Tak wyglądają prawdziwi Szybcy i wściekli. Drift Masters GP – relacja Spider’s Web

Relacja/Motoryzacja 24.04.2017
Tak wyglądają prawdziwi Szybcy i wściekli. Drift Masters GP – relacja Spider’s Web

Tak wyglądają prawdziwi Szybcy i wściekli. Drift Masters GP – relacja Spider’s Web

Tokio Drift był jedną z tych części Fast & Furious, której nikt nie chcę pamiętać. Ja pamiętam, bo to był mój pierwszy kontakt z driftem.

Po obejrzeniu filmu przez jakiś czas zajawiałem się jazdą bokiem. Szybko mi przeszło z racji braku czasu, ale gdy po kilku latach sam mogłem driftować na torze pod Lublinem, miłość znów wróciła. Jak się jednak okazało – znów na krótko. Ale…

Spójrzcie tylko na to:

Miłość do driftu hibernowała we mnie aż do ostatniego weekendu.

Dlaczego? Ponieważ w sobotę w Poznaniu miały miejsce zawody z serii Drift Masters GP. Pozwólcie, że opowiem wam o tym, dlaczego warto śledzić kolejne rundy tych Grand Prix.

Co istotne, od rundy na Torze Poznań rozpoczęła się cała seria spotkań, a kolejne zawody odbędą się między innymi w Norymberdze, Płocku, Toruniu, Rydze. Cała seria zawodów zakończy się Hockenheim.

 

Ryk silników, kłęby dymu i tysiące koni mechanicznych. Dla dużych chłopców prawdopodobnie nie ma lepszej rozrywki. No dobra, może zamiast oglądania lepsze byłoby prowadzenie takiego bolidu, ale tak czy inaczej emocje jakie towarzyszą kibicom podczas takiego wydarzenia dostarczają mnóstwo adrenaliny.

 

Tym bardziej, gdy bolidy mijają się dosłownie o włos. Niby wszyscy wiemy, że nikomu krzywda się nie stanie, ale pewna doza niepewności zostaje i to też wzmacnia doświadczenia.

 

Inna sprawa, że wystarczy popatrzeć na maszyny, który jeździły po torze. Ślinka cieknie na samą myśl o tym, że może kiedyś sami siądziemy za kółkiem takiego bolidu.

 

Zdarte opony? W świecie driftu to standard…

 

Ale bez obaw. Praktycznie każda ekipa była wyposażona w spory zapas ogumienia.

 

Inna sprawa, że prócz wymiany opon potrzebne były szybkie naprawy. Jednym udało się naprawić drobne usterki. Inni kończyli zawody na lawecie…

 

Lista zawodników, którzy zgłosili się na zawody była imponująca. Ponad 40 nazwisk z Polski oraz Europy. Niestety. Nie dla każdego przejazd był udany. Wozy techniczne dość często musiały wyjeżdżać na tor.

 

Niektórzy, tak jak Karolina Pilarczyk, nawet nie dojechali  do mety, ale mimo to dobry humor ich nie opuszczał.

 

W parku maszyn można było podziwiać nie tylko pracę mechaników, ale także maszyny, które nie bez powodu uznaje się za kultowe.

 

Wróćmy jednak na tor, bo tam emocji nie brakowało. Co prawda, gdyby nie pogoda, to zawody z pewnością byłyby bardziej widowiskowe, ale i tak nie było na co narzekać.

 

Kierowcy robili wszystko, by wypaść jak najlepiej na torze…

 

… i poza nim, ale niech was ten kostium nie zwiedzie.

W takim stroju, oczywiście prócz kapelusza, można bez żadnych zastrzeżeń organizatorów ruszać do startów. Kombinezon Piotra Kozłowskiego, mimo że ekstrawagancki, spełnia wszelkie normy FIA.

 

Jak to było w tym znanym przysłowiu? Kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy, trochę lata. W sobotę mieliśmy deszcz, grad, śnieg z deszczem i słońce. Mimo to, mimo zmiennych i mocno niesprzyjających warunków pogodowych frekwencja na torze w Poznaniu dopisała.

 

Jedni oglądali zawody z trybun, a inni, którzy zainwestowali w droższe bilety, mogli obejrzeć zawody na telewizorach siedząc wygodnie na kanapie i grzejąc się w strefie VIP.

 

Prócz śledzenia zawodów, w strefie VIP można było podziwiać wyjątkowy zegarek Epos Sportive Drift Masters GP, przygotowany na tegoroczny sezon drifgtingowy. Z pewnością będzie on gratką dla zawodników, kibiców i wszystkich osób fascynujących się zegarkami i motoryzacją, ale na spokojnie.

Więcej na temat zegarka przeczytacie już wkrótce na Spider’s Web!

 

 

Tymi, którzy tak naprawdę musieli dostosować się do pogody nie zważając na ceny biletów byli kierowcy…

 

Jedni kończyli zawody bez punktów i poza finałową stawką.

 

Inni walczyli o punkty do samego końca.

Efekt tego taki, że zawody wygrał James Deane. Zbieżność nazwisk z popularnym amerykańskim aktorem przypadkowa, ale panowie mają kilka cech wspólnych. Przejazdy Jamesa Deane’a kierowcy były równie efektowne jak aktorstwo jego amerykańskiego odpowiednika.

 

Nie wszyscy byli zadowoleni z tego obrotu spraw, ale z tego co usłyszałem na trybunach i w komentarzach wokół zawodów, Deane w finale miał większe kąty driftu i ogólnie lepiej zaprezentował się w przeciągu całych zawodów. Jego zwycięstwo było zasłużone.

 

Jeżeli w najbliższej przyszłości gdzieś w okolicy będą odbywać się zawody w drifcie, to na pewno się na nich pojawię. I wam również to polecam.

A nawet jeżeli nie będzie możliwe udać się na zawody osobiście, to z chęcią i olbrzymią przyjemnością będę obserwował Driftmasters GP na kanale Nsport, bo właśnie ta stacja prowadziła transmisję z ostatnich zawodów. Jeżeli ją przegapiliście, to uwierzcie mi – straciliście bardzo wiele.

 

Dołącz do dyskusji

Advertisement