Ten wzmacniacz sprawia, że chce się grać. Fender Mustang GT 40 to strzał w dziesiątkę! – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Technologie 28.06.2017
Ten wzmacniacz sprawia, że chce się grać. Fender Mustang GT 40 to strzał w dziesiątkę! – recenzja Spider’s Web

Ten wzmacniacz sprawia, że chce się grać. Fender Mustang GT 40 to strzał w dziesiątkę! – recenzja Spider’s Web

Przez ostatnie dwa miesiące intensywnie testowałem produkt, którego na Spider’s Web raczej mało kto by się spodziewał – wzmacniacz do gitary elektrycznej. Przez ten czas Fender Mustang GT 40 okazał się być nie tylko ciekawym gadżetem, ale przede wszystkim świetnym narzędziem dla gitarzysty.

Fender Mustang GT 40 wraz z gitarą American Professional Telecaster zrobili ze mną coś, czego dawno nie udało się dokonać żadnemu sprzętowi muzycznemu – sprawiły, że znów chciałem grać.

Nawet w dni, kiedy kompletnie brakowało mi czasu, kiedy byłem kompletnie wydrenowany natłokiem obowiązków, próbowałem wykroić chociaż pół godziny na intymne sam na sam z gitarą.

Wzmacniacz gitarowy z wbudowaną łącznością Wi-Fi okazał się być strzałem w dziesiątkę i chociaż nie jest to sprzęt bez wad, to będę bardzo miło wspominał spędzony z nim czas i polecał go każdemu, kto poszukuje niewielkiego combo do ćwiczeń.

Fenderowi – jak pisałem w pierwszych wrażeniach – naprawdę udało się połączyć tradycję z nowoczesnością.

Oto 5 powodów, dla których każdy gitarzysta powinien mieć w domu Fendera Mustanga GT 40 i 3, przez które warto spojrzeć na produkty konkurencji.

Zaleta nr 1 – jak to gra!

Tutaj oddaję głos bardziej doświadczonym i wykwalifikowanym muzykom ode mnie. Pete Honore i Captain Lee Anderton bez wątpienia pozwolą wam zrozumieć, dlaczego zachwyciło mnie brzmienie tego wzmacniacza:

Fender Mustang GT 40 gra naprawdę wspaniale, jak na cyfrowy, modelujący wzmacniacz z głośniczkami 6,5” o mocy „zaledwie” 40 W, który kosztuje niewiele ponad 1000 zł.

Symulacje klasycznych wzmacniaczy Fendera, takich jak Twin, Deluxe Reverb ’65 czy Bassman brzmią absolutnie fenomenalnie. Podobnie rzecz się ma z symulacjami innych wzmacniaczy low- i mid-gainowych. Nieco słabiej wypadają brzmienia silnie przesterowane; miłośnikom metalu mimo wszystko polecam patrzeć w stronę Yamahy THR 10X.

Przy całej wspaniałości brzmienia kluczowe z perspektywy użytkownika okazały się dla mnie dwie kwestie. Pierwsza z nich to reakcja na dynamikę grania. Fender Mustang GT 40 zachowuje się niebywale naturalnie i doskonale współgra z pokrętłem volume w gitarze oraz siłą kostkowania. To bezcenna cecha dla gitarzysty, który dopiero zaczyna, lub po prostu ćwiczy w domu; Mustang GT 40 zachowuje się niemal tak naturalnie, jak w pełni lampowy wzmacniacz. Co oznacza również, że nie wybacza błędów muzyka.

Drugą kwestią jest zaś brzmienie przy niskich głośnościach. Nie sztuką jest stworzyć wzmacniacz, który zagra dobrze rozkręcony na maksa. W ten sposób zachowują się konstrukcje lampowe i nic dziwnego, że mało kto korzysta z nich w domowym zaciszu, szczególnie w bloku (sąsiedzi z pewnością nie zostaliby fanami). Niewiele wzmacniaczy, nawet modelujących, brzmi dobrze grając bardzo cicho.

Fender Mustang GT 40 jest pod tym względem chlubnym wyjątkiem. Pokrętło Master ustawione już na 25% gwarantuje pełne, mocne brzmienie. A do późno-nocnych sesji zawsze można podłączyć słuchawki, lub wykorzystać Mustanga jako interfejs audio i wpiąć go bezpośrednio do komputera.

Zaleta nr 2 – brak zbędnych bajerów.

OK, w Mustangu GT 40 znajdziemy trochę przegiętych efektów, jak w każdym wzmacniaczu cyfrowym, ale są one raczej inspirujące do tworzenia, niż zniechęcające do grania. Nie ma tu za to niepotrzebnych bajerów.

Wszystkie funkcje, którymi dysponuje Fender Mustang GT 40, czemuś służą. Nawet tak zaawansowane ustawienia parametrów symulacji, jak impuls kolumny, noise gate czy bias wirtualnych lamp służą wyłącznie temu, by gitarzysta mógł znaleźć idealne brzmienie.

Te najbardziej „nerdowskie” opcje są jednak dość głęboko ukryte. To dobra decyzja – zaawansowany użytkownik bez trudu do nich dotrze, a początkujący nie będzie cierpiał na tzw. „paraliż opcji”. Przez większość czasu Fender Mustang GT 40 to wzmacniacz plug&play, a wszystkie parametry i rodzaj symulacji kontrolujemy przyciskami i pokrętłami na obudowie.

Zaleta nr 3 – jakość wykonania.

A skoro mowa o pokrętłach na obudowie, to Fenderowi należy się pochwała za jakość ich wykonania. Na tej półce cenowej niewiele konstrukcji może rywalizować z nową serią GT pod względem zastosowanych materiałów oraz ogólnej solidności.

Gałki bez trudu wytrzymają lata kręcenia, a obudowa z grubej sklejki powinna spokojnie przetrwać krótsze i dłuższe podróże.

Zaleta nr 4 – 2w1.

Fender Mustang GT 40 oprócz tego, że jest wzmacniaczem do gitary, może też służyć jako głośnik Bluetooth. I to potężnie grający głośnik Bluetooth.

Łączność bezprzewodowa ułatwia też codzienny gitarowy trening i granie do podkładów (czy wspólne szarpanie strun z oryginalną piosenką), bo ulubione utwory możemy odtwarzać prosto z telefonu poprzez głośnik.

Szkoda tylko, że na ten moment nie można z poziomu wzmacniacza indywidualnie regulować głośności podkładu względem głośności gitary. Jestem jednak pewien, że wraz z którąś aktualizacją taka opcja się pojawi.

Zaleta nr 5 – Wi-Fi i aplikacja Fender Tone.

Fender Mustang GT 40 to nie tylko świetny wzmacniacz, ale też ciekawy gadżet. Konstrukcję wyposażono bowiem w łączność Wi-Fi, która zapewnia urządzeniu przede wszystkim wygodny dostęp do aktualizacji OTA; nie trzeba więc podłączać wzmacniacza do komputera, by go zaktualizować, wszystko robi się samo, jak na smartfonie.

Wi-Fi pozwala też wprost ze wzmacniacza przeglądać presety zapisane w chmurze przez innych użytkowników Mustangów GT.

Wi-Fi i Bluetooth umożliwiają również sterowanie funkcjami wzmacniacza z poziomu aplikacji mobilnej na urządzenia z Androidem i iOS. Wewnątrz aplikacji znajdziemy wszystkie presety, które możemy edytować i modyfikować, czy tworzyć własne od zera.

Aplikacja zawiera też bardzo użyteczną „encyklopedię” Tone Tips, z poradami dla początkujących gitarzystów odnośnie brzmienia, a także sporą bazą ikonicznych wzmacniaczy i typów efektów. Pamiętam, jak sam uczyłem się tego wszystkiego i dużo bym wtedy dał, żeby ktoś zebrał dla mnie całą tę wiedzę w jedno, tak wygodnie dostępne miejsce.

Wada nr 1 – Aplikacja.

O ile fakt istnienia aplikacji zaliczam zdecydowanie in plus i ma ona niewątpliwie mnóstwo zalet, tak jest też (w tej chwili) piętą achillesową Mustanga GT 40. Konkretnie mówię o wersji na Androida.

Wariant na iOS, co możecie zobaczyć na powyższym wideo Andertons TV, jest bardzo rozbudowany; pozwala na głęboką ingerencję w ustawienia czy tworzenie setlist. W aplikacji na Androida tego nie ma. Przynajmniej na razie.

Co więcej, aplikacja działa bardzo kapryśnie, co odbija się też na jej ocenach w Sklepie Play. Na 3 testowane telefony tylko z jednym pracowała bez zarzutu, chociaż czasem zdarzało się jej zamyślić przy zmianie presetu, albo nie zapisać zmiany ustawień. Bardzo irytujące.

Nie mogę jednak powiedzieć, żebym był zdziwiony. Aplikacje konkurencji na Androida również są traktowane po macoszemu względem wersji na iOS. Kolejny raz potwierdza się, że w świecie muzycznym liczy się tylko Apple.

Wada nr 2 – Wbudowany stroik.

Fenderze – napraw to. Stroik we wzmacniaczu treningowym to absolutna podstawa i nie może być tak, że aby nastroić gitarę trzeba posiłkować się aplikacją na smartfonie, bo wbudowany stroik nie potrafi się zdecydować, czy struna naciągnięta jest za mocno, czy jednak za słabo.

Nie wątpię, że można to poprawić prostą aktualizacją, ale w takiej sytuacji tym bardziej wypadałoby to zrobić jak najprędzej.

Wada nr 3 – Hmm…

Tak się rozpędziłem, że w zasadzie nie pomyślałem o tym, czy jestem w stanie znaleźć trzecią wadę. Bo prawdę mówiąc, chyba nie jestem. Nie przychodzi mi do głowy nic więcej, co mogłoby odwieść młodego adepta sztuk strunowych od zakupu Fendera Mustang GT 40.

Fender Mustang GT 40 trafia dokładnie tam, gdzie miał trafić.

Nie wiem, jak na rynku poradzą sobie większe Mustangi GT – 100- i 200-watowy – ale jestem pewien, że GT 40 poradzi sobie znakomicie. W tym wzmacniaczu wszystko się zgadza.

  • Rozsądna cena? Jest
  • Kompaktowe wymiary? Są
  • Świetne brzmienie, inspirujące do jak najczęstszego grania? Jest
  • Prostota obsługi? Jest
  • Zaawansowane funkcje dla wymagających? Są
  • Szczypta gadżetów? Jest

Nie pozostaje nic innego, jak dołączyć do Mustanga GT 40 równie inspirującą gitarę i oddać się treningom.

Na koniec polecam tylko od razu dokupić do Mustanga GT 40 dedykowany footswitch, który rozbudowuje możliwości wzmacniacza o looper.

„Zapętlacz” to doskonały towarzysz sypialnianych jam-session i wspaniałe narzędzie treningowe, którego brakuje w produktach konkurencji.

Co więcej, tanie wzmacniacze modelujące nie radzą sobie też z przetworzeniem sygnału z zewnętrznego loopera, więc tym bardziej Fender Mustang GT 40 wygrywa. Wystarczy tylko dołożyć 350 zł na kontroler MGT-4, by cieszyć się rozbudowanymi możliwościami i jeszcze większą wygodą obsługi.

Jeśli rozglądasz się za wzmacniaczem do nauki, do domu, czy na niewielką salę prób – trudno o lepszy zakup, niż Fender Mustang GT 40. Rzadko kiedy polecam produkt z tak wielkim przekonaniem, ale tym razem nie mam żadnych wątpliwości: o ile tylko nie grasz ciężkich, metalowych brzmień, będziesz tym wzmacniaczem zachwycony.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement