Niezależnie od tego, co pokaże Sony, Microsoft już teraz przegrał starcie o E3 2017

Artykuł/Gry 12.06.2017
Niezależnie od tego, co pokaże Sony, Microsoft już teraz przegrał starcie o E3 2017

Niezależnie od tego, co pokaże Sony, Microsoft już teraz przegrał starcie o E3 2017

W Sony mogą odetchnąć z ulgą. Chociaż to ich bezpośrednia konkurencja będzie posiadać najpotężniejszą konsolę na rynku, zabrakło gier na wyłączność, które miałyby kogokolwiek przekonać do jej zakupu.

Około 500 dolarów – tyle będzie kosztować konsola Xbox One X, do wczoraj znana jako Project Scorpio. Podczas konferencji E3 2017 Microsoft pokazał nam świetny kawałek sprzętu, ale nie wytłumaczył, dlaczego właściwie mielibyśmy go kupić. Od grania na maksymalnych możliwych detalach są komputery osobiste, a najlepsze gry na wyłączność posiada aktualnie rodzina konsol PlayStation 4. Xbox One X ląduje między młotem i kowadłem. W dodatku bez tego, co w branży najważniejsze – świetnych gier na wyłączność.

Te 500 dolarów to bardzo pechowa suma. Wiedzą coś o tym producenci PlayStation 3.

PS3 startowało z dokładnie tego samego progu cenowego. Po kilku pierwszych dniach euforii, zapewnionej w zasadzie monopolistyczną pozycją PlayStation 2, “trójeczka” zaczęła się sprzedawać znacznie poniżej oczekiwań. Pamiętam, że Microsoft forsował wtedy hasło „Kup Xboksa 360 oraz Nintendo Wii. Wyjdzie taniej niż PS3”. Sony pomogło cenowe cięcie, po dokonaniu którego dynamika sprzedaży radykalnie wzrosła. Jednak dopiero pod koniec cyklu życia poprzedniej generacji konsol PS3 przegoniło X360 względem sprzedanych egzemplarzy.

Sony dostało nauczkę na lata, ustalając cenę PS4 Pro znacznie poniżej 500 dolarów. Tracący konsolowy rynek Microsoft poszedł jednak na całość, stosując manewr ucieczki do przodu. W Redmond stworzyli najpotężniejszą, najbardziej wydajną, najszybszą konsolę na świecie. Ale czy najlepszą? Zdecydowanie nie. Jednym ze wskaźników przy ocenie konsoli powinny być gry na wyłączność. Tutaj Xbox One X wypada bardzo, bardzo blado.

Kolejna Forza, Crackdown, Sea of Thieves i State of Decay 2 to zdecydowanie zbyt mało, abym wydał 2000 złotych na nową konsolę.

Zwłaszcza, gdy Microsoft aktywnie promuje kapitalny program Play Anywhere. Dzięki niemu gry na wyłączność dla Xboksa każdy może zainstalować na komputerze z Windows 10. Słowem – powoli nie mam powodów, aby posiadać podłączonego do prądu zwykłego Xboksa One. Co dopiero mówić o zakupie dwa razy droższego Xboksa One X. Oczywiście nadchodząca konsola oferuje wysoki poziom wygody, obiecując przy okazji grafikę na najlepszym „konsolowym” poziomie, ale co mi po suwakach w ustawieniach, skoro nie będę miał ciekawych gier na wyłączność.

Kupienie Xboksa One X z myślą o tytułach multiplatformowych to wielkie ryzyko. Części zewnętrznych deweloperów nie chce się przygotowywać ulepszonych, alternatywnych trybów działania gier pod słabsze PlayStation 4 Pro, które sprzedaje się naprawdę przyzwoicie. Trzeba mieć w sobie dużą dozę niezdrowego optymizmu aby sądzić, że producentom będzie się chciało bawić w alternatywny tryb działania dla jeszcze mniej popularnego Xboksa One X. To naprawdę nie działa tak, że deweloperzy wciskają guzik „przeportuj wersję na wysokich ustawieniach z PC” i gotowe. Takie procesy są szybsze i łatwiejsze niż kiedykolwiek wcześniej, ale to wciąż nie pełen automatyzm. Potrzeba przy nich ludzi, którym trzeba zapłacić za dodatkowy czas pracy i dodatkowe testy.

Microsoft zawalił sprawę z grami na wyłączność. Sea of Thieves, State of Decay 2 czy Crackdown 3 to nie są tytuły, dla których kupuje się konsolę. Co dopiero najdroższą konsolę na rynku. Podczas gdy Sony karmi swoich klientów obietnicą nowego The Last of Us, God of War czy Days Gone, fani Xboksa nie mają takiej marchewki dyndającej przed twarzą. Nie mają czym się ekscytować. Nie mają do czego odliczać dni w kalendarzu. Nawet mistrzowska, bezkonkurencyjna Forza jest tak wyeksploatowana przez Microsoft, że prezentacja kolejnej odsłony na nikim nie robi przesadnego wrażenia.

Sony może odetchnąć z ulgą. Ich pozycja lidera pozostanie niezachwiana.

Z takim katalogiem gier na przyszłość, z taką dynamiką sprzedaży oraz taką bazą docelowych klientów osoby stojące za PlayStation 4 mogą spać spokojnie. Nie wiem, co jutro pokaże Sony na swojej konferencji, ale to nie jest istotne. Japończycy już wygrali. Nie tylko siłą własnej biblioteki, ale również (a może przede wszystkim?) słabością konkurencji. Phil Spencer podejmuje wiele kapitalnych inicjatyw, ale żadna z nich nie ma takiej siły oddziaływania jak hit na miarę Horizon Zero Dawn czy Uncharted 4.

Nie zmieni tego ani 4K, ani ciekłe chłodzenie, ani ulepszone wygładzanie krawędzi.

Maciek Gajewski: Wygląda na to, że grami na moją przyszłą konsolę (Xbox One X) będę musiał się jarać na konfach innych deweloperów. Z prezentacji Microsoftu spodobały mi sie 2,5 gry: nowe Metro, nowe Ori i… patch do Forza Horizon 3. Bardzo źle. Xbox może skończyć jak Dreamcast…

Dołącz do dyskusji

Advertisement