Złomowałem droidy w Star Wars: Battlefront II – 5 rzeczy, które spodobały mi się najbardziej

Relacja/Gry 11.06.2017
Złomowałem droidy w Star Wars: Battlefront II – 5 rzeczy, które spodobały mi się najbardziej

Złomowałem droidy w Star Wars: Battlefront II – 5 rzeczy, które spodobały mi się najbardziej

Największą atrakcją EA Play jest bez wątpienia nowa odsłona sieciowej strzelaniny w uniwersum Gwiezdnych wojen. Miałem już okazję samemu sprawdzić, jak złomuje się droidy na Naboo i mogę podsumować zmiany w Star Wars. Battlefront II.

Przy pierwszej części Star Wars Battlefront spędziłem w sieci dziesiątki godzin, ale gra – podobnie jak pierwszy Titanfall – miała ogromną wadę: brak sensownego trybu dla jednego gracza. Rozgrywka była też bardzo prosta, by nie rzec: prymitywna. To mogło podobać się casualowym fanom Gwiezdnych wojen, ale wymiatacze, którzy zjedli zęby na taktycznych sieciowych shooterach, nie mieli w nie za bardzo czego szukać.

Star Wars: Battlefront II to nowe rozdanie.

Nie tylko gra będzie znacznie bogatsza pod względem zawartości w trybach wieloosobowych (wedle twórców aż trzykrotnie), to zaoferuje też wreszcie kampanię z prawdziwego zdarzenia i pojawi się w niej system klas. To, że będzie tryb jednoosobowy, a multiplayer doczeka się przebudowy, oczywiście wiedzieliśmy już wcześniej z zapowiedzi. Teraz jednak wreszcie zobaczyłem nowych bohaterów w akcji i usmażyłem obwody kilku droidom.

Na miejscu podczas EA Play mogłem dowiedzieć się, co na temat gry mają do powiedzenia jej twórcy. Przedstawiciele DICE obiecują, że wzięli pod uwagę feedback i dobrze wiedzą, że krytyka pierwszej odsłony była w wielu wypadkach konstruktywna i zasłużona. To, o co fani prosili najbardziej, to nie ograniczanie się do jednej ery w uniwersum Star Wars i deweloperzy wyszli im naprzeciw.

Battlefront to była śliczna gra, ale pod względem mechaniki zostawiała nieco do życzenia. Twórcy obiecują, że wyciągnęli wnioski i już wiem, że nie są to słowa rzucane na wiatr. Dodanie kampanii to nie jedyna nowość, jaka czeka na graczy. Po pierwszej sesji z Battlefront II już wiem, które zmiany (lub ich brak) w mechanice i zawartości kolejnej części cyklu najbardziej przypadły mi do gustu.

1. Brak żetonów i nowy system Battle Points

Pierwszy Battlefront studia DICE z 2015 roku był grą, którą mogli polubić miłośnicy Gwiezdnych wojen, nawet jeśli nie byli wyjadaczami sieciowych strzelanin. Niestety uproszczenie rozgrywki z myślą o tzw. casualach poszło o jeden krok za daleko. W grze, żeby wcielić się w bohatera, zdobyć potężne uzbrojenie lub usiąść za sterami myśliwca, trzeba było zebrać kolorowy, świecący się żeton fruwający nad mapą.

System żetonów niszczył immersję. Nie wcielaliśmy się w żołnierza, a raczej walczyliśmy w symulatorze, który Szturmowiec mógł uruchomić w Akademii Imperialnej. Niszczyło to zręby realizmu pola bitwy, jeśli o takowych można mówić w przypadku gry w uniwersum Star Wars. Gracze widząc żeton bohatera biegli do miejsca, w które z taktycznego punktu widzenia kierowani przez nich żołnierze nie powinni w ogóle się kierować.

Takich absurdów już nie będzie.

Battlefront II rezygnuje z systemu żetonów w ogóle. Zamiast tego graczom w zamian za osiągnięcia na polu bitwy będą przekazywane tzw. Battle Points. To za te punkty w ramach meczu będzie można odrodzić się na mapie jako pilot myśliwca, bohater lub żołnierz specjalny. To super sposób, by premiować graczy za osiąganie celów, a nie jedynie za fragi.

Można zużyć punkty od razu i wkroczyć na mapę jako pilot lub chomikować je do końca meczu, by wrócić po śmierci jako np. Han Solo czy Darth Maul – ale można też przestrzelić, gdy bohatera zgarnie nam sprzed nosa inny gracz. Gra zachęca, by punkty wykorzystywać, bo jako ciężki droid bojowy będziemy zdobywać je i tak szybciej, niż jako zwykły piechur. Super zmiana na plus!

2. Nowe mapy ze scenariuszem i różnymi fazami zostają

Elementem dającym największą frajdę w Star Wars. Battlefront były misje, które polegały na czymś więcej, niż strzelaniu do siebie dwóch grup graczy. W podstawowej wersji mieliśmy tryb Atak AT-AT, w którym Rebelianci musieli bronić bazy, a mapa miała kilka faz. Kolejne DLC wprowadziły do Battlefronta inne tego typu tryby i to w nich bawiłem się najlepiej.

Demo drugiej części serii pozwoliło bawić się dwóm grupom graczy na Naboo – po 20 osób w drużynie. Pojazd Separatystów sunął miarowo w stronę pałacu w Theed, a klony musiały podnosić działka jonowe i z nich strzelać, by zdjąć osłony. Mojej drużynie grającej po stronie Republiki nie udało się zdusić zagrożenia w zarodku i musieliśmy cofnąć się do defensywy.

Podczas drugiej fazy broniliśmy pałacu, a jako oficer rozstawiałem wieżyczki i bomby zbliżeniowe.

Niestety i tym razem siły wroga okazały się przeważające, zwłaszcza że droidy wspierali Darth Maul i Boba Fett, a nasz Han Solo szybko padł, bo oberwał granatem na moich oczach. Na szczęście ostatnia faza pozwoliła nam się zrehabilitować. Jako Specjalista rozstawiłem pułapki i do sali tronowej wroga nie wpuściliśmy. Starcie zakończyło się naszym zwycięstwem.

Niestety jest łyżka dziegciu w tej beczce miodu. Battlefront II nie wprowadzi – przynajmniej na razie – trybów łączących walki na ziemi i w kosmosie w ramach jednej mapy, taki jak np. w dodatku Death Star i Rouge One do pierwszego Battlefronta. Craig McLeod i Nicklas Fegraeus ze studia DICE, z którymi rozmawiałem o trybie multi podczas EA Play, nie mogli w ogóle mówić o walkach w kosmosie – nie zostały one jeszcze oficjalnie zaprezentowane.

3. System klas i brak plecaka odrzutowego dla każdego

JumpPack był prawdziwą zmorą pierwszego Battlefronta. Każdy żołnierz na mapie mógł być wyposażony w plecak odrzutowy, który pozwalał mu poruszać się po całej mapie. Większość graczy wybierała go zamiast innego uzbrojenia, bo przewaga w postaci szybszego dołączenia do pola bitwy po respawnie była ważniejsza, niż możliwość zabrania dodatkowego granatu. W momencie, gdy kilkadziesiąt osób zaczynało latać w powietrzu, robiło się jednak mało realistycznie i zbyt chaotycznie.

Teraz plecak odrzutowy będzie można użyć tylko do czasu do czasu, gdy po zdobyciu odpowiedniej liczby Battle Points wrócimy do walki jako Jump Trooper. Mięso armatnie nie będzie mogło wybierać plecaka jako podstawowego wyposażenia. Pozwoli to utrzymać walkę piechurów na ziemi i wybierać inne ciekawe wyposażenie – system kart został znacznie rozbudowany, a bronie będzie można modyfikować. Dużą zmianą na plus jest też wdrożenie systemu klas postaci, którego zabrakło w pierwszej części.

Cztery klasy w Battlefront II to Assault, Heavy, Officer i Specialist.

Miałem okazję przetestować każdą z nich. Assault to typowy piechur, który korzysta z karabinów średniego zasięgu i materiałów wybuchowych. Heavy Trooper zaś nie jest chodzącą fabryką fajerwerków, a jego unikalną cechą jest pole siłowe. Po jego aktywacji kamera przechodzi w tryb trzecioosobowy. Podczas rozgrywki ustrzelenie takiego piechura to nie lada wyzwanie.

Na pole walki będzie można wybrać się jako oficer, którego zdolność poprawia statystyki żołnierzy będących w jego bezpośrednim otoczeniu. Ostatnia klasa to Specjalista, czyli taki snajper rozstawiający pułapki. Klasę będzie można zmieniać podczas rozgrywki. Ogromną zmianą na plus jest to, że nie trzeba wybierać zaledwie dwóch zestawów kart przed startem meczu, tak jak w poprzedniej odsłonie.

To, co udało mi się ustalić w rozmowie z twórcami gry już po pokazie, to fakt, że mięso armatnie pod względem mechaniki zostało ustandaryzowane. Droid i klon tak samo szybko biegają, tak samo szybko skaczą i tak samo reagują… na zdolność kontroli umysłów, którą ma Rey. To malutki zgrzyt, ale nie będzie go w kampanii – ta rozpoczyna się dopiero po wydarzeniach w powrocie Jedi, a klony i droidy pojawią się wyłącznie w multi.

4. Oddziały na polu walki powinny trzymać się razem

W pierwszej części gracz mógł grać w duecie ze znajomym. Po jednej z aktualizacji przebywanie w otoczeniu drugiego gracza dawało bonusy takie jak szybsze odnawianie się gwiezdnych kart. Teraz ten system rozbudowano, a do gry będzie można dołączyć jako członek czteroosobowego oddziału – niczym klony w Republic Commando. Gracze zachęcani są do tego, by trzymać się razem bonusami za przebywanie w otoczeniu swojej grupy.

Mam ogromną nadzieję, że Battlefront II okaże się grą znacznie bardziej nagradzającą taktykę niż poprzedniczka. Pierwszy Battlefront nie nakłaniał graczy do koordynacji działań w dostatecznym stopniu. Jest szansa, że to się zmieni. A czy na tyle, by gra spod znaku Star Wars zaistniała w esporcie? Na to pytanie jeszcze za wcześnie.

Deweloperzy, z którymi rozmawiałem podczas EA Play, oczywiście widzą w swojej grze potencjał esportowy, ale sami mówią, że wszystko w rękach społeczności. Utrzymują jednak, że tym razem pracowali nad tym, by ich gra była zbalansowana. Mam tylko nadzieję, że większy nacisk na taktykę nie przełoży się na mniejszą przystępność gry dla niedzielnych fanów Star Wars.

5. Dynamika nadal jest duża, ale nie podkręcono tempa

Jedna sejsa z grą na jednej mapie to za mało, by definitywnie wypowiedzieć się na temat rozgrywki, ale w pierwszym odczuciu gra jest nieco wolniejsza od poprzedniczki. Żołnierze nie poruszają się tak szybko jak w pierwszym Battlefroncie. Powrót na pole walki po śmierci trwał nieco dłużej, a pokonanie dystansu zajmowało nieco więcej czasu, ale dzięki temu podczas gry można było nie tylko strzelać, ale też pomyśleć.

Nie oznacza to jednak, że gra staje się wolna i nużąca. Battlefront II zachowuje w tym zakresie bardzo rozsądne proporcje, a bitwa o pałac w Theed na ojczystej planecie Imperatora dała mi po prostu masę frajdy. Sytuacja na polu bitwy cały czas zmienia się dynamicznie i trzeba reagować na zagrożenia nadciągające z kilku stron jednocześnie. Oby tylko drużyna miała narzędzie, by określać cele.

Bonus: brak przepustki sezonowej

Nie jest to związane bezpośrednio z rozgrywką, ale traktuję to jako ogromną zaletę: Star Wars. Battlefront 2 nie będzie wymagał zakupu dodatków. Zamiast tego wszyscy graczy, którzy zakupią grę, będą otrzymywać uaktualnienia. Pierwsze pojawi się już na święta – pojawią się w nim zawartość z najnowszego filmu Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi, a podczas konferencji do gry nim samym zachęcał John Boyega wcielający się w Finna.

Brak Season Passa to świetna wiadomość dla osób, które i tak zdecydowałyby się zapłacić za dodatek. W przypadku poprzedniej części to w DLC znalazły się najciekawsze tryby gry, ale… ze względu na małą bazę użytkowników często serwery świeciły pustkami i chcąc nie chcąc musiałem grać na klasycznych mapach. Teraz wszyscy gracze będą mieć dostęp do tego samego wyposażenia i wszystkich dostępnym map, gdy tylko zostaną wydane.

Dołącz do dyskusji

Advertisement