To się porobiło. Teraz nawet bazowa Tesla S jest diabelnie szybka

News/Motoryzacja 01.07.2017
To się porobiło. Teraz nawet bazowa Tesla S jest diabelnie szybka

To się porobiło. Teraz nawet bazowa Tesla S jest diabelnie szybka

4,3 sekundy – tyle potrzebuje na rozpędzenie się do niemal 100 km/h Tesla Model S. Nikogo to nie dziwi? A jednak powinno – są to bowiem parametry… najsłabszego modelu z całej gamy. 

Do tej pory w przypadku najtańszej Tesli Model S, wersji 75 (cena ok. 70 tys. dol.), ten parametr i tak był imponujący. Na przyspieszenie do 60 mil na godzinę (czyli prawie 100 km/h) potrzebowała ona zaledwie 5,5 sekundy. Trudno było jednak całą linię Modelu S uznać za najszybszą na rynku (w swojej kategorii – czterodrzwiowych sedanów). Dla porównania bazowa odmiana Porsche Panamery (na rynek amerykański), podobną prędkość osiągała po 5,4 sekundy (5,2 s z pakietem Sport Chrono). Ciut szybciej, ale jednak.

Tesla po cichu odświeżyła jednak Modele S. I ucięła trochę z tego czasu.

Najtańsza Tesla Model S, jak informuje Electrek, po drobnych zmianach oprogramowania i wyposażenia, przyspieszy teraz do 60 mil na godzinę w zaledwie 4,3 s – o 1,2 s szybciej niż dotychczas. Zmiana dotyczy również dwóch innych wersji – 75D (teraz 4,2 s) oraz 100D (teraz 4,1 s).

Trzymając się porównania z Panamerą, przyspieszenie do 60 mil na godzinę najsłabszej i najtańszej Tesli Model S jest teraz niemal na poziomie… Panamery 4S (4,2 s bez pakietu Sport Chrono). Przy czym ceny 4S zaczynają się od 103 tys. dol., co oznacza dopłatę niemal 20 tys. dol. względem modelu bazowego.

Oczywiście nie będzie trudno znaleźć czterodrzwiowe samochody szybsze (w kategorii przyspieszenia) od Modelu S 75. Niektóre będą nawet wyraźnie szybsze, jak np. Panamera Turbo z pakietem Sport Chrono (3,6 s), Mercedes E63 S AMG (3,3 s) albo C63 S (3,9 s). Nie licząc jednak hiper- i supersamochodów, a także dzieł tunerów związanych i niezwiązanych z producentami samochodów, żadna inna firma nie ma… tak szybkiego modelu w całym jego zakresie – od najsłabszego, do najmocniejszego.

Panamera? Nie. Klasa E od Mercedesa? Też raczej nie. 5-tka od BMW? Nie. Nawet patrząc (cenowo) wyżej, możemy mieć problem. Chociażby Mercedes klasy S – w Stanach Zjednoczonych bazowym silnikiem jest benzynowy S550 z wynikiem 4,8 s. Może udać nam się znaleźć równie szybko przyspieszający model (patrząc na najsłabszy) w ofercie… Bentleya. Chociaż Flying Spur V8 S i tak potrzebuje 4,6 s na osiągnięcie 60 mil na godzinę.

Nie ma, po prostu nie ma drugiej takiej oferty. Gdzie w ramach jednego modelu, przy różnych wersjach silnikowych, najsłabsza miałaby 4,3 s do 60 mph, natomiast najszybsza… nieco mniej niż 2,2. A, i gdzie cena wejściowa byłaby na tak niskim poziomie – w połowie drogi między (amerykańską) bazową klasą E, a bazową klasą S.

Są jednak i złe wiadomości.

Chociażby takie, że nowości pozwalające na polepszenie przyspieszenia obejmują nie tylko oprogramowanie, ale i osprzęt. Nie podano wprawdzie jeszcze szczegółów, ale według Tesli posiadacze starszych egzemplarzy nie będą mogli urwać ponad 1 sekundy z dotychczasowych osiągów. 4,3 s do 60 mph pozostaje więc zarezerwowane wyłącznie dla nowych 75-tek.

To samo tyczy się też Modelu X. Nowe sztuki X 75D będą teraz przyspieszać do 60 mph w 4,9 s, natomiast 100D – w 4,7 s.

Czy to ma w ogóle znaczenie?

W zasadzie to… niezbyt wielkie. Tesla i tak kojarzy się wszystkim z bardzo szybkimi samochodami, i czy mówimy o 5,5 s do 60 mil na godzinę, czy o 4,3 s, dla większości i tak są to wartości całkowicie absurdalne i trudne do wyobrażenia. Zresztą małe szanse, by 75 stała się równie medialna co P100D, o której swego czasu było naprawdę głośno.

Nie wspominając już o tym, że samo przyspieszenie (i to w jednym zakresie prędkości) nie wystarczy niestety, żeby uznać samochód jako całość za naprawdę dobry.

Electrek zresztą sugeruje, że cała ta zmiana nie miała na celu zwiększyć atrakcyjności Modelu S w odniesieniu do rynkowych rywali, a w odniesieniu do… mającego mieć niedługo premierę Modelu 3. Jedną z rzeczy, których najbardziej obawia się amerykańska firma (jak najbardziej na poważnie) jest to, że kupujący będą przekonani, że 3-ka jest pod każdym względem nowsza i lepsza od S-ki. Takie zróżnicowanie (3-ka ma mieć przyspieszenie “poniżej 6 s) może nieco ułatwić wyprowadzanie klientów z błędu w kwestii tego, który model stoi najwyżej w hierarchii.

Dołącz do dyskusji