Pan, który stworzył grę Wiedźmin, jest teraz biznesmenem innego sortu

Artykuł/Biznes 09.03.2017
Pan, który stworzył grę Wiedźmin, jest teraz biznesmenem innego sortu

Pan, który stworzył grę Wiedźmin, jest teraz biznesmenem innego sortu

Sprzedaje zdrowe, wegańskie jedzenie, drogą wodę, chce nauczyć Polaków zdrowszego stylu życia oraz robi telefon, który doskonale wpisuje się w erę wpychania ludziom nieudowodnionego bullshitu.

Od twórcy Wiedźmina po wyznawcę okołonaukowych ściem – to doskonały przykład na sprzedawanie bzdur w erze chaosu informacyjnego.

Jeden z moich ulubionych serwisów należących do naTemat, InnPoland, opisał biznesy Michała Kicińskiego. Czasem myślę, czy nie stworzyć bzdurnego startupu tylko po to, by podrzucić go InnPoland – serwis o wszystkim pisze w zachwytach, byle tylko było z Polski, byle biznes używał często słów-kluczy modnych w danym miesiącu na warszawskich salonach.

Michał Kiciński tworzy niskopromieniujący telefon.

Ma być zdrowszy od smartfonów z dwóch powodów: ma wydzielać mniejsze promieniowanie i ma mieć ograniczone funkcje.

InnPoland pisze o szkodliwym promieniowaniu, chociaż jego szkodliwość nie jest potwierdzona, a organy Komisji Europejskiej orzekły, że związki fali radiowych i chorób, w tym raka, nie istnieją. Mimo to od wielu lat panuje przekonanie o szkodliwym promieniowaniu z telefonów. To jedna z tych wyolbrzymionych miejskich legend, które wykorzystując po części naukę wydają się prawdopodobne.

Telefon stworzony przez Michała Kicińskiego ma promieniować mniej, co – jak zapewnił mi ekspert telekomunikacyjny – oznaczać ma przede wszystkim… słaby zasięg. Fale radiowe emitowane przez urządzenie uzależnione są od mocy anten i zasięgu. Największym domniemanym problemem jest promieniowanie tuż przy uchu, dlatego producenci sprzętów umieszczają anteny w części smartfona, którą trzyma się przy ustach a nie przy uchu. Innym potencjalnie bezpiecznym rozwiązaniem byłoby użycie wystającej anteny, jak w starych, oldschoolowych telefonach. W ten sposób emisja fal radiowych nie odbywałaby się bezpośrednio przy ciele.

Drugi aspekt zdrowszego telefonu dotyczyć ma przeładowania informacyjnego:

Ważną przyczyną chorób cywilizacyjnych, w tym różnych rodzajów raka, jest stres i przepracowanie. Telefon ma być okrojony z wielu funkcji internetowych, według zapowiedzi będzie to tradycyjny aparat z fizycznym przyciskami, a nie typowy smartfon. Ale zespół Michała Kicińskiego nie wyklucza produkcji kolejnych modeli, w tym również smartfona.

Telefon nie ma być cudowną nowością, ale produktem skierowanym do ludzi, którzy w życiu pragną wyciszenia, zdrowia i mniej zabiegania.

Okrojenie z nowoczesnych internetowych funkcji robi więc z telefonu tak zwanego ficzerfona lub półficzerfona.

O ile zgadzam się, że okrojenie z funkcji i zmuszenie użytkowników do ograniczenia użycia internetu może wywołać pozytywny efekt w postaci zmniejszenia uzależnienia od urządzenia, o tyle takie pozycjonowanie telefonu mija się trochę z celem.

Ktoś, kto rozumie swój problem i identyfikuje go jako zbytnie podłączenie do świata najlepszy efekt osiągnie po prostu… ograniczając użycie. Uzależnienie sukcesu od okrojonego telefonu oznacza większą szansę na powrót do szkodliwych nawyków i zrzucanie odpowiedzialności na czynniki zewnętrzne. Nie zaprzeczam, że może to pomóc, ale jednocześnie może zaszkodzić lub kompletnie nie zmienić sytuacji.

Michał Kiciński współtworzy też sieć barów ze świeżo wyciskanymi sokami i ma restaurację wegańską, w której ściany pokryte są farbą pochłaniającą promieniowanie elektromagnetyczne – to z telefonów czy setek innych urządzeń działających wokół nas, jak na przykład routerów WiFi. Jaki jest sens ograniczenia promieniowania podczas krótkiej wizyty w restauracji? Nie mam pojęcia.

Współtwórca Wiedźmina sprzedaje też wodę nazwaną Id’eau. W zależności od wielkości i formy dostawy koszt litra wody waha się od 3,75 zł (przy ogromnych zamówieniach) po 5,30 zł. Inspirowana wodą z topniejącgo lodowca w Himalajach, stworzona w laboratorium, opatrzona przecudownymi opisami niczym z Goop Gwyneth Paltrow:

Praca naukowców nad uzyskaniem takiej wody trwała wiele lat. Jest ona pobierana z naturalnie bijącego polskiego źródła i poddawana procesowi tzw. relaksacji. W warunkach naturalnych, woda po wypłynięciu ze źródła, płynie turbulentnie w wyniku grawitacji. Przemieszczając się ulega wpływowi ziemskiego, stałego pola magnetycznego, a w czasie dnia oddziałuje na nią dodatkowo promieniowanie słoneczne. Niezależnie ulega ona napowietrzeniu, aż do stanu równowagi, czyli maksymalnie możliwego rozpuszczenia gazów zawartych w powietrzu, w szczególności tlenu i azotu.

Wiara w ostateczny efekt długo wystawiana była na próbę. Największą trudność sprawiało utrzymanie stabilności parametrów wody po rozlaniu jej do butelek – ID’EAU posiada stosunkowo wysoką zwartość tlenu i azotu, niską zawartość dwutlenku węgla oraz niezwykle rzadko spotykaną, swoistą strukturę cząsteczkową i alkaliczne pH. Opracowanie technologii zabezpieczania jej specjalnym opakowaniem kompozytowym – w końcu pozwoliły na utrzymanie jej dobroczynnych cech przez cały czas obecności naszej wody na półkach sklepowych i w domach klientów.

Woda ma być pełna tlenu, chociaż z naukowego punktu widzenia nie ma to znaczenia, bo w wodzie obecność tlenu nawet w wysokich stężeniach jest nieznaczna, a spożywanie tlenu nie ma żadnych efektów (dlatego tlenem się oddycha, a nie zjada go). Woda ma być alkaliczna, czyli mieć PH zasadowe. Nie ma wystarczających dowodów na dobroczynne skutki spożywania wody alkaicznej. Alkaliczność ma sugerować, że woda potrafi neutralizować kwasowość w organizmie, co jest jednak błędnym założeniem, bo PH wody nie ma możliwości wpłynąć na cały organizm, a kwasowość w żołądku jest tak wysoka, że zniszczy zasadowość wody bez żadnego problemu.

Nie twierdzę, że alkaiczna woda nie ma żadnych dobrych właściwości, być może ma. Tego nie wiemy dokładnie, jednak to co wiemy sugeruje, że działanie, nawet jeśli istnieje, jest tak niewielkie, że nie ma znaczenia i na odkwaszenie lepiej wziąć wapń czy magnez.

W opisie butelkowania znajduje się wzmianka między innymi o tym, jak opakowanie przeciwdziała wpływowi elektrosmogu, swoistych cząsteczkach wody (co to znaczy?!), jak chroni cząsteczki przed efektem warstw Sterna. Woda Id’eau to niemal magiczna więc substancja, która magii nabiera przez zaaplikowanie praw nauki w labolatorium z głęboką wiarą w jej dobroczynne właściwości przez naukę co najmniej niepotwierdzone.

To wszystko przypomina trochę fenomen coachingu, wizualizacji, ruchów antyszczepionkowych, homeopatycznych i holistycznych, słowem działań, które często za niezłe pieniądze mają poprawić jakość życia, uzdrowić, zmotywować i sprawić, że będzie nam lepiej samym ze sobą.

Nie wątpię, że pan Michał Kiciński wierzy w swoje produkty i działania, nie mam powodu, by przypisywać wyrachowanie zwłaszcza po przeczytaniu tego wywiadu.

Nie wątpię też w intencje. Jednak uwiera mnie to łączenie nauki z założeniami i kompletnie nienaukowymi aspektami, które tu objawia się delikatnie i raczej nieszkodliwie (ucierpieć mogą jedynie portfele klientów). Jednak to to samo podejście, które doprowadzone w bardziej ekstremalne tereny sprawia, że ludzie przestają brać leki, zaburzenia psychiczne leczą kursami motywacyjnymi u niewyszkolonych samozwańczych mówców, a raka witaminą C. To rozluźnione podejście do faktów zmieszane z tonami informacji dostępnymi pod kciukiem, często zaprzeczającymi samym sobie, sprawia, że zdrowie i szczęście dostaje metkę z ceną i zerową gwarancją na spełnienie.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement