Ghost Recon Wildlands niszczy przyjaźnie skuteczniej, niż rozmowy o polityce – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Gry 14.03.2017
Ghost Recon Wildlands niszczy przyjaźnie skuteczniej, niż rozmowy o polityce – recenzja Spider’s Web

Ghost Recon Wildlands niszczy przyjaźnie skuteczniej, niż rozmowy o polityce – recenzja Spider’s Web

Ghost Recon Wildlands – podejście numer 3. Rozpoczynamy misję w kryjówce rebeliantów. Na zewnątrz stoją zaparkowane motocykle oraz ciężarówka. Jeden z moich internetowych znajomych doszedł do wniosku, że będzie „zabawnie”, jeżeli zacznie strzelać w samochód. Gdy ten wybucha, fala eksplozji demoluje również jednoślady. Czyli 2,5 kilometra do celu musimy przejść teraz pieszo…

Ludzie nie są idealni. Wręcz przeciwnie. Bycie człowiekiem nosi znamiona niedoskonałości. Śmiertelności. Wadliwości. Mówili o tym już starożytni filozofowie. Mówi o tym nauka Kościoła. Kiedy jednak widzę poczynania znajomych w Ghost Recon Wildlands, zastanawiam się, jakim cudem ludzki gatunek jeszcze nie wyginął. Myślałem, że w moim wieku nic już mnie nie zaskoczy. Myliłem się. Poziom bezrefleksyjności mych towarzyszy broni zasługuje na nakręcenie jakiegoś dokumentu.

Ghost Recon Wildlands 14

Ghost Recon Wildlands pozwala rozgrywać scenariusze, o jakich marzyliśmy kilkanaście lat temu.

W ręce graczy trafia piękny, szczegółowy, otwarty teren. W nim komandosi mogą korzystać ze wszystkich możliwych broni i pojazdów, realizując misje zgodnie z własnym widzi-mi-się. Frontalny atak z bronią maszynową, cicha infiltracja na tyłach wroga czy ofensywa przy użyciu wozów opancerzonych i nalotów – Ghost Recon Wildlands pozwala na wszystko, co przyjdzie nam do głowy. No i to jest fantastyczne.

Niestety, na drodze do realizacji misji w wymarzony przez siebie sposób stoi złudny, nieokiełznany czynnik ludzki. Mówiąc wprost – charakteryzujący się ociężałością umysłową członkowie mojej drużyny. Internetowi znajomi, z którymi wspólnie gramy w Overwatcha, Destiny, Battlefielda i jeszcze kilka innych sieciowych tytułów.

Ghost Recon Wildlands 64

Gwarantuję wam, że Ghost Recon Wildlands jest w stanie niszczyć przyjaźnie skuteczniej, niż gra w Monopoly.

Na początku wydawało mi się urocze, że Paweł Winiarski z Antyweba traci życie, przejechany samochodem prowadzonym przez zwykłego cywila. Redaktor zaprzyjaźnionego bloga stanął na środku jezdni i otworzył ogień w kierunku obozowiska wroga. W tym samym czasie w jego żebra wbił się pojazd, a ja musiałem reanimować mu awatara.

Konrad Bosiacki z KonsoloweINFO dla żartu postanowił zawisnąć helikopterem zaraz nad moją latającą maszyną. Gdy rozpocząłem procedurę pionowego startu, wynik był łatwy do przewidzenia. Wygrzebałem się z wraku, ugryzłem się w język i graliśmy dalej. Byłem tolerancyjny również wtedy, gdy ten sam Konrad uznał, że zabawnie będzie zdemolować wszystkie pojazdy stojące pod bazą, zmuszając nas do marszu na piechotę. „Śmiechom nie było końca”.

Ghost Recon Wildlands 25

Przełknąłem z bólem ślinę, gdy po cichu skradałem się do pomieszczenia z zakładnikami, po czym Winiarski nagle wyskakiwał zza moich pleców i strzelał na oślep nie tylko do wrogów, ale również więzionych sojuszników. Jakoś poradziłem sobie z zalewającą mnie goryczą, widząc, jak ten sam Winiarski jest dziurawiony niczym sito, bo w czasie zdobywania ważnych dokumentów postanowił przejść się do kuchni i nalać sobie koli.

Oczywiście to tylko moja perspektywa. Z punktu widzenia Konrada albo Pawła to właśnie oni byli tymi najbardziej profesjonalnymi operatorami. Najbardziej skutecznymi infiltratorami. Najcelniejszymi snajperami. Ile osób na serwerze, tyle wizji, pomysłów oraz zdań na temat powodzenia misji. Te zaczynają i kończą się najczęściej tak:

Ghost Recon Wildlands pokazuje, jak spełnienie marzeń graczy może zwrócić się przeciwko nim samym.

W grę Ubisoftu chciałem grać na poważnie. Zdejmować przeciwników po cichu. Wchodzić do bazy wroga niezauważonym i eliminować cele za pomocą skoordynowanych ruchów. W końcu tytułowe Duchy do czegoś zobowiązują. Grając w ten sposób czułem gigantyczną frajdę. Działając bez pośpiechu, prowadząc rozpoznanie, korzystając z gadżetów i zsynchronizowanych manewrów Wildlands jest piekielnie dobrym tytułem akcji.

I wtedy pojawia się „specjalny przypadek”, który z karabinem maszynowym biegnie przez sam środek pola, strzelając do wszystkiego co się rusza. Do przeciwników. Do sojuszniczych formacji militarnych. Do neutralnych, bezbronnych cywili. Chwilę potem ginie. Gdy przywracasz go do życia, ginie znowu, bo akurat scrollował smartfona.

Ghost Recon Wildlands 8

Jak pisałem wcześniej – Ghost Recon Wildlands potrafi niszczyć przyjaźnie skuteczniej, niż rozmowy o polityce albo gra w Monopoly. Nigdy jednak nie będę traktował szerokiej palety możliwości jako wady. Wręcz przeciwnie – to fantastyczne, że w tej samej grze może zmieścić się Snake z Metal Gear Solid, Rambo, generał Patton i Sam Fisher ze Splinter Cella.

Oczywiście ta otwartość świata i wachlarz wspaniałych, zróżnicowanych możliwości niesie ze sobą złe konsekwencje.

Przede wszystkim, na otwartej strukturze cierpi historia. W grze do której w każdym momencie mogą dołączyć znajomi strzelający do cywilów, wysadzający pojazdy i goniący za stadem kóz (?!) ciężko napisać dobry, elastyczny, przykuwający do ekranu scenariusz. Dlatego Ghost Recon Wildlands jest puste narracyjnie.

Ghost Recon Wildlands 50

Misje są powtarzalne, a do tego niemal każdą z nich można rozegrać w ten sam sposób. Zamawiamy nalot, wołamy na pomoc rebeliantów, a potem z ciężkim sprzętem i pojazdami pakujemy się w sam środek bitwy. Wyjątkami są moje ulubione sekwencje ze skradaniem. Gdy podniesienie alarmu równa się niepowodzeniu, gra zmusza do kombinowania, współpracy i korzystania ze zmyślnych gadżetów takich jak termowizja czy drony.

Za wadę Ghost Recon Wildlands uznaję także możliwość rozgrywki solo, będąc otoczonym komputerowymi towarzyszami. Producenci robią w ten sposób krzywdę grze. Każdy, kto spróbuje Wildlandsów w trybie offline dostanie zaledwie namiastkę tego, co najlepsze w kooperacyjnej produkcji. Jeszcze gorsze jest granie z sieciowymi nieznajomymi. Wtedy zaplanowanie wspólnego planu działania jest niemożliwe. Z kolei planowanie to połowa zabawy z Ghost Recon Wildlands.

Ghost Recon Wildlands 43

Boję się, że Ghost Recon Wildlands zostanie ocenione zbyt nisko właśnie ze względu na nieodpowiednie podejście do gry.

Bez paczki sieciowych znajomych wyposażonych w zestawy słuchawkowe nie ma co brać się za tę produkcję. Jeżeli jednak macie kumpli chętnych na wieczorne internetowe sesje i wspólną „zabawę w komandosów”, Ghost Recon Wildlands zamienia się w spełnienie dziecięcych marzeń.

Kiedy dwie dekady temu biegałem po skarpach z kijkiem w dłoni mogłem jedynie pomarzyć o takiej piaskownicy możliwości jak Ghost Recon Wildlands. Teraz marzenia stają się faktem, a zabawę w żołnierzy mogę przenieść do pełnego detali wirtualnego świata. Poczucie wolności i nieskrępowanych działań jest cudowne. Jeżeli jednak nie masz partnerów do gry, ta bardzo szybko wyjdzie ci bokiem.

Dołącz do dyskusji

Advertisement