Beata Szydło blokuje znanych dziennikarzy na Twitterze. Czy coś takiego przystoi premier RP?

Artykuł/Media 06.06.2017
Beata Szydło blokuje znanych dziennikarzy na Twitterze. Czy coś takiego przystoi premier RP?

Beata Szydło blokuje znanych dziennikarzy na Twitterze. Czy coś takiego przystoi premier RP?

Uwielbiam opcję blokowania w mediach społecznościowych. Na Facebooku wyciąłem sobie swego czasu w pień tych wszystkich startupowców i infuencerów, z którymi na potęgę w interakcję wchodzą moi znajomi. I jest wspaniale, na dodatek niczego nie tracę, bo ci startupowcy i tak ostatecznie bankrutują. 

Jeszcze aktywniej blokuję na Twitterze, choć pewnie 90% zbanowanych przeze mnie osób nawet nie wie i nigdy nie dowiedziałoby się o moim istnieniu. Chcę mieć jednak pewność, widząc jak jakaś intelektualna ameba obrzuca błotem jedną z obserwowanych przeze mnie osób, że nigdy więcej – nawet przypadkiem – w serwisie się nie spotkamy. Twitter ponoć nie umie zarabiać. Za opcję automatycznego filtrowania ludzi z godłem w awatarze lub – z drugiej beczki – hashtagiem #Razem w opisie, chętnie mu zapłacę. Kilka lat w serwisie – pewien zespół doświadczeń z góry podpowiada mi, że nic dobrego się już w tych okolicznościach nie wydarzy.

Nie muszę być w mediach społecznościowych. Jestem tam dla rozrywki, zabawy i przyjemności, a nie podawania nudnych artykułów na temat procesów demograficznych w południowych regionach Ugandy, w celu rozpaczliwego budowania w ten sposób wizerunku profesjonalisty. A skoro przyjemność, to przecież masochizmem byłoby taplanie się w otoczeniu ludzi, którzy nie tyle mają inne poglądy od naszych, bo akurat takich śledzę sporo, ale przede wszystkim nie potrafią swojej wizji świata komunikować w interesujący lub cywilizowany sposób.

https://twitter.com/Barankiewicz/status/871794400724226050

Premier Szydło też “wyrwała chwasta”?

Ale premier Beata Szydło nie jest osobą prywatną. I nawet jeśli blokuje kogoś ze swojego prywatnego konta w serwisie Twitter, do czego oczywiście ma prawo, to nie wygląda to dobrze, gdy nagle masowo zostają zbanowani dziennikarze w Polsce. Na liście wstydu znaleźli się między innymi Kamil Sikora z Wirtualnej Polski, Jarosław Kuźniar z Onetu, Przemysław Barankiewicz z Bankiera czy Bartosz Wieliński z Gazety Wyborczej. I o ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć (ale nadal nie wytłumaczyć) ban dla regularnie intelektualnie prowokującego narodowych socjalistów Kuźniara, tak Barankiewicz z Bankiera? Przecież to kompletnie neutralne światopoglądowe medium, które nawet nie używa słów do opisywania świata, a przede wszystkim liczb.

Oczywiście w komentarzach pod tym artykułem przeczytacie, że to kolejny lewacki atak Spider’s Web na zesłaną nam przez niebiosa władzę (nie są to zbyt mądre komentarze, na Twitterze z góry zablokowałbym ich autorów – ostatnio na przykład jakaś zmasowana grupa twierdził, że jestem lewakiem po kolejnym już moim artykule, w którym broniłem… Donalda Trumpa). Ale nie spotykamy się tu przecież, żeby słuchać, na jaki temat wydzierają się w sieci radykalne lub nawet inspirowane przez kogoś fan cluby.

Wyszło szydło z worka

Rozmawiamy o standardach. Standardach sprawowania władzy i standardach państwa demokratycznego. Niestety, internauci w Polsce nie dorośli do tego, by rozmawiać o tych pojęciach, bo partyjne szaliki zasłaniają im oczy. Nie wygląda to dobrze, gdy jedna z “najważniejszych osób w państwie” urządza sobie na Twitterze swego rodzaju intelektualną rzeź, gdy w większości cenionym i ważnym dziennikarzom nagle odmawia się prawa dostępu do informacji o bieżącej działalności premiera RP. Bo – jeszcze się upewniłem – tak jest wykorzystywany profil Beaty Szydło, nie ma tam miejsca na zdjęcia z wakacji.

Ziemkiewicz? Warzecha? Niech sobie banują do woli, ich prawo. Ale przedstawicielowi władzy RP to nie przystoi, to fatalnie wygląda.

Dołącz do dyskusji

Advertisement