Obejrzałem reklamę nowej funkcji Facebooka. Przepraszam, czy to prima aprilis, czy oni zrobili to naprawdę?

Felieton/Social media 19.04.2017
Obejrzałem reklamę nowej funkcji Facebooka. Przepraszam, czy to prima aprilis, czy oni zrobili to naprawdę?

Obejrzałem reklamę nowej funkcji Facebooka. Przepraszam, czy to prima aprilis, czy oni zrobili to naprawdę?

Wczoraj wieczorem nie mogłem oglądać konferencji Facebooka. Zaległości nadrobiłem dzisiaj i przyznaję, że z niedowierzaniem oglądałem niektóre fragmenty konferencji F8.

Na początku 2014 roku Facebook kupił Oculusa za 2 mld dol. Do niedawna za bardzo nie wiedzieliśmy, jak zamierza wykorzystać ten nabytek. Co prawda pojawiały się w ofercie Facebooka kamery 360 stopni, ale umówmy się – między wideo sferycznym a wirtualną rzeczywistością jest spora przepaść.

Teraz dowiedzieliśmy się w końcu, co Facebook chce zrobić z goglami wirtualnej rzeczywistości i jaki ma plan na połączenie serwisu społecznościowego z VR-em.

Tak powstał Facebook Spaces

Facebook Spaces to nowa usługa, a może raczej platforma do wirtualnych spotkań. Goście spotkania powinni ubrać okulary wirtualnej rzeczywistości, do rąk wziąć kontrolery i zanurzyć się w cyfrowych lokacjach, które mogą być stylizowane na realne miejsca albo na całkowicie wirtualne otoczenie.

Zobaczcie tylko ten spot:

I odpowiedzcie sobie na pytanie, czy to nie byłby dobry primaaprilisowy żart?

Gdyby to wideo pojawiło się w sieci pierwszego kwietnia, to pomyślałbym, że Facebook robi sobie jaja.

Fragmenty filmu, w których widzimy wirtualny świat są nawet przyjemne w odbiorze. Taka wesoła kreskówka. Jednak, gdy kamera pokazuje prawdziwą osobę w hełmie na głowie, która siedzi samotnie w pokoju i kręci się na krześle, to… To jest mi smutno, gdy na to patrzę.

Może nie przywykłem jeszcze do widoku ludzi w goglach wirtualnej rzeczywistości. Może wizja ta jest jeszcze oderwana od rzeczywistości, bo mało kto ma (i być może będzie miał) takie gogle w domu.

A może… to po prostu porąbane plany Facebooka, który w nosie ma międzyludzkie relacje i jedyne na czym mu zależy, to trzepanie kasy na użytkownikach. A im więcej czasu spędzamy na Facebooku, tym większym strumieniem płyną pieniądze.

Nic lepiej nie będzie pasowało w tym miejscu, niż fragment dzisiejszego tekstu Rafała Gdaka, który dotyczył szkodliwego wpływu Facebooka na nasze samopoczucie:

Badacze mówią wręcz o zależności między korzystaniem z Facebooka w jednym roku i pogorszeniem samopoczucia w roku kolejnym. Tak często przywoływane przez Marka Zuckerberga zapewnienie, że misją Facebooka jest łączenie ludzi, okazuje się w świetle powyższych badań pustosłowiem. Skoro bezpośredni kontakt z przyjaciółmi daje nam pozytywną energię, a zapośredniczony przez Facebooka powoduje pogorszenie nastroju, wiele mówi to o charakterze relacji i jakości owego „łączenia”.

Tymczasem Facebook prezentuje zupełnie nową platformę do tego, abyśmy rzadziej spotykali się ze znajomymi w realnym świecie i jeszcze więcej kontaktów, spotkań i rozmów prowadzili na Facebooku.

I tak zastanawiam się, w czym usługa Facebook Spaces dla użytkowników jest lepsza od typowych rozmów wideo, w których może przecież uczestniczyć kilka osób. Jeśli z kimś chce się pogadać albo za kimś się tęskni, to zawsze można zadzwonić, zobaczyć się w kamerze i zachowując się jak normalni ludzie nawet na odległość można spędzić wspólnie trochę czasu.

Czemu ma służyć to przebieranie się w kreskówkowe awatary i dawanie sobie wirtualnych baloników? Tego nie pojmuję, ale wygląda to jak kolejna desperacka próba zafascynowania nas VR-em.

Sorry, ale ja nie kupuję Facebook Spaces, tak samo jak nie kupuję słabych pod względem grafiki i fabuły gier na VR. Musicie się bardziej postarać, żeby przekonać potencjalnych klientów, że VR ma sens. Bo dzisiaj, go nie widzę.

Dołącz do dyskusji