Google wie, co kupujesz w sklepach stacjonarnych. I wie, że są to rzeczy, które widziałeś w reklamach Google

Artykuł/Technologie 24.05.2017
Google wie, co kupujesz w sklepach stacjonarnych. I wie, że są to rzeczy, które widziałeś w reklamach Google

Google wie, co kupujesz w sklepach stacjonarnych. I wie, że są to rzeczy, które widziałeś w reklamach Google

Myślałeś, że internetowe reklamy nie mają wpływu na twoje decyzje zakupowe? Google przyznał, że śledzi swoich użytkowników nie tylko podczas robienia zakupów internetowych, lecz także wtedy, gdy znajdują się w tradycyjnych sklepach. 

Dzięki temu jest w stanie idealnie dopasować reklamy do potrzeb użytkowników lub nawet sprawić, że zechcą kupić konkretny produkt. W tym celu Google korzysta z połączonych możliwości oferowanych przez siebie usług. Patrząc na poziom skomplikowania całego procesu można pokusić się o stwierdzenie, że na świecie jest naprawdę niewiele firm, które mogłyby sobie pozwolić na podobne przedsięwzięcie. Podejrzewam, że można je policzyć na palcach jednej ręki.

Google może łatwo śledzić dużą część ziemskiej populacji, bo pod kontrolą systemu operacyjnego Android pracuje niemal 90 proc. wszystkich używanych smartfonów. W każdym z tych urządzeń znajduje się moduł GPS, dzięki któremu Google zna dokładną lokalizację użytkownika. Równie cennym źródłem wiedzy jest wyszukiwarka. Aż 7 na 10 posiadaczy smartfonów krótko przed zakupem wyszukuje informacje na temat danego produktu na swoim urządzeniu mobilnym.

Google wie też, że dany użytkownik znajduje się blisko sklepu i szuka konkretnego produktu. Na postawie tych informacji oraz stworzonego wcześniej profilu użytkownika można wyświetlić informacje o potencjalnie interesującym produkcie, który jest obecnie dostępny w pobliskim sklepie. Mało? To proszę – dzięki usługom lokalizacji Google zobaczy, czy dana osoba weszła do wskazanego przez wyszukiwarkę sklepu. Zaś moc lokalnej sieci Wi-Fi wskaże, w której części sklepu się znajduje. Bardzo ważne jest też, jaki czas spędzie w sklepie. Jeżeli po prostu przez niego przeszła do innego lokalu, nie będzie zainteresowana zakupami w nim.

Internetowy gigant śledzi też transakcje, których dokonujemy kartą płatniczą.

Jak to robi? Tego niestety nie wiemy. Pytaliśmy polski oddział Google o to rozwiązanie, lecz nie otrzymaliśmy satysfakcjonującej odpowiedzi. Wiadomo, Google woli mówić o tym, jak zmienia świat na lepsze. O tym, jak przy okazji nas inwigiluje, już mniej.

Google zapewnia jednak, że nie ma dostępu do newralgicznych danych użytkownika, takich jak numer karty kredytowej, listy dokonanych transakcji oraz wydanych pieniędzy. Być może do stwierdzenia zawarcia transakcji wystarczy użycie w danej lokalizacji usługi Android Pay lub otrzymanie powiadomienia z aplikacji bankowej. Co prawda takie rozwiązanie obecnie nie pozwala na dokładne śledzenie wszystkich użytkowników, ale to już niebawem się zmieni. Coraz większą popularność zdobywa bowiem bankowość mobilna oraz płatności zbliżeniowe przy użyciu telefonu.

 

Na firmowym blogu Google chwali się, że w ciągu ostatnich trzech lat prześledził aż 5 miliardów wizyt w sklepach. Z danych Google wynika, że klienci są o 25 proc. bardziej skłonni kupić dany produkt, jeżeli wcześniej kliknęli w jego reklamę w wyszukiwarce internetowej. Osoby te wydają też średnio o 10 proc. więcej od pozostałych klientów. Przynoszą dla sklepu zdecydowanie więcej korzyści niż klienci mniej przywiązani do nowoczesnych rozwiązań.

Przekaz Google jest jasny: czas porzucić klasyczne formy reklamy i zacząć promować się w Internecie.

Google namawia do takiej formy reklamy z prostego powodu – zarabia na niej. Podczas następnych zakupów rozejrzyjcie się wokół siebie. Zobaczycie, ile osób wybierając konkretny produkt jednocześnie siedzi z nosem w smartfonie. Sam jestem dość oszczędnym i nowoczesnym klientem, więc w trakcie zakupów chętnie korzystam z wyszukiwarki Google, porównywarek cen oraz innych narzędzi ułatwiających zakupy.

Świat wirtualny i realny nieustannie się przenikają. Marketerzy powinni o tym pamiętać i nie rozliczać kampanii bannerowych wyłącznie na podstawie kliknięć. Sam bowiem co najmniej kilka razy robiłem zakupy pod wpływem reklam wyświetlanych w Internecie, choć praktycznie nigdy w nie nie klikam. Google wie o tym. Dlatego musi przekonywać, że w Internecie można znaleźć najbardziej skuteczne formy reklamy. Takie, które trafią do stosunkowo małego grona ludzi rzeczywiście zainteresowanych danym produktem, a następnie przekonają ich do zakupu.

Google może posunąć się jeszcze dalej. Dzięki odpowiedniemu pozycjonowaniu wyników w wyszukiwarce i dopasowywaniu ich do rozmaitych danych, może nie tylko odpowiadać na nasze potrzeby zakupowe, ale też je wywoływać. Należałoby się więc zastanowić, czy to faktycznie dobre dla nas, klientów. Z usługi, która pomaga w naszym codziennym życiu, wyszukiwanie informacji staje się bowiem siłą wyższą, która nim kieruje.

A to już powinno nas poważnie niepokoić.

Dołącz do dyskusji

Advertisement