Nie lubię korzystać z telefonu w górach, ale jeśli już korzystam, to dla tej jednej aplikacji

Felieton/Technologie 11.04.2017
Nie lubię korzystać z telefonu w górach, ale jeśli już korzystam, to dla tej jednej aplikacji

Nie lubię korzystać z telefonu w górach, ale jeśli już korzystam, to dla tej jednej aplikacji

Nie przepadam za wyjmowaniem telefonu z kieszeni podczas górskich wędrówek. Ale jeśli już to robię, to tylko po to, żeby skorzystać z tej jednej aplikacji.

Długo szukałem jakiegokolwiek programu, który pozwoli mi na planowanie weekendowych górskich wycieczek. Przy czym, jako że jestem raczej weekendowym podróżnikiem, miało być łatwo, szybko i przyjemnie.

Do tego najlepiej by było, gdyby całość była zamknięta w formie aplikacji mobilnej – i na tablety, i na smartfony, bo niekoniecznie planując wyjazd chcę siadać do komputera. Od takich kobył jak Garmin Basecamp odbiłem się więc błyskawicznie.

I przez jakiś czas męczyłem się z zegarkiem. W końcu zegarek “pro”, to będę z niego korzystał.

Niestety mój zegarek turystyczny ma taki problem, że nie obsługuje map. Potrafi mnie jedynie nawigować po zapisanym śladzie. Miałem więc po prostu kreskę, po której mam iść, zawieszoną w pustce.

No i tę kreskę też trzeba było gdzieś narysować. Więc skrobałem ją i skrobałem na różnych podkładach tak, żeby jak najbardziej pasowały do faktycznego przebiegu szlaku. Potem zgrywałem na zegarek i szedłem z tym w las. Dało się żyć, choć zajmowało to sporo czasu. I nie powiem, że mimo wszystko nigdy się nie zgubiłem.

W końcu jednak się poddałem. Bez map to nie miało sensu.

Również dlatego, że kiedy trasa okazywała się zbyt łatwa albo zbyt trudna, nie bardzo było jak – bez wspomagania się papierowymi mapami – wprowadzić jakiekolwiek modyfikacje.

Przejrzałem więc niemal wszystko, co tylko kryją w swoich zakątkach sklepy z aplikacjami. Część programów była aktualizowana lata temu, część niespecjalnie dobrze działa, część jako podkład mapowy oferuje tylko Mapy Google, część nie obsługuje terenu Polski (bardzo przydatne…), część obsługuje jedynie wybrane regiony naszego kraju. Trochę bida z nędzą.

Zrażony tym doświadczeniem wróciłem do rysowania tras na komputerze i przesyłania ich na zegarek. Tyle tylko, że teraz moim sprzymierzeńcem była Mapa Turystyczna, niestety dostępna wtedy wyłącznie przez przeglądarkę i na Androida. Narzędzie akurat w swojej prostocie idealne dla mnie – wybieramy odpowiedni obszar, klikamy między punktami i już – trasa wyznaczona, odległości zsumowane, czas potrzebny na przejście oszacowany, profil wysokościowy zrobiony, można wyeksportować .gpx i wrzucać gdzie trzeba.

I tak czekałem i czekałem na aplikację dla iOS aż… w końcu się pojawiła.

Tyle tylko, że płatna i to bez możliwości wcześniejszego przetestowania. A że 20 zł piechotą nie chodzi (zwłaszcza mając w pamięci kiepską jakość podobnych aplikacji) chwilę zastanawiałem się nad zakupem.

W końcu kupiłem i… mocno się rozczarowałem. Program w wersji mobilnej nie posiadał żadnej opcji logowania i synchronizacji. Co więc zaplanowaliśmy w przeglądarce, nie mogło trafić do telefonu albo tabletu. Co zaplanowaliśmy na tablecie czy smartfonie, zostawało tam na zawsze.

Na szczęście i to pod koniec zeszłego sezonu się zmieniło. A że znów przyszła (na chwilę) ładna pogoda i przypomniałem sobie o tym programie, mogę z pełnym przekonaniem napisać:

To było najlepiej wydane na aplikację mobilną 20 zł w mojej historii zakupów.

Nie jestem w zasadzie pewien, za co najpierw pochwalić ten program, bo zdarza się tutaj rzadki przypadkiem, kiedy ten robi dokładnie wszystko, czego mógłbym od niego wymagać.

Planowanie trasy, podobnie jak w wersji przeglądarkowej, jest banalnie proste. Po prostu klikamy na kolejne punkty, a aplikacja łączy je jak klasyczna nawigacja, tyle tylko, że nie robi tego drogami, a szlakami. A tych, co równie istotne, nie brakuje w bazie programu. Przynajmniej w rejonach, do których najczęściej wybieram się na weekendy (czyli wszystko w promieniu 2 godzin jazdy samochodem od Wrocławia).

Trasa wyznaczona? Od razu otrzymujemy jej pełne podsumowanie – od długości, przez wykres wysokości, aż po planowany czas przejścia. I choć ten ostatni przeważnie kalkulowany jest ze sporym zapasem, daje pojęcie o tym, ile mniej więcej czasu trzeba sobie zarezerwować.

Co jednak cieszy chyba najbardziej to fakt, że wcale nie musimy zdawać się tutaj na domyślny podkład z Map Google, który w terenie przeważnie wart jest mniej niż nic. W wersji Premium (na iOS jedyna dostępna, wiadomo) w aplikacjach mobilnych możemy pobrać do pamięci urządzenia dużo przydatniejsze i bardziej pomocne podkłady z map turystycznych.

I nagle tam, gdzie według Google’a jest las i nic więcej, pojawiają się leśne dróżki, w których – uwierzcie mi na słowo – można się zgubić. A mając mapę z wyznaczoną przez nas trasą i tą magiczną kropeczką naszej lokalizacji, dużo łatwiej jest wrócić na właściwy tor.

Ba, jest jeszcze szereg funkcji, z których z różnych powodów nie skorzystałem. Przykładowo profil wysokości może pomóc nam sprawdzić, ile jeszcze podejść zostało. Tu akurat zdaję się jednak na mój zegarek – po prostu łatwiej jest zerknąć na nadgarstek, niż odpinać telefon w pancernej obudowie od reszty pokrowca.

Nie korzystam również z funkcji nagrywania tras – po prostu to również wygodniej jest mi zrobić na zegarku, na telefonie jedynie monitorując sytuację w momencie zgubienia się albo wątpliwości co do dalszego przebiegu trasy. To samo tyczy się funkcji informowania o zejściu ze szlaku – w tej kwestii zdaję się na zegarek i konsultuję niejasności z mapka na telefonie.

Oczywiście zegarek ma dane wyeksportowane… z tej właśnie aplikacji.

Wady? Hmmm…

Można się oczywiście przyczepić odrobinę do tego, że niektóre szlaki nie przebiegają w rzeczywistości dokładnie tak, jak zapisano to w aplikacji, ale tu akurat byłbym wyrozumiały – nie dość, że takie nieścisłości są stale korygowane, to na dodatek idealne opanowanie tego wszystkiego – bądźmy na chwilę realistami – jest niemożliwe. Ale że nie był to w moim przypadku nigdy poważny problem, nie zaliczam tego jako osobistego minusa.

To samo zresztą tyczy się reszty ewentualnych wpadek. Czasem jakaś wysokość nie do końca zgadza się z rzeczywistością. Czasem jakaś nazwa (tutaj już zdaję się na komentarze użytkowników) nie pokrywa się z tym, co zobaczymy na miejscu.

Ale żadna z tych wad nie jest tak naprawdę zbyt dotkliwa. Tak samo jak trudno znaleźć jakiekolwiek usterki techniczne. Aplikacja działała sprawnie na starawym już iPhonie 5S, a na SE po prostu lata. Zużycie energii akumulatora też nie należy do przesadnie wysokich – szczególnie przy mapach pobranych do pamięci urządzenia.

Warto? Och, i to jak.

Tak, wiem, wyszła trochę laurka. Ale chyba na to właśnie ta aplikacja zasłużyła. Przy tym, co oferuje, koszt zakupu na iOS albo subskrypcji na Androida wydaje się wręcz śmiesznie niski. Nawet jeśli w góry chodzimy rzadko, a do tego nie planujemy żadnych kilkudziesięciokilometrowych tras.

Choć i przy takich sprawdza się świetnie – sprawdziłem.

Dołącz do dyskusji

Advertisement