Dodatek “Nie Przejdą” do Battlefield 1 zamienia wojnę w piekło – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Gry 16.03.2017
Dodatek “Nie Przejdą” do Battlefield 1 zamienia wojnę w piekło – recenzja Spider’s Web

Dodatek “Nie Przejdą” do Battlefield 1 zamienia wojnę w piekło – recenzja Spider’s Web

Nie Przejdą to pierwsze, długo oczekiwane DLC poszerzające sieciową strzelaninę Battlefield 1 o nową zawartość. Postanowiłem sprawdzić, czy dodatek jest wart waszych pieniędzy i wstąpiłem w szeregi armii francuskiej.

To właśnie armia francuska jest największą nowością w DLC Nie Przejdą. Założyłem więc charakterystyczny błękitny uniform z 1915 roku, dopiąłem niebieski płaszcz, chwyciłem na karabin z bagnetem i pomknąłem walczyć w imię Trzeciej Republiki, prezydenta Raymonda Poincaré oraz sił Ententy. Nie spodziewałem się jednak, że trafię prosto do piekła.

Jedną z nowych map w DLC Nie Przejdą są Wzgórza Verdun. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem.

Battlefield 1 Nie Przejdą 73
Wzgórza Verdun – las dopiero zaczyna się palić

Wzgórza Verdun to bezsprzecznie najlepsza mapa, jaka dotychczas pojawiła się w grze. Nawet biorąc pod uwagę, że to arena stworzona tylko i wyłącznie pod piechotę, ja z kolei uwielbiam Battlefielda za pojazdy, czołgi, łodzie i samoloty. To, co zrobiło z tym wirtualnym miejscem DICE, zasługuje na specjalnie wyróżnienie.

Bitwa pod Verdun uznawana jest za najdłuższy konflikt Pierwszej Wojny Światowej. Walka o rozoraną lejami po bombach ziemię trwała niemal cały rok – od lutego do grudnia 1916 roku. Miejsce, które pochłonęło 700 tys. francuskich i niemieckich istnień przez obie strony nazywane było piekłem. Grając w Battlefield 1 zupełnie się temu nie dziwię.

Battlefield 1 Nie Przejdą 122
Wzgórza Verdun – pożar lasów zamyka walczących żołnierzy w gorącym pierścieniu

Na skutek ciągłego ostrzału artyleryjskiego lasy wokół Verdun stawały w płomieniach. Wokół błotnistej, wydeptanej, pełnej wraków i ciał ziemi niczyjej powstawał pierścień ognia, zamykający walczących na śmierć i życie. Powietrze wypełniało się dymem i popiołem. Nad polem bitwy zaczynała rozpościerać się czerwona aura tak gęsta, że nie dało się zobaczyć niczego na metr przed sobą.

Ten niesamowity efekt chciało uchwycić DICE. Wzgórza Verdun to asymetryczna mapa. Francuzi bronią ufortyfikowanych pozycji pod które wspinają się niemieccy żołnierze. Wraz z postępem walk dym i popiół stają się coraz bardziej intensywne. Aż dochodzi do momentu, w którym niczego nie widać. Snajperzy stają się nieskuteczni, a walka zamienia się w podchody wypełnione chaotycznymi seriami z karabinów wszędzie dookoła. PO. PROSTU. CUDO. Prawdziwy majstersztyk.

Battlefield 1 Nie Przejdą 78
Te same Wzgórza Verdun – dym i popiół sprawiają, że widoczność jest fatalna. Sceneria wygląda jak piekło

Poza Wzgórzami Verdun, DLC Nie przejdą wprowadza trzy inne mapy.

Drugą najciekawszą areną walk jest Fort de Vaux (historycznie część Bitwy o Verdun). To również lokacja jedynie dla piechoty, do tego będąca odpowiednikiem kultowego Metro z Battlefield 3. Najbardziej intensywna akcja rozgrywa się w korytarzach francuskiej warowni. Gracze padają jak muchy. Trwa nieustanna walka o każdy metr i każdy centymetr fortecy. Raj dla medyków.

Nastawiona na pojazdy pancerne mapa Soissons jest z kolei zadziwiająco… nijaka. Francuskie miasteczko i otaczające go pola uprawne zlewają się w jedno z poprzednimi europejskimi lokacjami w Battlefield 1. Arenę wyróżnia rzeka płynąca przez środek mieściny, ale to zbyt mało, aby uznać Soissons za przejaw geniuszu DICE.

Battlefield 1 Nie Przejdą 111
Fort de Vaux to “nowe Metro” gdzie walczy się o każdy centymetr korytarza

Listę nowych aren zamyka Przełamanie. Gdyby nie wojna, mapa wyglądałaby jak pocztówka. Piękne czerwone maki porastają wzgórza usiane okopami, a Francuzi i Niemcy strzelają do siebie w malowniczych promieniach zachodzącego słońca. Przyjemnie się na to patrzy, arena posiada swój niepowtarzalny charakter, ale znowu zabrakło pierwiastka geniuszu na miarę Wzgórz Verdun albo Fortu de Vaux.

Zrozumiałą ekscytację budził u mnie początkowo czołg Behemot na bazie francuskiego Char 2C.

Char 2C to superciężki czołg francuskiej produkcji. Ważący 70 ton kolos mieścił w sobie aż 12 żołnierzy. Bestia na gąsienicach została wyposażona w dwa silniki Maybach, każdy o mocy 280 KM. Gruby na cztery centymetry pancerz zamieniał Behemota w prawdziwą fortecę. Jest tylko jeden, malutki problem… Char 2C nigdy nie wziął udziału w Pierwszej Wojnie Światowej!

Producenci gry Battlefield 1 nieco popuścili wodze fantazji. Wpuszczając Behemota na francuskie pola bitew, DICE nagina czasoprzestrzeń między 1918 (koniec wojny) oraz 1921 (wyprodukowanie czołgu Char 2C). Jestem to w stanie wybaczyć, bo maszyna robi naprawdę wielkie wrażenie.

Uchwycony z daleka wrogi Behemot. Nie ciągnęło mnie do niego bliżej
Uchwycony z daleka wrogi Behemot. Nie ciągnęło mnie aby podejść bliżej

Niestety, na spektakularnym wyglądzie mój zachwyt się zakończył. Behemot pełni funkcję „gamechangera” – można go aktywować dopiero gdy jedna ze stron dostaje mocno w kość. Czołg działa na tej samej zasadzie co zeppelin oraz pociąg bojowy z podstawowej wersji gry. Niestety, nie jest przy tym równie skuteczny.

Może to wina niedoświadczenia graczy, ale Behemot w Battlefield 1 bardziej przypomina słonia w składzie porcelany niżeli gąsienicową maszynę zagłady. Do tego producenci pomagają czołgowi nieczystymi zagraniami. To jedyny model maszyny na gąsienicach, której żołnierz wsparcia nie jest w stanie zadać obrażeń za pomocą „młotka” do naprawy tanków.

Rozczarowałem się również liczbą nowych broni. Przynajmniej sposób ich odblokowywania jest świetny.

W teorii każda klasa otrzymuje po dwie nowe pukawki. W praktyce jest ich mniej, ponieważ dla części ze specjalizacji została dodana jedna broń, ale w dwóch wariantach – bliskiego oraz dalekiego zasięgu. Jak możecie łatwo przeliczyć, nowy arsenał z DLC Nie Przejdą nie jest przesadnie pokaźny.

Nowy karabin maszynowy żołnierza wsparcia...
Nowy karabin maszynowy żołnierza wsparcia…

Nie to jest jednak najbardziej rozczarowujące. O wiele bardziej zabolało, że wraz z rozszerzeniem nie pojawiają się żadne nowe gadżety. Zdaję sobie sprawę, że pierwszowojenni żołnierze nie mieli do dyspozycji tylu zabawek co dzisiejsze oddziały specjalne. Nie wiem jednak, czy zdaje sobie z tego sprawę mój portfel, któremu muszę uzasadnić zakup DLC.

Honor nowego arsenału jest broniony sposobem, w jaki go zdobywamy. Zamiast zwyczajnych zakupów za walutę zdobytą na polu bitwy, pukawki odblokowujemy wypełniając wyzwania. Przykładowo, musimy zabić 10 wrogów moździerzem, odnotować 10 headshotów konkretnym modelem karabinu snajperskiego, zaopatrzyć 75 sojuszniczych żołnierzy i tak dalej.

Niby nic wielkiego, ale to naprawdę wciąga. Gra w czasie rzeczywistym informuje o dokonanych postępach. Złapałem się na tym, że kolejne walki rozgrywałem nie dla poznania map czy drużynowej wygranej, ale właśnie dla wyzwań dotyczących nowych broni. Szkoda tylko, że proces wypełniania misji jest bardziej satysfakcjonujący niż sama nagroda.

... i unikalna skórka do tej samej broni
… i unikalna skórka do tej samej broni

DLC Nie Przejdą do Battlefield 1 to także nowy tryb – Linia Frontu.

„Nowy” użyłem nieco na wyrost. Linia Frontu jest hybrydą Podboju polegającego na kontrolowaniu flag oraz Szturmu skoncentrowanego na wysadzaniu/bronieniu telegrafów. Niestety, tryb ogranicza liczbę graczy do 32, co jako zwolennik „wojny totalnej” przyjąłem z wielkim niesmakiem.

Linia Frontu to przyjemna odmiana od klasycznego Podboju. Na plus zasługuje spora czytelność celów, nawet pomimo hybrydowego charakteru rozgrywki. Wątpię jednak, aby nowy tryb wyparł popularne zdobywanie flag, z którego znana jest seria Battlefield. Po kilku podejściach do Linii Wroga chciałem wrócić do Podboju, gdzie zawsze czuję się najlepiej. No i gdzie panuje wojna totalna.

Sekwencja zdarzeń z nowego trybu Linia Wroga
Sekwencja zdarzeń z nowego trybu Linia Wroga

Pierwsze DLC do Battlefield 1 jest bardzo zachowawcze. Fanów zadowoli, ale nieprzekonanych nie przekona.

Największymi gwiazdami rozszerzenia są nowe areny. Na ich tle dodatkowe bronie, pojazdy, wpisy do kodeksu, emblematy oraz skórki wypadają po prostu blado. Nawet 70-tonowy Behemot nie zrobił na mnie wrażenia. Dodatek Nie Przejdą jest w moim odczuciu ofertą skierowaną przede wszystkim do stałych graczy, którym paleta podstawowych map wychodzi już bokiem.

Co się udało:

  • Arena Wzgórza Verdun to małe dzieło sztuki
  • Mapy dla piechoty są rewelacyjne
  • Wciągający system wyzwań dzięki któremu odblokowujemy nowe bronie
  • Widok błękitnych uniformów na polu bitwy jest przyjemnie odświeżający

Co się nie udało:

  • Areny dla pojazdów pancernych są zaledwie poprawne
  • Nowy arsenał jest bardzo skromny
  • Gdzie moje nowe gadżety?!
  • Behemot wcale nie behemoci
  • Kod sieciowy nadal jest ociężały i powolny

Jednak ci, którzy czekają na jakąś petardę w świecie Battlefielda 1 muszą czekać dalej. Kto wie, może będzie nią kolejne DLC, w którym powalczymy na terenach należących do Polski? Nie Przejdą to delikatny powiew świeżości, jednak po dwóch dniach z dodatkiem mam wrażenie, że odkryłem już wszystko.

Dołącz do dyskusji

Advertisement