Windows 10 S to kilka kroków w dobrą stronę. Niestety, to też o jeden krok za daleko

Windows 10 S to kilka kroków w dobrą stronę. Niestety, to też o jeden krok za daleko

Windows 10 S to kilka kroków w dobrą stronę. Niestety, to też o jeden krok za daleko

Rozumiem ideę ograniczenia Windows 10 do aplikacji z certyfikowanych repozytoriów, stwierdzę wręcz że to bardzo istotny przełom. Windows 10 S ogranicza nas jednak w jeszcze jeden sposób, tym razem godzący w nasze interesy.

Jak nas ogranicza Windows 10 S? Nie będę dublował świetnego tekstu Tomka, który doskonale wyjaśnia różnice pomiędzy wersją S a Pro. Windows 10 S to w odległej przyszłości taki Windows, jaki Microsoft sobie wymarzył. Na razie jednak firma próbuje do niego przekonać tych użytkowników, którzy chcą maszyny absolutnie niezawodnej.

Windows 10 ciągnie bowiem za sobą bagaż odziedziczony po wszystkich swoich poprzednikach. A więc frustrujący brak zabezpieczeń na działanie instalatorów aplikacji zewnętrznych. Te mogą robić w zasadzie, co chcą, a te koślawo napisane są w stanie wręcz uszkodzić system.

Nie tak dotkliwie jak kiedyś, od kilku wersji Windows jest wyposażony w moduły naprawcze gwarantujące, że niezależnie od tego, co aplikacja nabroiła, system jest w stanie się naprawić sam do tego stopnia, by móc dalej działać poprawnie. Próbuje też nas ostrzegać w przypadku podejrzanych działań. Mechanizmy te jednak nie są doskonałe i źle napisane oprogramowanie jest w stanie wpłynąć na stabilność i wydajność systemu.

Windows 10 S właśnie z tym skończył.

Windows 10 S to dużo więcej niż system „głównie dla edukacji”. To przyszłość Windowsa, którą Microsoft sobie wymarzył już w czasach, gdy projektowane były Windows 8, Windows RT i Windows Phone 8. To system, który całkowicie pozbywa się problemu bagażu „niesfornych” aplikacji.

Aplikacje z certyfikowanych repozytoriów (na razie jedynym jest Sklep Windows) nie mają technicznej możliwości wpływania na system operacyjny. Są izolowane w swoich piaskownicach, z własną strukturą folderów i wirtualizowanymi tylko dla nich instancjami Rejestru. Czy to aplikacje UWP, czy też Win32, czy – co akurat oczywiste – webowe, w Windows 10 S znika największa wada Windowsa. Niezależnie od tego, czy zainstalowaliśmy system miesiąc temu, czy dwa lata temu, będzie on pracować tak samo (lub, dzięki aktualizacjom, lepiej) co w pierwszym dniu uruchomienia.

Windows 10 S jest rewolucyjny.

Czy ktoś dalej wątpi, że Windows 10 S jest jednym z najważniejszych etapów w ewolucji Windowsa?

Ktoś mógłby zasugerować, że to przecież już było. Przecież Windows RT odniósł druzgocącą porażkę. To jednak niezupełnie ta sama historia, z kilku względów. Po pierwsze, aplikacje UWP mają nieporównywalnie większe możliwości od aplikacji „Modern” dla Windows RT, z możliwością pracy w oknach na czele. Po drugie, Sklep Windows to już nie tylko aplikacje Metro, a przede wszystkim aplikacje UWP, webowe oraz Win32.

No i wreszcie Windows 10 S to nie pułapka, taka jak Windows RT. Gdy dojdziemy do wniosku, że RT nie spełnia naszych wymagań, możemy co najwyżej sprzedać urządzenie z nim zainstalowane. Windows 10 S można rozszerzyć do Windows 10 Pro w kilka klików. Na razie za darmo, w przyszłości za opłatą ok. 180 złotych.

Problemem pozostaje ograniczona oferta Sklepu Windows (oraz fakt, że żaden inny sklep z aplikacjami nie zdecydował się na UWP) i w zasadzie tylko dlatego Windows 10 S jest wprowadzany relatywnie po cichu. Ja sam momentalnie rozszerzyłbym go do Windows 10 Pro z powodu Adobe Creative Cloud, który jest mi niezbędny do pracy. Jednak jak przerwałem w tym momencie pisanie i przejrzałem listę zainstalowanych u mnie aplikacji niedostępnych w Sklepie Windows, to okazało się, że są to aplikacje Adobe i… trzy inne programy, których pozbywać się nie chcę, ale też nie są mi niezbędne. Trzy.

Windows 10 S

To jednak nie jest do wytłumaczenia ani wybaczenia: nie ma żadnego powodu, bym był zmuszany do Edge’a i Binga.

Windows 10 S oczywiście pozwala na instalowanie ze Sklepu dowolnej przeglądarki (teoretycznie, bo na pecety i tablety nie pojawiła się w zasadzie żadna) i nie zablokuje w żaden sposób aplikacji Google czy odwiedzenia adresu www.google.pl. Czy dowolnej innej wyszukiwarki. Robi coś innego, niemile widzianego i niepotrzebnego.

Windows 10 S, w przeciwieństwie do Windows 10 i podobnie do Windows 10 Mobile i iOS, nie pozwala na zmianę domyślnej przeglądarki internetowej i wyszukiwarki internetowej. Innymi słowy, każdy kliknięty przez nas link w jakiejś aplikacji spowoduje otworzenie nowej karty w Edge, a każde zapytanie w pasku adresu przeglądarki zwróci wyniki z Binga i tylko Binga.

To jest tak strasznie głupie posunięcie, że aż nie wiem, od czego zacząć.

Tu nawet nie chodzi o ułomność Edge’a czy Binga, to byłoby równie głupie, gdyby ta przeglądarka i wyszukiwarka były pozbawione jakichkolwiek większych wad. Odbieranie użytkownikowi wyboru ma sens wyłącznie wtedy, gdy służy to jego wygodzie czy bezpieczeństwu. Bieżące ograniczenie ma na celu wyłącznie biznesowe korzyści dla Microsoftu.

Drodzy fani, próbujący zasugerować, że przecież Windows 10 S ma być bezpieczny, a Microsoft nie może ręczyć za to, co robi Firefox – jesteście w błędzie. Taki hipotetyczny „sklepowy” Firefox będzie dokładnie tak samo izolowany od systemu co Edge. A uruchomione w nim złośliwe aplikacje webowe mogą wyłudzić od nieostrożnego internauty równie skutecznie dane jego karty kredytowej co te uruchomione w Edge’u.

Windows 10 S
Polski Bing, do którego nas “zmusi” Windows 10 S, jeszcze nie do końca jest świadom istnienia tego systemu operacyjnego. A teraz, już sami, wpiszcie to samo zapytanie w Wyszukiwarce Google Polska.

Szkoda, bo za Windows 10 S stoi bardzo sensowna idea. Domknięty (ale niezupełnie zamknięty) system to zerwanie z przeszłością i obietnica prawdziwej niezawodności. Rujnowanie tej idei przez wpychanie na siłę i bez uzasadnienia Binga i Edge’a powinno być ukarane zmuszeniem pomysłodawcy do miesięcznej pracy wyłącznie na Bingu. Ale nie tym całkiem dobrym z amerykańskiego regionu, a tym do którego będą zmuszeni – na przykład – Polacy. Po uprzednim podpisaniu cyrografu, że za leczenie psychiatryczne płaci ów pomysłodawca lub jego ubezpieczyciel.

ZOBACZ: Surface LAPTOP – pierwsze wrażenia prosto z Nowego Jorku

SPRAWDŹ: Spider's Web TV na YouTubie - zasubskrybuj teraz, żeby nie przegapić nowych materiałów!

Dołącz do dyskusji

Advertisement