Smart zegarek dla biegaczy od biegaczy, czyli testujemy RunIQ

Recenzja/Sprzęt 25.04.2017
Smart zegarek dla biegaczy od biegaczy, czyli testujemy RunIQ

Smart zegarek dla biegaczy od biegaczy, czyli testujemy RunIQ

Smart zegarek dla biegaczy, stworzony przez biegaczy – czytam na opakowaniu. Ponosiłem więc kilka tygodni, pobiegałem. I mówię: sprawdzam!

RunIQ to, z wielu powodów, dość specyficzny produkt. Głównie dlatego, że stworzeniem zegarka z Android Wear nie zajął się tym razem Samsung, LG czy Huawei, a… New Balance. Tak, ten sam New Balance, w którego butach czy strojach wiele osób biega.

Co więc się udało, a nad czym trzeba jeszcze popracować?

Na plus: Ach, ależ to wygodne!

RunIQ ze swoim całkiem sporym ekranem (1,39″, 400×400 pikseli), kopertą 45 mm, grubością 14 mm i masą 75 g zdecydowanie nie jest zegarkiem kompaktowym. Mimo to nosi się go, zarówno na co dzień, jak i w trakcie treningu, zaskakująco dobrze. Ba, na ręce wydaje się nawet mniejszy, niż w rzeczywistości.

Uwaga, kudłate łapy… ach, już za późno.

Być może częściowo jest to zasługa naprawdę wygodnego paska z bardzo przyjemnego tworzywa, z bogatym zakresem regulacji. Dodatkowo, dzięki jego specyficznej perforacji (tylko dlaczego to muszą być serduszka?) fragment ręki pokryty paskiem nie poci się przesadnie.

Na minus: Wygląda sportowo… i tyle.

Niby jest cały czarny (więc domyślnie – elegancki), niby ma stalowy bezel, ale jednak… wygląda po prostu jak zegarek sportowy i to wcale nie z półki Fenixa (co zrozumiałe – nie ta cena).

Być może zmiana paska (pasują te o szerokości 22 mm) coś by zmieniła, ale tak czy inaczej – RunIQ naprawdę ładnie nie będzie raczej nigdy wyglądał.

Na plus: ekran wygląda pięknie…

Utrzymanie tego ekranu w czystości, zwłaszcza podczas aktywności, jest prawie niemożliwe.

Przyjemna odmiana od wyświetlaczy zegarków sportowych o przeważnie niskiej rozdzielczości. Wszystko tu jest ostre jak żyleta, pięknie animowane i płynne.

Na minus: …dopóki nie przyjdzie mocne słońce.

Wtedy tracimy niemal wszystkie zalety pięknego ekranu. Tzn. możemy je odzyskać, ale nie zawsze udaje się za pierwszym rzutem oka zobaczyć, co faktycznie wyświetla nasz zegarek, nawet przy maksymalnym poziomie jasności.

W przypadku zegarków sportowych ten problem przeważnie nie występuje – tam, przynajmniej w dobrych modelach, treść jest widoczna pod każdym kątem i przy nawet najmocniejszym oświetleniu.

Na plus: Przyciski. Ktoś dobrze to przemyślał.

Przyciski to dobry dodatek. Tylko dlaczego większy i oznaczony jest przycisk nie-sportowy?

Jeśli gdzieś widać, że jest to zegarek stworzony przez biegaczy dla biegaczy, to właśnie w tych przyciskach.

Kluczowy jest tutaj jednak nie ten największy, centralny, a jeden z mniejszych – górny. Wciskamy go raz – włącza się aplikacja treningowa. Klikamy drugi – rozpoczyna się aktywność. Klikamy trzeci – pauzujemy ją. Wszystko bez dotykania ekranu.

Dopiero żeby zakończyć śledzenie aktywności trzeba wybrać odpowiednią opcję z menu.

Dolny przycisk służy natomiast do zapisywania znaczników kolejnych okrążeń w trakcie biegu lub jazdy na rowerze. Będąc na ekranie głównym za jego pomocą przejdziemy natomiast do zarządzania muzyką.

Na minus: Przyciski… czasem potrafią więcej.

Kto miał do czynienia z zegarkami sportowymi wie, że tych przycisków jest tutaj po prostu zbyt mało. Nie ma technicznej możliwości, żeby za pomocą tej trójki obsłużyć wygodnie wszystkie elementy menu bez dotykania ekranu.

Żaden nie jest uniwersalnym przyciskiem wyboru. Żaden nie pełni funkcję strzałki w górę lub strzałki w dół.

A co najgorsze, największy przycisk, do tego oznaczony logo NB, jest akurat najmniej przydatny sportowo – służy bowiem do wychodzenia na ekran główny albo wchodzenia do listy aplikacji.

Inna sprawa, że nie są to przyciski najlepszego sortu. Są wprawdzie spore, ale ich wciskanie nie jest przesadnie satysfakcjonujące – klik jest krótki, głuchy i strasznie gumowaty.

Do tego największy przycisk w moim egzemplarzu dało się odrobinę okręcać dookoła. Początkowo byłem przekonany, że to rozwiązanie nawigacyjne, ale jednak nie – po prostu taki jego urok.

Na plus: Strava bez telefonu.

RunIQ już od samego początku szczyci się tym, że można za jego pośrednictwem korzystać ze Stravy. I to bez konieczności zabierania ze sobą telefonu.

Potwierdzam, to prawda. Wybierając aplikację RunIQ lub Stravy, możemy rozpocząć bieg, śledzić go, a następnie zakończyć i przesłać do serwisu bez konieczności sięgania po telefon. Wysyłka danych do sieci obędzie się w wykorzystaniem WiFi (nie ma wersji LTE).

Na minus: Strava dla Android Wear jest goła. RunIQ tylko trochę lepsze.

To w zasadzie wszystkie ustawienia naszego “treningu”. Poza tym możemy wybrać tylko czy biegniemy, czy jedziemy na rowerze.

To chyba największy mój zarzut w stosunku do tego zegarka, a właściwie tego zegarka w wersji firmowanej przez New Balance.

Po pierwsze, aplikacja Stravy dla Android Wear jest absolutnie goła. Potrafi wyświetlić kilka podstawowych parametrów na kilku prostych ekranach i to tyle.

Tak samo jest z aplikacją-nakładką RunIQ (która przesyła dane i tak do Stravy). Jest tylko o tyle lepsza, że ekrany danych ma trochę czytelniejsze, dochodzi jeszcze kilka parametrów (np. kadencja) i korzysta się z niej po prostu wygodniej i przyjemniej.

Tylko… to wszystko jest nadal gołe do bólu. Segmenty Stravy na żywo? Nie. Suffer Score? Nie. Możliwości zmiany rodzaju wyświetlanych na ekranie głównym parametrów? Nie, możemy najwyżej zmienić ich kolejność. Podsumowanie po treningu? Gołe i proste. Historia aktywności z poziomu zegarka? A po co.

Ba, żeby pokazać, jak bardzo to wszystko jest surowe, wystarczy napisać, że aktywności do wyboru to tylko bieganie i rower – NIC poza tym. A biegacze, tworząc zegarek dla biegaczy, powinni wiedzieć, że nie tylko bieganiem człowiek żyje.

Nie ma nawet funkcji automatycznego zliczania okrążeń. Dobrze chociaż, że jest automatyczne pauzowanie przy zatrzymaniu.

Plany treningowe? Zapomnijcie. Nie ma nawet podstawowych, nie można też ustawić nawet najprostszych interwałów. W zasadzie możemy tylko śledzić nasz bieg lub jazdę na rowerze. Koniec i kropka. Przy czym nie jestem pewien, czy to wina NB – aplikacja Stravy dla zegarków w wersji samodzielnej po prostu dopiero raczkuje.

Jasne, wszystkie te braki można pewnie w jakiś sposób uzupełnić, korzystając z możliwości Android Wear. Tylko po co wtedy to całe zamieszanie?

Na plus: GPS jest po prostu świetny.

Ekran główny aplikacji RunIQ. Wyróżniony parametr można zmienić w aplikacji.

I to tak dobry, że po zestawieniu wyników z moim prywatnym zegarkiem byłem trochę zły, bo RunIQ zapewnił dokładniejsze pomiary.

Wystarczy zerknąć na poniższy zrzut ekranu. Ślad z RunIQ, nawet (a może szczególnie) w gęstym lesie przebiega niemal idealnie po ścieżce. Fenix 3 natomiast miał najwyraźniej słabszy dzień i uznał, że przebijałem się pomiędzy drzewami. Oczywiście i RunIQ zdarza się czasem nieco zbłądzić, ale nie zanotowałem żadnego przypadku, kiedy wpłynęłoby to w jakikolwiek sposób na np. końcowy dystans.

Niebieski ślad: Fenix 3, Pomarańczowy ślad: RunIQ

Przeważnie bardzo szybkie jest również ustalanie naszej lokalizacji przed rozpoczęciem ćwiczenia. Przeważnie, bo zdarzają się sytuacje, kiedy RunIQ ma z tym wybitne problemy – w jednym przypadku nie ustalił lokalizacji przez… godzinę biegu. Po czym, po powrocie do domu i ponownym włączeniu aplikacji treningowej, wyświetlił ją natychmiast.

Na minus: ćwiczenia pod dachem? Pływanie? Zapomnij.

Przynajmniej z wykorzystaniem wbudowanych aplikacji.

Bieg bez włączonego GPS nie zostanie zapisany, nawet jeśli zarejestrowane będą wszystkie pozostałe parametry (jest żyroskop i akcelerometr, więc jest i kadencja), na podstawie których można określić przebyty dystans. Aplikacja po prostu odrzuci całą aktywność.

Na “co kto lubi”: Optyczny czujnik tętna.

Jestem daleki od twierdzenia, że optyczne czujniki tętna są do bani. Tyle tylko, że nie każdy jest dobry albo nie każdy nada się dla każdego.

Ten w RunIQ nieszczególnie różni się dokładnością od większości tych, z którymi mamy do czynienia na rynku. Jest więc całkiem dobry, potrafi wskazywać tętno z podobną dokładnością co nawet najdroższe paski na klatkę piersiową (zestawienie z HRM-Run wykazywało przeważnie minimalne odchylenia), ale…

No właśnie. Te wyniki nie zawsze były takie dokładne. Czasem zdarzało się, że przez początkowe kilka minut biegu były absolutnie z czapy (15-20 BPM powyżej tego, co wskazywał pasek). Czasem pomagało poprawienie zapięcia zegarka, a czasem po prostu po chwili wyniki się stabilizowały. Czasem też od początku do końca było po prostu dobrze.

Różnie też bywa przy wyraźnej zmianie intensywności biegu. Raz optyczny czujnik tętna idealnie prześledzi cały proces gwałtownego wzrostu i późniejszego spadku tętna. Innym razem zgubi się gdzieś na początku lub końcu i potem będzie nadganiał.

Na plus: wodoodporność

Nawet jeśli nie biegacie w deszczu, to przyda się do jednego – mycia zegarka pod wodą po skończonym biegu czy jeździe na rowerze.

Producent zapewnia nawet, że zegarek jak najbardziej nadaje się pływania. Tyle tylko, że z pomocą preinstalowanych aplikacji nie da się tej aktywności śledzić.

Na minus albo i nie: akumulator

Producent deklaruje 5 godzin ciągłej pracy przy włączonym GPS. Według moich testów i obliczeń wychodzi raczej trochę ponad 4 godziny, niż pełne 5.

I teraz tak: większości pewnie będzie to całkowicie obojętne. Na godzinną przebieżkę i późniejsze użytkowanie przez resztę dnia powinno to spokojnie wystarczyć. Na półmaraton czy maraton, o ile wcześniej naładujemy zegarek do pełna, też powinno wystarczyć.

Natomiast jeśli ktoś preferuje dłuższe czasowo aktywności czy wypady w góry na cały dzień albo i kilka, prawdopodobnie i tak zdecyduje się na zupełnie inny sprzęt. Np. taki, który zapewni co najmniej 20-24 godziny śledzenia bez ponownego ładowania.

Na plus: Android Wear i wydajność

Po aktualizacji do Android Wear 2.0 zegarek zasuwa aż miło.

Co tu dużo mówić – Android Wear jak Android Wear. Od kilku dni w wydaniu 2.0.

Modyfikacje New Balance ograniczają się głównie do wyglądu ekranu głównego i komplikacji na nim umieszczonych. Od wersji 2.0 możemy je wprawdzie zmieniać, ale domyślnie znajdziemy tam licznik kroków, aplikację do pomiaru tętna i skrót do aplikacji do biegania/roweru (po co, skoro służy do tego przycisk?).

Na pochwałę zasługuje też prędkość działania zegarka z Android Wear 2.0. O ile na poprzedniej wersji widoczne były momentami drobne przycięcia, o tyle na 2.0 sprzęt śmiga już wzorowo.

Na minus: aplikacja New Balance.

W zasadzie ma trzy funkcje – zgrywanie muzyki na telefon, łączenie z kontem Stravy i zmiana nielicznych raczej ustawień.

Poza tym… nie robi nic. I trochę szkoda – New Balance, zdając się na łaskę Stravy, trochę zmarnowało potencjał swojego wygodnego i dobrego sprzętowo zegarka. Gdyby spróbowało stworzyć własną aplikację sportową i ją spiąć z oprogramowaniem na zegarku, efekt mógłby być o wiele ciekawszy.

A tak, jeśli chcemy od zegarka sportowego czegoś więcej, niż po prostu śledzenia biegania/jazdy na rowerze w najprostszym wydaniu, musimy sięgnąć po aplikacje innych producentów.

Na plus: muzyka bez telefonu

Posiadacze iPhone’a niestety nie mogą zgrać na zegarek muzyki. Za to mogą sterować muzyką na telefonie.

4 GB pamięci do naszej dyspozycji. Wystarczy zapełnić je muzyką z Google Play, podłączyć słuchawki Bluetooth i można ruszać w trasę. Bez telefonu.

Niestety na razie z tej opcji nie mogą skorzystać posiadacze sprzętów z iOS.

To jak? Brać czy nie brać?

Prawdę mówiąc, nie jestem całkowicie kupiony. Od strony sprzętowej RunIQ nie można wiele zarzucić. Nie jest piękny, ale za to jest solidnie zrobiony i niesamowicie wygodny. Do tego ma świetny, precyzyjny GPS i optyczny czujnik tętna oferujący nienajgorsze wyniki.

Optyczny czujnik tętna jest całkiem dokładny… przeważnie.

Natomiast od strony systemowej i sportowej – tutaj mam już spore wątpliwości. Tak, jest Android Wear 2.0 i to jest dobra wiadomość. Ale jeśli spojrzeć na ten sprzęt jako zegarek dla biegaczy od New Balance, to jest… łyso. Najbardziej, ale to najbardziej podstawowe opcje śledzenia tylko dwóch typów aktywności to mało, bardzo mało.

Dla mniej wymagających sportowo osób, które przede wszystkim chcą mieć zegarek z Android Wear, a do tego okazjonalnie biegają – w porządku. Ale brak bardziej zaawansowanych opcji treningowych i kilku innych detali sprawia, że zdecydowanie nie jest to sprzęt dla tych, którzy szukają zegarka faktycznie sportowego. I to gotowego do działania od razu po wyjęciu z pudełka.

Inna sprawa, że RunIQ tak naprawdę wielkiej konkurencji nie ma, co nie znaczy, że nie ma go z czym porównywać. Zegarki sportowe, choć oczywiście zdecydowanie lepsze pod względem monitorowania aktywności i treningów, nie mają szans z platformą Android Wear, jeśli chodzi o zaawansowanie. Więc zestawienie można ująć prosto – jeśli szukasz zegarka sportowego, dedykowany będzie lepszy. Jeśli smart zegarka – RunIQ z AW 2.0 nie daje mu szans.

Wyliczanie kadencji – miły dodatek i działa bardzo dobrze.

Natomiast w świecie Android Wear… cóż. Bezpośrednim rywalem RunIQ jest bez wątpienia trochę droższy (299 dol. kontra 329 dol.) Polar M600. Bardziej uniwersalny, bardziej sportowo-treningowy, z niemal dwukrotnie wydajniejszym akumulatorem, ale za to m.in. z gorszym ekranem i zdecydowanie brzydszą obudową.

I pomyśleć, że większości tych wad nie trzeba byłoby wymieniać, gdyby New Balance zdecydowało się jednak rozbudować aplikację RunIQ o dodatkowe funkcje. A tak pozostaje niestety czekać i przyglądać się jej rozwojowi. Potencjał i sprzęt już jest.

Dołącz do dyskusji

Advertisement