100 mln subskrybentów Netfliksa, czyli powoli możemy mówić o zmierzchu kina

Artykuł/Biznes 18.04.2017
100 mln subskrybentów Netfliksa, czyli powoli możemy mówić o zmierzchu kina

100 mln subskrybentów Netfliksa, czyli powoli możemy mówić o zmierzchu kina

W tym tygodniu Netflix przekroczy magiczną liczbę 100 mln płacących klientów – ogłosił dziś w nocy CEO amerykańskiej firmy Reed Hastings.

To wiekopomne osiągnięcie, które na poważnie pozwala myśleć o zmianie sił w przemyśle rozrywki kinowej. A w zasadzie to początku końca ery kin. Premiery największych hitów filmowych wyłącznie w serwisach streamingowych są tylko kwestią czasu.

Ok, na razie kino rządzi

Szybcy i wściekli 8” właśnie przynieśli 532 mln dol. przychodu w weekend otwarcia. To wciąż kwoty nieosiągalne dla pojedynczych produkcji serwowanych w serwisach streamingowych, choć najnowszy kwartalny wynik Netfliksa – 2,64 mld dol. przychodu – dowodzi, że to już poważny biznes.

Dodajmy do tego wciąż świetną dynamikę wzrostu w wysokości 35 proc. rok do roku (choć rynek oczekiwał więcej) oraz fakt, że Netflix działa już na 190 lokalnych rynkach i że liczba subskrybentów jest dobrze zdywersyfikowana pomiędzy amerykańskim lokalnym rynkiem (50,8 mln) oraz zagranicą (47,9 mln), i mamy obraz przedsiębiorstwa świetnie skrojonego pod przyszłą globalną dominację.

Oczywiście Netlfix nie jest jedynym graczem na streamingowym rynku

Amazon ma ok 75 mln klientów swojego serwisu wideo. Hulu 12 mln, HBO ok 2 mln płacących za niezależną usługę Now, dostępną tylko w Stanach Zjednoczonych. Łącznie daje to ok 200 mln osób regularnie co miesiąc opłacających abonament za dostęp do katalogu filmów i seriali online.

A to już baza, której nie można zignorować, także jeśli chodzi o premiery największych pozycji na światowym rynku kinowym.

W zeszłym roku w Stanach Zjednoczonych sprzedano 1,33 mld biletów kinowych, co daje średnią 110 mln ludzi płacących za seanse filmowe każdego miesiąca. To już tylko o połowę więcej od bazy amerykańskich subskrybentów samego Netfliksa…, a pieniądze porównywalne. Przychody ze sprzedaży biletów kinowych w Stanach Zjednoczonych przekroczyły 11 mld dol. w 2016 r. Sprzedaż samego Netfliksa wyniosła w zeszłym roku 8,83 mld dol.

Zresztą to już nie tylko amerykański fenomen

Spójrzmy na Polskę, rynek – przypomnijmy – wybitnie zdominowany przez piratów i niskie zarobki potencjalnych klientów usług cyfrowej rozrywki. Średnio do kin chodzi ok 300 tys. widzów tygodniowo. Największe produkcje przyciągają przed ekrany kinowe łącznie niewiele ponad 1 mln widzów. To porównywalne liczby z tymi, którzy interesują się płatnym VOD w sieci. Według Digital TV Research, do końca tego roku będzie w Polsce 1,75 mln abonentów płacących za subskrypcję serwisów VOD. W 2021 r. ma ich być już 3 mln.

Z której więc by strony nie patrzeć, streaming wideo staje się równoważnym biznesowym fenomenem w stosunku do kin

Nic więc nie stoi na przeszkodzie, aby największe produkcje kinowe dystrybuować w pierwszej kolejności, bądź też wyłącznie w serwisach streamingowych.

Dziś jeszcze tego nie ma. Wprawdzie zdarzają się produkcje filmowe na wyłączność danego serwisu streamingowego, ale wciąż nie są to największe hity sezonu. Te nadalzarezerwowane są dla kin.

Wiadomo, Netflix, Amazon, czy HBO mają na dziś inne strategie. Inwestują w seriale, które potrafią utrzymać uwagę widza nie na półtorej godziny, jak film w kinie, lecz na 8 czy nawet 10 godzin kolejnych odcinków serialu. Świetnie rozumie to zresztą szef Netfliksa, Reed Hastings. W komentarzu do najnowszych wyników finansowych stwierdził, że nie konkuruje ani z kinem, ani z innymi serwisami streamingowymi. Jedynym konkurentem Netfliksa jest czas użytkownika. No właśnie, kiedyś trzeba iść spać, prawda?

Ja jednak wciąż czekam na to, żeby debiuty filmów typu „Star Wars”, „Szybcy i wściekli”, czy animacji Pixara można było zaliczyć w zaciszu własnego salonu z telewizorem.

To by było coś!

Dołącz do dyskusji