Kiedyś brzydziłem się na myśl o podróży pociągiem. Dziś nie mogę się doczekać kolejnej

Felieton/Podróże 08.05.2017
Kiedyś brzydziłem się na myśl o podróży pociągiem. Dziś nie mogę się doczekać kolejnej

Kiedyś brzydziłem się na myśl o podróży pociągiem. Dziś nie mogę się doczekać kolejnej

Jeszcze kilka lat temu pociągi w Polsce kojarzyły mi się z absolutnie wszystkim, co najgorsze. Teraz nie wyobrażam sobie korzystania z innego środka transportu. Jeżeli muszę odbyć podróż z Warszawy do innego dużego miasta, zawsze wybieram pociąg.

Pamiętacie, jak jeszcze kilka lat temu wyglądały pociągi? Cała Polska szła do przodu, wskaźniki gospodarcze rosły, my dorobiliśmy się pierwszych laptopów i smartfonów, a zdecydowana większość z nas nauczyła się, że marynarka i plecak nie są najlepszym możliwym połączeniem. Powoli dorastaliśmy do europejskich standardów, rozwijaliśmy się. Jako społeczeństwo zapominaliśmy, czym był PRL.

Można jednak było to sobie bardzo łatwo przypomnieć, wsiadając do pociągu. Do składu wyjętego żywcem z lat 70-tych. Pamiętacie te wszystkie żarty o spóźnionych połączeniach, o ogrzewaniu działającym tylko latem i oknach niezamykających się zimą? Serio, to nie wzięło się znikąd.

Pociągi w Polsce były tragiczne. Każda podróż nimi była walką.

Walką o powietrze, otwarte okno oraz jak najlepsze miejsce. Gdy pociąg podjeżdżał na stację, wszyscy zamierali i oczekiwali na otwarcie drzwi. Zajęcie złej pozycji startowej, potknięcie się lub zbyt powolne wyminięcie stojącej przed nami osoby oznaczało porażkę: otrzymanie miejsca pomiędzy dwoma emerytkami jedzącymi kiełbasę lub nawet brak miejsca siedzącego.

A to oznaczało konieczność stania przez niemal 4 godziny, bo w najgorszym momencie właśnie tyle trwała podróż z Warszawy do Białegostoku. Jeżeli jechałeś w piątek lub przed świętami, zainteresowanie połączeniem rosło kilkukrotnie, a wraz z nim ryzyko braku miejsca.

Od jakiegoś czasu sytuacja ta w moim odczuciu zmieniła się o 180 stopni. Pierwszym zwiastunem zmiany było wprowadzenie systemu kupowania biletów przez Internet oraz obowiązkowej rejestracji miejsc. Dzięki temu mogę przyjść na pociąg dosłownie kilka minut przed odjazdem i być pewnym, że będę miał gdzie usiąść. Początkowo część pasażerów nie mogła się przyzwyczaić do tego systemu i kwestionowała fakt rezerwacji miejsca. Podejrzewam jednak, że dziś nikt nie chciałby powrotu do starych czasów walki o siedzenia.

Potem na polskie tory wjechały Pendolino, które od wcześniej dostępnych pociągów różniły się absolutnie wszystkim: wyglądem, kulturą pracy, rozmiarami siedzeń oraz innymi drobnostkami, które razem mają ogromny wpływ na wygodę jazdy. Pendolino oczywiście nie były i nie są pociągami idealnymi. Wi-Fi do tej pory w nich nie działa, a ceny biletów bez zniżek są horrendalnie wysokie. Trzeba jednak przyznać, że najbardziej oszczędni pasażerowie ze statusem studenta mogą kupić bilet za mniej niż 25 zł, jeśli wcześniej zaplanują podróż. To naprawdę przystępna cena.

Jednak kilka Pendolino wiosny nie czyni. To nie jedyne pociągi w Polsce.

Gdyby poprawa była widoczna tylko w tych najdroższych i najbardziej luksusowych składach, nie pisałbym tego tekstu. Ostatnio jednak naprawdę sporo jeździłem pociągami na różnych trasach do miast takich jak Gdańsk, Kraków, Katowice, Poznań, Białystok, Lublin oraz Olsztyn. Warto wspomnieć tu przede wszystkim o trzech ostatnich wymienionych przeze mnie miastach. Także tam jeżdżą nowe pociągi Flirt oraz Dart. Nie są one tak wypasione, jak Pendolino, ale są nowe, czyste oraz wygodne. Można w nich znaleźć działające gniazdka elektryczne, łączność Wi-Fi oraz przestronny wagon restauracyjny.

Jeszcze niedawno pociągi w Polsce nie oferowały tego typu rozwiązań. Przynajmniej te najtańsze.

Są też szybkie i tanie. Za naprawdę komfortową, trwającą nieco ponad 2 godziny podróż z Warszawy do Białegostoku płacę jedyne 30 zł, bez żadnych zniżek. Oznacza to, że pomiędzy dużymi miastami najtaniej i najszybciej mogę poruszać się właśnie pociągami. Podróż samochodem lub autokarem jest dłuższa, droższa oraz mniej wygodna. Do samolotu nie zabiorę nawet butelki wody, a dojazd na lotnisko prawie nigdy nie jest tak dobry, jak na dworzec. W mojej opinii pociągi wygrywają to starcie.

Pamiętajcie, że w tym tekście mówię wyłącznie o swoich spostrzeżeniach. Doskonale rozumiem, że w wielu częściach Polski nadal jeżdżą wspominane wcześniej stare składy. Liczy się jednak, że stopniowo dokonuje się postęp, który jest widoczny gołym okiem. Jeszcze kilka lat temu nienawidziłem podróży pociągami i nie uwierzyłbym, że będę je akceptował, a nawet lubił. Teraz nie wyobrażam sobie innego sposobu podróżowania po Polsce.

Ktoś tu wykonał kawał naprawdę dobrej roboty.

Dołącz do dyskusji