Teraz nawet mały i lekki MacBook obsłuży najlepszego GeForce’a lub Radeona

Artykuł/Sprzęt 10.06.2017
Teraz nawet mały i lekki MacBook obsłuży najlepszego GeForce’a lub Radeona

Teraz nawet mały i lekki MacBook obsłuży najlepszego GeForce’a lub Radeona

System operacyjny macOS High Sierra wspiera eGPU, czyli zewnętrzne karty graficzne. Nie oznacza to jednak, że MacBooki już niebawem staną się świetnymi komputerami do gier.

Temat eGPU wielokrotnie powracał na łamach Spider’s Web. Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ już od wielu lat producenci sprzętu zastanawiają się, jak za pomocą zewnętrznych kart graficznych zwiększyć moc obliczeniową laptopów, która przez wiele lat nie była zbyt imponująca. A gdy udawało się stworzyć wydajnego laptopa, rozmiarami przypominał on bardziej stacjonarną maszynę.

Teraz problem ten został częściowo rozwiązany. Zaledwie kilka dni temu Nvidia zapowiedziała bardzo cienkie laptopy, które będą wyposażone w bardzo mocne karty graficzne. Należy jednak spodziewać się, że tego typu sprzęty będą mieć kilka wad. Po pierwsze, nadal będą grubsze od większości Ultrabooków. Po drugie, nie będą brylować pod względem czasu pracy bez ładowania. Po trzecie, nie będzie się dało ich rozbudować. Wymiana podzespołów w raz wybranym laptopie jest bardzo trudna lub nawet niemożliwa. Dotyczy to zwłaszcza cienkich notebooków.

Właśnie dlatego idea eGPU nadal ma sens.

Można zastanawiać się, dlaczego do tej pory zewnętrzne karty graficzne nie stały się standardem. Przez wiele lat brakowało interfejsu zewnętrznego o odpowiednio dużej przepustowości. Każdy dostępny na rynku typ łączności znacznie ograniczał karty graficzne. MSI tworzyło stacje dokujące wyposażone porty USB, Asus tworzył ich odpowiedniki wykorzystujące Express Card. Oba akcesoria w znacznym stopniu blokowały możliwości ówczesnych kart ze średniej i niskiej półki, takich jak GeForce 8600GT. Z tego powodu nikt nawet nie myślał o podłączaniu do nich najmocniejszych sprzętów.

W okolicach 2014 roku zaczęło pojawiać się więcej stacji dokujących do kart graficznych, przez popularyzację standardu łączności Thunderbolt 2, który cechował się znacznie większą przepustowością, niż starsze interfejsy. Dodatkowo był zewnętrzną implementacją PCI-Express, czyli interfejsu wykorzystywanego przez karty graficzne w komputerach stacjonarnych. Co więcej, ten sam standard mógł służyć do przenoszenia obrazu, ponieważ Thunderbolt to po prostu PCI-Express i Display Port upchnięte w jeden przewód.

Zewnętrzne karty graficzne nadal nie stały się popularne, ponieważ Thunderbolt 2 był wykorzystywany w niewielkiej liczbie pecetów. Dlatego Intel zdecydował, że trzecia generacja tego rozwiązania będzie kompatybilna z wchodzącym na rynek USB-C. Oba standardy mają takie same porty i wtyczki. Niestety, z rozmaitych powodów implementacja nowego rozwiązania była dosyć kosztowna, przez co wielu producentów nie wprowadzało go do swoich komputerów. Zamiast tego wybierali oni zwykłe porty USB-C, pozbawione możliwości Thunderbolt 3.

Nowa funkcja macOS sprawi, że MacBook obsłuży eGPU, czyli zewnętrzne karty graficzne.

Dlatego w tym roku Intel wykona kolejny krok, a konkretnie dwa kroki. Po pierwsze zaimplementuje obsługę Thunderbolt 3 bezpośrednio w nadchodzących procesorach Core 8. Generacji o nazwie kodowej Coffee Lake. Do tego udostępni swój standard bezpłatnie firmom trzecim. Dzięki temu spadnie koszt implementacji Thunderbolt 3 w komputerach, zaś akcesoria wykorzystujące ten typ łączności znacznie potanieją. Dzięki temu trafi on do wszystkich komputerów. Jako że ma on funkcje przesyłania energii i obrazu, a oprócz tego dysponuje przepustowością potrzebną do obsługi wszystkich najmocniejszych kart graficznych, może to wpłynąć na popularność eGPU.

Potrzebne jest też wsparcie Apple’a i Microsoftu.

Apple wprowadzając obsługę eGPU w wersji beta swojego systemu macOS High Sierra już pokazał, że widzi potrzebę stosowania tego rozwiązania.

Jak na razie działa ono kiepsko, ale ma się to poprawić do premiery finalnej wersji nowego macOS. Podobny krok powinien wykonać Microsoft. Na Windows 10 da się uruchomić zewnętrzną kartę graficzną, ale działa to w sposób co najmniej problematyczny. Jestem przekonany, że firma z Redmond również niebawem dopracuje działanie tej funkcji w swoim oprogramowaniu. Potem będziemy musieli tylko poczekać na pojawienie się stacji dokujących od popularnych producentów kart graficznych, które będą przynajmniej tak samo dobre i bezproblemowe jak zeszłoroczny Razer Core – stacja dokująca dedykowana laptopowi Razer Blade Stealth. Dopiero po spełnieniu wszystkich tych warunków eGPU będą miały szansę na zdobycie naprawdę dużej popularności.

Nie oznacza to jednak, że Ultrabooki i MacBooki w mgnieniu oka staną się idealnymi maszynkami do gier.

Nie zapominajmy, że są one wyposażone w niskonapięciowe procesory, których wydajność jest znacznie niższa niż w przypadku układów AMD oraz Intela stosowanych w komputerach stacjonarnych. Dlatego gracze wymagający najwyższej możliwej wydajności i tak będą kupować komputery stacjonarne. Z kolei mniej wymagający gracze i tak wybiorą konsole, które są łatwiejsze w obsłudze i tańsze. Za rozsądną kartę graficzną należy bowiem zapłacić około 800-1000 zł, a do tego należy doliczyć koszt stacji dokującej. W czasach, w których konsole do gier kosztują mniej niż 1000 zł, kupno zewnętrznej karty graficznej może okazać zwyczajnie nieopłacalne.

Mimo to eGPU może przyjąć się na rynku. Karty graficzne służą bowiem nie tylko do uruchamiania gier, ale też wspierania obliczeń. Dlatego rozwiązanie to może przydać się architektom, inżynierom, montażystom – szeroko pojętym profesjonalistom. Dzięki temu będą oni mogli korzystać poza domem z lekkiego komputera i prezentować na nim efekty swojej pracy. Pracy, którą byli w stanie sprawnie wykonywać na tym samym komputerze, tylko wspieranym przez kartę graficzną ukrytą w stacji dokującej. To właśnie tacy użytkownicy będą głównymi odbiorcami technologii eGPU.

Dołącz do dyskusji

Advertisement