Znienawidzone reklamy mogą zniknąć na dobre. Tylko czy chcemy zrobić z Google’a szeryfa internetu?

Znienawidzone reklamy mogą zniknąć na dobre. Tylko czy chcemy zrobić z Google’a szeryfa internetu?

Znienawidzone reklamy mogą zniknąć na dobre. Tylko czy chcemy zrobić z Google’a szeryfa internetu?

Coraz więcej przeglądarek internetowych chce oferować wbudowane narzędzie do blokowania reklam. Nie jestem zwolennikiem programów typu adblock, ale jeśli natywne blokowanie nachalnych kreacji podchwycą twórcy największych przeglądarek, może to mieć to zbawienny wpływ na cały rynek.

Adblocki były bodaj jednymi z pierwszych rozszerzeń do przeglądarek internetowych, jakie się pojawiły. Tzw. early-adopterzy zwariowali na ich punkcie, bo pozwalały im odchudzić odwiedzane przez nich strony internetowe pozbywając się z nich reklam, na których dostawcy treści zarabiają pieniądze.

Rozszerzenia typu adblock na stałe wpisały się w krajobraz internetu.

Wtyczki do blokowania reklam dostępne są od lat w przeglądarkach desktopowych. Od niedawna można korzystać z nich też na urządzeniach mobilnych. Duże kontrowersje pojawiły się po decyzji Apple’a, by umożliwić instalowanie takich rozszerzeń w Safari na iPhone’ach i iPadach.

Apple nie wprowadziło co prawda AdBlocka bezpośrednio do swojej przeglądarki, ale zainstalowanie go wymaga wyłącznie pobrania dodatku z App Store’u. Twórcy innych przeglądarek internetowych idą teraz o krok dalej. Wbudowany adblock pojawił się w przeglądarce Opera.

Niedługo do przeglądarek z adblockiem ma dołączyć Chrome i Edge.

Z Chrome na komputerach i smartfonach korzysta cały świat, a Edge to domyślna przeglądarka w najpopularniejszym desktopowym systemie operacyjnym. Oznacza to, że jedyną liczącą się przeglądarką, która nie obsługuje natywnie adblocka, jest teraz Firefox.

Paradoksalnie w tyle zostaje przeglądarka, która spopularyzowała adblocka oferując obsługę rozszerzeń. Nie zdziwię się, jeśli Mozilla pójdzie za przykładem Opery, Google’a i Microsoftu i wbudowany adblock pojawi się też i tutaj. Otwartym pozostaje pytanie, czy Firefox przyjmie model Chrome’a i Edge’a, czy Opery.

Adblocki w przeglądarkach Chrome i Edge nie będą działać tak agresywnie jak Opera i inne rozszerzenia blokujące reklamy.

Wbudowane adblocki w przeglądarkach Google’a i Microsoftu mają wycinać wyłącznie te najbardziej agresywne kreacje, które nie są zgodne ze standardami określonymi przez organizację Coalition for Better Ads. Google nie wytnie w końcu swoich własnych reklam.

W szerszej perspektywie może się okazać to zbawienne dla całego rynku. Te najbardziej agresywne reklamy znikną i przestaną być opłacalne dla wydawców, bo i tak mało kto je zobaczy. Z kolei użytkownicy mogą stracić motywację, by instalować rozszerzenia wycinające wszystkie treści reklamowe.

Nie jestem jednak przekonany, czy to idealne rozwiązanie problemu reklam w internecie.

Ilu internautów, tyle opinii na temat blokowania reklam. Wydawcy najczęściej stoją przy stanowisku, że korzystanie z nich to zwykłe złodziejstwo lub przynajmniej wątpliwa etycznie praktyka. Przychylałem się do tej interpretacji jeszcze zanim zacząłem zarabiać na publikowaniu tekstów w sieci – korzystanie z adblocków jest po prostu nie fair.

Skoro wydawca serwisu oferuje treści w zamian za to, że internauta obejrzy reklamy, to do internauty należy wybór, czy treści są warte pobranie przez jego przeglądarkę bannera reklamowego. Jeśli odbiorca uzna, że jego łącze nie powinno być obciążone pobraniem bannera, to rozwiązanie jest proste: nie wchodzić na daną witrynę.

Wydawcy mają oczywiście swoje za uszami.

Uciekające przyciski X, okienka pop-up, automatyczne odtwarzanie głosu i dwuminutowe reklamy przed krótszym od treści sponsorowanej klipem wideo to przykłady złych praktyk. Mimo to jestem zdania, że rozwiązaniem nie jest blokowanie reklam, a bojkotowanie witryny, która decyduje się na takie inwazyjne rozwiązania.

Oczywiście piracka kultura nakazuje walkę z sieciowym establishmentem. Tak samo jak niektórzy internauci nie widzą nic zdrożnego w pobieraniu chronionych prawem autorskim filmów i gier wideo, tak uważają że treści na stronach internetowych należą się im za darmo.

Twórca strony internetowej ma prawo do tego, by tworzyć ją wedle swojej wizji.

Wycinanie ze stron treści przez przeglądarkę internetową wydaje mi się sporym naruszeniem zwłaszcza w kontekście tego, że twórcy Chrome’a, czyli firma Google, mają własną sieć reklamową. Tworzy się tutaj konflikt interesów – dlaczego to Google lub jakaś koalicja miałaby dyktować wydawcom, jak mają wyglądać ich reklamy?

Niemniej jednak dostrzegam tutaj szansę na to, by ucywilizować reklamy. Wpadliśmy w błędne koło – w uproszczeniu wygląda dziś to tak, że im częściej internauci je blokują, tym chętniej wydawcy wybierają coraz bardziej agresywne metody. Jeśli przeglądarki zaczną wycinać te najbardziej irytujące kreacje, to może sieć będzie przyjaźniejsza.

Pytanie tylko, czy oby na pewno chcemy zrobić z Google’a takiego szeryfa internetu…

Dołącz do dyskusji

Advertisement