent Press Standards Organisation – organu, który zajmuje się monitorowaniem standardów informacji w brytyjskiej prasie. Historia zakończyła się dokładnie tak, jak myślicie. Dziennik Daily Mail opublikował oficjalne sprostowanie. Niestety, tekst nie udostępnia się już tak dobrze, jak ten pierwszy, nieprawdziwy.

Co skłoniło Warda do interwencji? Jak mówi sam zainteresowany, osoba dziennikarza Daily Mail:

— To było dość oczywiste. Tekst od samego początku wydawał mi się podejrzany, ponieważ David Rose od dawna znany jest z zaprzeczania zmianom klimatycznym – powiedział Ward w wywiadzie dla New York Times.

Naukowcy nie manipulowali danymi

Jak to się więc stało, że czytelnicy Daily Mail przeczytali o manipulacjach? Bates publicznie skrytykował autorów publikacji w piśmie Nature za nieprzestrzeganie procedur badawczych, opracowanych przez NOAA. Jego zarzuty można właściwie określić, jako “czysto techniczne” i dotyczące samej metodologii.

Przedstawiciele The American Geophysical Union – stowarzyszenia zrzeszającego tysiące naukowców badających ziemski klimat dodają, że wyniki badań NOAA, zostały potwierdzone w “wielu kolejnych, niezależnych badaniach”. Całe oświadczenie w tej sprawie można znaleźć na blogu Erica Davidsona, przewodniczącego American Geophysical Union.

Głos w tej sprawie zabrali także prof. Myles Allen i Richard Millar, współautorzy tej bardzo kontrowersyjnej publikacji naukowej:

Wiele doniesień medialnych mówiło o tym, że nasze badania w Nature Geoscience wskazują na to, że globalne temperatury nie wzrastają tak szybko, jak przewidział to Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC), a zatem działania mające na celu redukcję emisji gazów cieplarnianych nie są już konieczne.

 

Oba twierdzenia są fałszywe.

 

Nasze wyniki są całkowicie zgodne z przewidywaniami IPCC z 2013 r., które zakładają, że temperatury w latach 2020-tych wzrosną do 0,9-1,3 st. C powyżej poziomu sprzed ery industrializacji (patrz: rysunki 2c i 3a naszego artykułu, które pokazują przewidywanie IPCC, nasze prognozy i temperatury ostatnich lat) .

 

Dzięki naszym badaniom mogliśmy uaktualnić prognozy dotyczące ilości dwutlenku węgla, którą możemy nadal emitować. Spodziewamy się, że globalne temperatury pozostaną poniżej celu paryskiego porozumienia w sprawie klimatu wynoszącego 1,5 st. C. Okazuje się, że aby osiągnąć cel paryski, redukcja emisji powinna rozpocząć się natychmiast i dojść do zera w mniej niż 40 lat.

 

Nie jest to oczywiście geofizycznie niemożliwe, ale sugerowanie, że oznacza to, że redukcja emisji gazów cieplarnianych nie jest już potrzebna, jest ewidentną nieprawdą.

Alarmiści kontra denialiści.

Cała ta naukowa afera dość dobrze obrazuje klimat (hehe) badań dotyczących globalnego ocieplenia. Dla niektórych bowiem sprawy klimatyczne stały się czymś w rodzaju kwestii wiary. Fanatyzm, z jakim niektórzy ludzie starają się zdyskredytować badania udowadniające wzrost średniej temperatury na Ziemi i możliwe skutki tego zjawiska są, lekko mówiąc, niepokojące.

Najgorsze jest to, że ten fanatyzm udziela się też niektórym naukowcom. Pełna treść zarzutów Johna Batesa została opublikowana na blogu prof. Judith Curry. Curry twierdzi, że ludzkość nie ma aż tak dużego wpływu na ziemski klimat, jak obecnie wynika z większości publikowanych badań.

Te, czasem dziecinne, potyczki naukowców mają bardzo negatywny wpływ na opinię publiczną. Manipulacje w stylu tej opublikowanej w Daily Mail sprawiają potem, że zamiast w badania naukowe wolimy wierzyć w teorie spiskowe. Tymczasem średnia temperatura na Ziemi nadal rośnie.

Dołącz do dyskusji