Wydawcy straszą, że Google i Facebook zagrażają demokracji. Żądają zmian w prawie

Artykuł/Media 11.07.2017
Wydawcy straszą, że Google i Facebook zagrażają demokracji. Żądają zmian w prawie

Wydawcy straszą, że Google i Facebook zagrażają demokracji. Żądają zmian w prawie

Amerykańscy wydawcy internetowi chcą przełamać duopol Google i Facebooka. Zaapelowali do Kongresu Stanów Zjednoczonych o regulacje, które zapewnią im równy status w walce z gigantami.

2 tys. wydawców skupionych w ramach organizacji News Media Alliance ma dość dominacji Google i Facebooka i dostosowywania się do zasad narzucanych przez te firmy. Dlatego powstał apel do amerykańskiego Kongresu, w którym domagają się zmian w prawie.

Czego oczekują wydawcy? Żeby Kongres, poprzez wprowadzenie stosownych regulacji, dał im możliwość prowadzenia wspólnych negocjacji z Google i Facebookiem. Podmioty skupione w News Media Alliance doskonale zdają sobie sprawę, że w pojedynkę nie są w stanie nic ugrać w rozmowach z gigantami, ale w grupie mogą wpłynąć na ich politykę.

W sprawie chodzi przede wszystkim o podział, a ściślej mówiąc, szerszy dostęp do reklamowego tortu. Wydawcy stawiają kwestię na ostrzu noża, pisząc w swoim apelu, że chodzi o zapewnienie długoterminowej dostępności dziennikarstwa lokalnego tworzonego przez amerykańskie redakcje. Tym samym NMA sugeruje, że dalsza ekspansja Google i Facebooka może zagrozić lokalnemu dziennikarstwu.

Co nie podoba się wydawcom?

Piszą oni o “zakłóconym przepływie wartości ekonomicznej”. Owe zakłócenia mają zaś wynikać z faktu, że Google i Facebook zdominowały ruch w sieci i konsumują większość przychodów z reklam cyfrowych. Z tego zaś płynie prosty podział ról, zgodnie z którym giganci mogą narzucać własne zasady. Przede wszystkim to, w jaki sposób mają wyświetlać się informacje. Kolejny zarzut dotyczy bardzo ważnego dziś tematu. Zdaniem wydawców zasady narzucane przez Google i Facebooka sprzyjają uogólnieniom i tworzeniu się fake newsów.

Członkowie New Media Alliance skarżą się również, że obecne przepisy antymonopolowe w przypadku rynku medialnego odnoszą odwrotny skutek. W praktyce bowiem uniemożliwiają wydawcom wspólne negocjowanie z duopolistami.

Dziennikarstwo wysokiej jakości ma zasadnicze znaczenie dla podtrzymania demokracji i jest kluczowe dla społeczeństwa obywatelskiego. Żeby zapewnić mu przyszłość, organizacje informacyjne, które je finansują, muszą mieć możliwość wspólnych negocjacji z platformami cyfrowymi, które skutecznie kontrolują dystrybucję i dostęp do odbiorców w erze cyfrowej – czytamy.

Apel wydawców wydaje się desperacki. Ma jednak silne podstawy. Google i Facebook bowiem mają zabierać 70 centów z każdego dolara wydanego na reklamę w sieci w USA. A przecież ci giganci nie są jedynymi graczami na rynku.

Niech nas nie zwiedzie fakt, że protestują amerykańscy wydawcy.

Problem jest w gruncie rzeczy globalny i pogłębia się. Warto przytoczyć w tym kontekście cytat z tekstu Przemysława Pająka na temat formatu AMP wdrożonego przez Google.

Tymczasem Google to w wielu przypadkach 70, 80, a czasami nawet 90 proc. ruchu w serwisach internetowych z treściami dziennikarskimi. Dzieje się tak dlatego, że dziś coraz rzadziej odwiedza się serwisy, portale internetowe z tzw. palca wpisując bezpośrednio w przeglądarkę adres domeny docelowej. Do treści przechodzi się z wyszukiwarki Google, z poleceń Google News (też są od niedawna integralną częścią wyszukiwarki), z mediów społecznościowych oraz z różnego rodzaju agregatów treści – pisał naczelny Spider’s Web.

Wydawcy nie tylko w Stanach Zjednoczonych próbują na różne sposoby walczyć z Facebookiem i Google. Naciski sięgają instytucji wykonawczych Unii Europejskiej. Pomysły dotyczą wprowadzenia opłat licencyjnych, które miałby uiszczać gigant z Mountain View za wykorzystywanie treści w Google News. Niestety ten kij ma dwa końce.

Google może przestać agregować treści, co odbije się to na ruchu serwisów w sieci i w konsekwencji… na przychodach.

Dołącz do dyskusji