Po równo czterech latach sprzedaży żegnamy konsolę Xbox One

Artykuł/Sprzęt 28.08.2017
Po równo czterech latach sprzedaży żegnamy konsolę Xbox One

Po równo czterech latach sprzedaży żegnamy konsolę Xbox One

Nie, nie rodzinę konsol Xbox One, a ten jeden konkretny model, który ostatecznie został zastąpiony przez Xboksa One S. „Magnetowid do gier” był bolesną lekcją dla Microsoftu. Na szczęście, lekcją zakończoną happy endem.

Konsola Xbox One niedługo stanie się przedmiotem kolekcjonerskim. Microsoft wstrzymał jej sprzedaż w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Możemy założyć, że wkrótce konsola ta zniknie z ofert europejskich sklepów. Została tym samym całkowicie zastąpiona przez mniejszego, zgrabniejszego, bardziej funkcjonalnego i atrakcyjnego cenowo Xbox One S. Śmiercią naturalną prawdopodobnie umrze też Kinect, który nie jest dołączany do One S.

Wątpliwym jest jednak, by ktokolwiek z tej okazji pędził do sklepu póki konsole są jeszcze dostępne. Xbox One w swojej najpierwszej wersji okazał się wielkim problemem dla całej marki Xbox. Co jest nie lada osiągnięciem, biorąc pod uwagę jak wielką sympatią się ta marka cieszyła.

Xbox One był jednym z najbardziej wyczekiwanych urządzeń 2013 roku… i myślę, że nawet lat poprzedzających. Trudno się dziwić: Xbox 360 podbił przebojem rynek gier wideo, a w momencie, w którym pojawiły się pierwsze zapowiedzi jego następcy, zaczynał już niedomagać sprzętowo. Każdy chciał nowej technologii, nowego rozdziału w historii gier od firmy, której do tej pory tak dobrze ten biznes wychodził.

No i się pojawił, rozczarowując właściwie wszystkich entuzjastów. By oddać sprawiedliwość, PlayStation 4 – a więc największy konkurent Xboksa One – również pozostawiała wiele do życzenia. Konsola Sony zaoferowała podzespoły znane z niedrogich pecetów, które z trudem i na skutek wielu kompromisów były w stanie płynnie renderować grafikę w rozdzielczości Full HD. Narzekam jednak na konsolę Sony tylko po to, by nadać kontekst narzekaniu na Xboksa One: sprzęt Microsoftu był jeszcze wolniejszy. I na dodatek droższy.

Drogo, bo Xbox One „to coś więcej niż gry”.

Microsoft wpadł na całkiem słuszny pomysł, a więc poszerzenie funkcjonalności Xboksa o zaawansowane funkcje telewizyjno-multimedialne. Do każdej konsoli Xbox One dołączany był Kinect, każda konsola Xbox One ma swoje wejście HDMI do dekodera telewizyjnego, a konsole Xbox One od samego początku umożliwiały łatwe pisanie dla nich aplikacji multimedialnych. Xbox One od samego początku kładł też duży nacisk na funkcjach nagrywania wideo z gier.

Microsoft miał też wielkie plany względem samego siebie jako dostawcy treści. Uruchomiono studia telewizyjne, których rolą miało być zapewnianie unikatowych treści telewizyjnych, filmów i seriali na konsolę Xbox One. Microsoft miał stworzyć własnego Netfliksa wraz ze swoim odpowiednikiem Netflix Originals. A jego urządzenie pozwalałoby na łatwą konsumpcję tych treści – treści z konkurencyjnych usług, tradycyjnej telewizji, Internetu, no i gier. Zauważyliście, że gry wymieniłem na końcu?

Pomysł sam w sobie był świetny, a moja konsola do dziś służy mi jako główne domowe centrum multimedialne. Problem w tym, że nie na to czekali gracze. Konkurencyjne PlayStation 4 nie był tak wszechstronny jak Xbox One. Oferowało jednak gry w wyższej jakości audiowizualnej z dalszą obietnicą koncentrowania całej energii firmy właśnie na grach. I było przy tym tańsze. Xbox wpadł w poważne tarapaty i gdyby nie wielka i zasłużona sympatia do tej marki, konsola Xbox One najprawdopodobniej poradziłaby sobie na rynku znacznie gorzej.

Na dodatek były olbrzymie problemy z dostępnością konsoli Microsoftu. Podczas gdy PlayStation 4 była dostępny globalnie, ja swojego Xboksa One musiałem sprowadzać zza granicy. Przy pomocy pośrednika z Allegro, który zapewne do dziś pamięta moje obłąkane telefony co pół dnia z dopytywaniem co z konsolą („panie, ciężarówka utknęła na granicy holenderskiej, no co ja panu zrobię, pan już do mnie nie dzwoni do cholery!”). Na polskim rynku (i wielu, wielu innych) konsola Sony była w sprzedaży o rok wcześniej niż ta Microsoftu.

Dno służy do tego, by się od niego odbić.

Microsoft szybko zdał sobie sprawę z tego, że Xbox One jest przeładowany cechami które mało kogo interesują. Marka Xbox, z którą Microsoft wiązał i nadal wiąże olbrzymie nadzieje, była bardzo poważnie zagrożona. Na szczęście dla nas wszystkich firma wyciągnęła odpowiednie wnioski. I bardzo szybko zareagowała.

Szybko wymieniła szefa działu Xbox na nową osobę, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Phil Spencer jak mało kto rozumie potrzeby graczy a zarazem ma niebywały talent do prowadzenia swojego działu tak, by współpracować z finansującą go i miewającą odrealnione pomysły korporacją.

Xbox One z miejsca przeszedł drastyczne zmiany. Naprędce zmodyfikowano system operacyjny tak, by już nie polegał na poleceniach głosowych, co w efekcie umożliwiło wprowadzenie na rynek tańszej wersji konsoli, bez dołączonego Kinecta.

Restrykcyjny DRM idzie do śmietnika.

O tym powinno się wspomnieć już na samym początku, bowiem ten pomysł Microsoftu był kolejnym – obok wysokiej ceny konsoli i jej niskiej wydajności – prezentem dla jego konkurencji. Microsoft chciał wprowadzić Xboksa One w świat, w którym istnieją wyłącznie cyfrowe licencje. Korzyści dla graczy miało być z tego tytułu sporo.

Według pierwotnych założeń Microsoftu, każda zakupiona przez nas gra byłaby przypisana do naszego Konta Microsoft. Mielibyśmy do nich dostęp z każdej konsoli, na którą się zalogujemy. Moglibyśmy też udostępniać nasze gry czterem innym kontom, które w myśl licencji „należały do naszej rodziny”.

Sęk w tym, że w zamian za tę wygodę i wolność nie było łatwej możliwości sprzedawania gier i kupowania ich z drugiej ręki. Nawet tych kupionych na nośnikach fizycznych. Gdy ogłoszono to na konferencji prezentującej One’a, gracze jasno wyrazili co o tym myślą. Wszystkie tweety z nią związane można streścić do jednego: „chrzańcie się, idę kupić PlayStation”.

Ścisłe związanie Xboksa z chmurą, tak jak jej ścisłe związanie z Kinectem (wysoka cena), szybko zostały usunięte. Pozostał jeszcze jeden problem: rozczarowująca wydajność konsoli. Ale i na to znaleziono rozwiązanie.

Nie można zwiększyć wydajności konsoli. Ale można uczynić ją atrakcyjną na wiele innych sposobów.

4theplayers, czyli pokonać konkurenta jego własną bronią.

Phil Spencer wiedział, że zwiększenie możliwości sprzętowych Xboksa One będzie bardzo trudne. Mimo wszystko zdecydował się zrobić co tylko możliwe, by zwiększyć atrakcyjność sprzętową konsoli Microsoftu. Prace zaczęto na dwóch frontach – sprzętowym oraz software’owym.

W efekcie tego drugiego znacząco zmniejszono wymagania systemu operacyjnego, zwalniając kolejne cenne setki megabajtów pamięci operacyjnej. Spencer obdarzył też wielkim entuzjazmem inicjatywę swoich pracowników, który po godzinach pracowali nad emulatorem Xboksa 360 na Xbox One. Nie tylko pozwolił na dalsze kontynuowanie prac, a wręcz wykorzystał ich imponujący efekt końcowy do promowania konsoli: Xbox One uruchomi (prawie) każdą grę z Xboksa 360, bez żadnych dopłat.

Prace nad sprzętem zaowocowały z kolei konsolą Xbox One S. Z oczywistych względów nie mogła być ona znacząco różna od Xboksa One, by nie urazić osób, które zainwestowały w pierwszą wersję konsoli. Wprowadzono więc do niej obsługę standardu HDR10 do gier i multimediów, wymieniono napęd Blu-ray na zgodny z filmami UHD, znacząco zmniejszono rozmiar konsoli i zmodyfikowano jej wzornictwo na… no cóż, to kwestia subiektywna, ale uważam Xbox One S za piękny wizualnie sprzęt. Wielka odmiana po surowym, przypominającym magnetowid Xbox One.

Xbox One S

Najważniejsze jednak było odbudowanie wizerunku. Sprawienie, by Xbox znowu był uwielbiany przez graczy. Oprócz wyżej wspomnianej wstecznej zgodności z Xboksem 360 Spencer postawił na programy oszczędnościowe dla graczy. Abonenci Xbox Live Gold co miesiąc otrzymują cztery darmowe gry, w tym te od znanych wydawnictw. Zliberalizował współpracę ze studiami niezależnymi, dzięki czemu wiele dobrych gier trafiło na konsolę w ramach programu ID@Xbox. Wprowadził usługę Game Pass, która w zamian za niewysoki abonament daje dostęp graczom do ponad 100 wybranych gier. Xbox One jako platforma cały czas jest też sukcesywnie otwierany, zwiększając swoją zgodność z dostępnymi na rynku akcesoriami sprzętowymi. Nie ma też problemu z wpuszczaniem na platformę takich programów lojalnościowych, jak EA Access (w zamian za niski abonament dostęp do darmowych gier od Electronic Arts i rabatów na gry tego wydawnictwa).

Gracze zaczęli zauważać, że są przez Microsoft wręcz zagłaskiwani. O Xboksie zaczęto znowu dużo mówić. Tym razem jak najbardziej pozytywnie. Xbox One co prawda nie dogonił PlayStation 4, jeśli chodzi o udziały rynkowe: według szacunków na każdego sprzedanego Xboksa przypadają dwie konsole PlayStation 4. Jest jednak całkiem prawdopodobne, że gdyby nie Phil Spencer, konsola Xbox One znajdowałaby się w tym samym miejscu, co Sega Dreamcast.

Plan naprawczy jeszcze się nie zakończył. Pozostały dwa elementy.

Phil Spencer bardzo otwarcie prowadzi swój dział. Widzi problemy platformy, nakreśla je i chętnie opowiada o tym, co robi, by to zmienić. Pozostały mu dwa problemy do rozwiązania: sprzęt i wizerunkowe gry. Xbox One S, choć śliczny sam w sobie i oferujący HDR dla zgodnych gier, jest konsolą będącą nadal w tyle za dowolną wersją PlayStation 4. Wprowadzany właśnie na rynek Xbox One X to częściowe rozwiązanie problemu.

Xbox One X będzie najwydajniejszą konsolą do gier na rynku, znacznie przewyższający możliwości przetwarzania grafiki od PlayStation 4 Pro i oferujący poziom całkiem niezłego gamingowego peceta. Jest przy tym relatywnie tani. Co więcej, już teraz znamy listę ponad 100 gier, które wykorzystają jego możliwości. Są to zarówno starsze tytuły, jak i zupełnie nowe produkcje. Wszyscy, którzy mieli kontakt z konsolą zgodnie twierdzą, że to na niej gry będą dostępne w swoich najlepszych, najpiękniejszych wersjach. A wszystko to bez urażania posiadaczy Xbox One i Xbox One S: każda gra napisana na konsole z rodziny Xbox One musi sprawnie działać na wszystkich jej wersjach. Nikt więc nie zostanie porzucony.

Xbox One X dostępność

Drugim problemem są wspomniane wizerunkowe gry. Nie jest prawdą, że na Xbox One nie ma gier. Na samego tylko Xboksa One X jest przygotowanych ponad 100 dedykowanych mu wersji, a przecież są jeszcze niezliczone tytuły bez tych specjalnych optymalizacji i – dodatkowo – gry z Xboksa 360. Prawdą jest natomiast to, że Xbox One ma bardzo niewiele tak zwanych gier na wyłączność. Które nie służą dobru graczy, ale dają dodatkowy powód do wybrania tej platformy.

Phil Spencer twierdzi, że pracuje nad tym. Mówi, że przez ostatnie lata zajmował się reorganizacją należących do Microsoftu studiów deweloperskich. Twierdzi jednak, że nie chce na razie podawać szczegółów i omawiać prototypów gier. Spencer ma długą listę zasług w kwestii Xboksa, jednak dopóki nie poznamy konkretów, musimy do tych zapowiedzi podchodzić z dystansem.

Xbox One to już nie nazwa konsoli. To nazwa rodziny konsol.

Wraz ze zniknięciem ze sprzedaży konsoli Xbox One, na rynku pozostaną Xbox One S i Xbox One X. Według szkicowanych przez Microsoft planów, to pierwsza z nich ma pozostać produktem nastawionym na sprzedaż masową. Sprzedażowy sukces One X, choć na pewno pożądany, nie jest celem firmy. Konsola ta od samego początku jest pozycjonowana jako sprzęt dla entuzjastów, a więc relatywnie niszowego klienta.

To oznacza, że sama potężna moc obliczeniowa Xbox One X nie wystarczy, by Xbox mógł nawiązać równą walkę z PlayStation. Błędy popełnione przy okazji premiery wycofywanego już Xboksa One nie mogą zostać powtórzone, a wysoki poziom dbałości o klientów Xbox One S musi zostać zachowany.

Na szczęście, na razie wygląda to niezmiennie dobrze.

Wstępna porażka pierwszej wersji Xbox One spowodowała, że aktualnie związani z platformą Microsoftu gracze są zasypywani dobrocią. A entuzjaści i fanboje – w tym autor tekstu – już bardzo niedługo otrzymają do swoich rąk sprzęt, dzięki któremu samo patrzenie na gry będzie już sprawiało olbrzymią przyjemność.

Żegnaj, Xbox One. Rozczarowałeś nas wszystkich. Ale dziękuję, że byłeś, bo dzięki tobie jestem bardzo zadowolonym posiadaczem Xbox One S, nie mogącym się już doczekać kuriera z Xbox One X.

Dołącz do dyskusji