To nie miało prawa się udać, ale wyszło po mistrzowsku. Mario + Rabbids: Kingdom Battle – recenzja

Recenzja/Gry 28.08.2017
To nie miało prawa się udać, ale wyszło po mistrzowsku. Mario + Rabbids: Kingdom Battle – recenzja

To nie miało prawa się udać, ale wyszło po mistrzowsku. Mario + Rabbids: Kingdom Battle – recenzja

Mario + Rabbids: Kingdom Battle to ewenement w skali całej branży. Ubisoft postanowił, że wyprodukuje grę, używając postaci na licencji Nintendo. Gdyby tego było mało, Francuzi wymieszali platformowego Mario z turową strategią X-COM.

Chociaż na papierze brzmi to niedorzecznie, eksperymentalna produkcja jest… drugą najlepszą grą single player, w jaką dane mi było zagrać na Switchu.

Mario porusza się sześć pól do przodu. Wąsaty hydraulik kuca za osłoną terenową, zyskując modyfikator +50 proc. do obrony. Ikona Nintendo korzysta z okrzyku lidera, dodając okolicznym sojusznikom 20 proc. siły. Zaraz potem bohater celuje swoją bronią we wrogiego Kurlika, naciska spust i… jego pocisk rozbija się na ceglanym filarze, za którym schował się uszaty przeciwnik. No nic, może w następnej turze…

Zmieniając kilka detali, powyższy opis pasowałby jak ulał do X-COM 2.

Pomimo bajkowej otoczki, Mario + Rabbids: Kingdom Battle to rasowa strategia turowa. Gra czerpie pełnymi garściami z dorobku subgatunku, bez wstydu przywłaszczając sprawdzone pomysły. Jest tutaj wszystko, czego oczekujecie po walce w seriach UFO czy X-COM. Podział na tury. Rozbudowywany arsenał. Poziomy postaci i drzewka umiejętności. Aktywne oraz bierne skille. Tabelki i statystyki. Osłony terenowe. Podział na klasy. Zmienne modyfikatory. Wszystko to elementy, które udało się upchnąć w grę z Mario na okładce.

Gdy Nintendo negocjowało z Ubisoftem, Japończycy mieli jasny warunek. Skoro Francuzi ostrzyli sobie zęby na licencję Mario, musieli w zamian stworzyć coś oryginalnego. Grę, której Wielkie N nigdy by samo nie wyprodukowało. Twórcy Switcha nie potrzebowali kolejnej platformówki w swoim portfolio. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom Nintendo, Mario + Rabbids: Kingdom Battle nie tylko czerpie pełnymi garściami z X-COM, ale dodaje kilka rzeczy od siebie.

Najciekawszym urozmaiceniem walk jest współpraca między członkami drużyny. Bohaterowie nie tylko pomagają sobie specjalnymi umiejętnościami, ale również wchodzą w bezpośrednie interakcje. W fazie ruchu Peach może podbiec do Mario, a ten stworzy z rąk koszyk i wybije Księżniczkę wysoko w górę. W fazie walki Mario potrafi wywabić przeciwnika zza osłony, a snajper Luigi zaleje go wtedy pociskami. W późniejszych etapach drużynowe zgranie jest kluczowe. Trójka rozbitych po całej arenie bohaterów nigdy nie będzie tak dobra, jak drużyna pozostająca w stałych interakcjach.

Największym wyróżnikiem Mario + Rabbids: Kingdom Battle jest jednak tryb eksploracji, który stanowi połowę gry.

W przerwach między walkami w X-COM tłoczymy się w ciasnej bazie, rozbudowując arsenał i technologię. W Mario + Rabbids: Kingdom Battle bohaterowie nie siedzą na czterech literach. Zamiast tego eksplorują wspaniały, kolorowy i bardzo miły dla oka świat. No, właściwie to cztery światy, każdy inny od poprzedniego. Lodowe krainy, pustynie, mroczne bagna, miasteczka pełne sympatycznych duchów, zielone łąki czy pełne lawy oraz wulkanicznego pyłu krainy – sceneria jest bardzo zmienna, lecz łączy je jeden mianownik. To świetne zagospodarowanie przestrzeni.

Zwiedzanie świata z Mario + Rabbids: Kingdom Battle jest frajdą samą w sobie. To świetna nagroda za kolejne walki. Różnorodność lokacji sprawia, że odkrycie każdego nowego terenu wiąże się z ekscytacją. Po prostu chcę wiedzieć, co będzie dalej. Do tego tereny są usiane sekretami oraz skarbami. Jest tutaj mnóstwo tajnych przejść, ukrytych przełączników oraz schowanych skrzyń ze skarbami. Gracze, którzy czują potrzebę zaglądania w każdy kąt, zostaną sowicie nagrodzeni. Nie tylko punktami doświadczenia, ale również elitarnymi broniami o unikalnych modyfikatorach.

Wielką zaletą trybu eksploracji są zagadki logiczne. Ubisoft trafił w dziesiątkę, szacując ich trudność. Większość łamigłówek jest prosta, a te bardziej złożone nie irytują. Wręcz przeciwnie – wyzwania bywają satysfakcjonujące, a ja ani razu nie zrezygnowałem z opcjonalnej zagadki. Nie odpuściłem, bo zbyt dobrze się przy nich bawiłem. Jestem przekonany, że odnajdą się tutaj zarówno starsi, jak i młodsi gracze. Ci drudzy być może nie poradzą sobie ze wszystkimi pobocznymi wyzwaniami, ale hej – od czego są rodzice, opiekunowie oraz starsi koledzy.

Niestety, jeden element eksploracji mocno mnie rozczarował. To całkowita płaskość terenu. Chociaż Mario jest weteranem platformówek, do tego skacze jak opętany podczas turowej walki, w trybie eksploracji nie oderwie się od ziemi nawet na centymetr. Najprostszy płotek i najpłytsza rzeczka to dla niego wyzwanie nie do pokonania. To gigantyczne pójście na łatwiznę ze strony producenta, ale po części rozumiem Ubisoft. Nintendo nie chciało kolejnej platformówki. Zamiast skakania, Francuzi upchnęli więc w grze jak najwięcej zagadek oraz sekretów.

Mario + Rabbids: Kingdom Battle plusuje dodatkowymi trybami oraz czasem potrzebnym na przejście gry.

Główny wątek fabularny zajmie wam przynajmniej 15 godzin. Mówię o rozgrywce „na złamanie karku”. Zabawie bez powtarzania walk w celu uzyskania perfekcyjnej oceny za rozdział. To bardzo dobry wynik. Jeżeli dodamy do tego poszukiwanie sekretów, rozwiązywanie wszystkich zagadek, realizację specjalnych wyzwań, powracanie do poprzednich starć w celu uzyskania perfekcyjnej noty (oraz dodatkowych nagród), spokojnie możemy dodać do tego kolejne 5 – 10 godzin. Gdyby plastikowa karta z grą była dłuższa, pewnie uginałaby się od zawartości.

Do tego dochodzi ciekawy, chociaż nie do końca wykorzystany tryb kooperacyjnej rozgrywki na jednym Switchu. Z poziomu zamku Księżniczki Peach (stanowiącej bazę wypadową dla Mario i drużyny) możemy przejść do specjalnej zakładki dla dwóch graczy. Tam każdy dostaje swojego joy-cona oraz po dwóch bohaterów. Znajomi siedzący przed jedną konsolą ramię w ramię walczą z przeciwnikami, realizując serię wyzwań oderwanych od głównej osi fabularnej. Nic wielkiego, ale to i tak ciekawy dodatek podczas wspólnej podróży pociągiem czy autobusem. Liczę, że w Mario + Rabbids: Kingdom Battle 2 tryb zostanie rozbudowany o jakieś ligi, a może nawet walki PvP.

Mario + Rabbids: Kingdom Battle to lepsza produkcja, niż komukolwiek mogło się wydawać.

Moje oczekiwania względem tego tytułu nie były duże. Chociaż Ubisoft ma prawa do serii Heroes of Might and Magic, Francuzi nie posiadali doświadczenia w grach typu X-COM. Do tego działali w zapożyczonym uniwersum, przepychając tam łokciem swoje szalone Kurliki. Brzmiało to egzotycznie oraz ciekawie, ale w życiu bym nie przypuszczał, że dostanę produkt, od którego nie da się oderwać. Mario + Rabbids: Kingdom Battle to wielki złodziej czasu. Im więcej mu go poświęcamy, tym lepsze nagrody zyskujemy. To sprawiedliwa, satysfakcjonująca zależność.

Dziwi mnie tylko, że Nintendo zgodziło się na niektóre pomysły Ubisoftu. Strategiczna gra jest czasami zdumiewająco ostra i złośliwa. Ocenzurowane bluzgi jednej z postaci, syn złego Bowsera mówiący o swoich problemach psychicznych czy rozśpiewany przeciwnik, który jedną zwrotką masakruje serię Super Mario Bros., to zaskakująco dosadne elementy. Ubisoft miejscami jedzie mocno po bandzie. Jak gdyby Francuzom za bardzo udzieliła się praca nad South Park: Fractured but Whole. Mnie to nie przeszkadza (wręcz przeciwnie!), ale niektórzy rodzice lub najmłodsi fani Mario i spółki mogą być zdziwieni. Nie mówcie potem, że nie ostrzegałem!

Największe zalety:

  • Zawartość na 15 – 25 godzin zabawy
  • Dodatkowy tryb co-op na jednej konsoli
  • Dobrze zbalansowana kalka X-COM
  • Tryb eksploracji pełen sekretów
  • Bardzo przyjemna dla oka grafika
  • Emocjonujące walki z bossami
  • Jest co robić po przejściu głównego scenariusza
  • Doskonała pozycja dla starszych i młodszych

Największe wady: 

  • Pod koniec trzeciego rozdziału (na cztery) zaczyna wkradać się rutyna
  • Ubisoft czasami jedzie po bandzie, jeżeli chodzi o humor
  • Twórcy blokują niektóre składy drużyny, aby gracz nie był zbyt potężny (sic)
  • Do gry spokojnie mógłby trafić sieciowy tryb PvP

Mario + Rabbids: Kingdom Battle to aktualnie druga najlepsza gra single player dostępna na Switcha. Lepsza jest tylko Zelda. Egzotyczny tytuł okazał się wielkim hitem. Walka, eksploracja, narracja, sekrety i tryby rozgrywki – wszystko tutaj zagrało. Grafika jest bardzo przyjemna dla oka, z kolei muzyka stanowi świetne dopełnienie całości. Jeżeli posiadasz konsolę Nintendo Switch, to Mario + Rabbids: Kingdom Battle jest pozycją obowiązkową. To jedno z najlepszych zaskoczeń 2017 roku.

Absolutny must-have dla wszystkich fanów Nintendo.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji