3 szalenie ważne nowości Androida O, na które nikt nie zwróci uwagi

Felieton 21.03.2017
3 szalenie ważne nowości Androida O, na które nikt nie zwróci uwagi

3 szalenie ważne nowości Androida O, na które nikt nie zwróci uwagi

Nadciąga Android O. Nowa wersja najpopularniejszego systemu operacyjnego świata nie przyniesie rewolucji, ale wśród listy nowości znalazłem trzy szalenie ciekawe usprawnienia, na które większość użytkowników pewnie nawet nie zwróci uwagi.

Więcej na temat Androida O napisał już dla was Piotrek Grabiec, więc po pełen przegląd nowości we wczesnej, deweloperskiej wersji nowego systemu zapraszam do osobnego tekstu.

Mi jednak od razu rzuciły się w oczy trzy rzeczy, które dla 99 proc. użytkowników będą kompletnie bez znaczenia, ale na które pozostały 1 proc. wyczekiwał z utęsknieniem. To zmiany z gatunku game-changerów dla tych, którzy od lat myśleli o porzuceniu iPhone’a na rzecz telefonu z Androidem, lecz nie mogli tego zrobić z powodu kilku istotnych drobiazgów.

Ten 1 proc. to kasta kreatywna, konkretnie graficy, fotografowie, a w szczególności muzycy. Tych ostatnich Android O ucieszy najbardziej.

Pełne wsparcie dla szerokiego gamutu kolorów.

Domyślnie wszystko, co oglądasz na ekranie komputera czy smartfonu, zapisane jest w przestrzeni barw sRGB. Jednak profesjonaliści pracują na szerszych przestrzeniach barwnych, takich jak Adobe RGB, ProPhoto (standardy branży fotograficznej i graficznej) czy wykorzystywane na niemal wszystkich urządzeniach Apple DCI-P3 (standard branży filmowej).

2d-argb-applep3

Przy niebywałych możliwościach współczesnych smartfonów, zarówno jeśli chodzi o jakość aparatów, jak i wyświetlaczy, pełne wsparcie dla szerokiego gamutu otwiera zupełnie nowe możliwości dla „wędrownych” fotografików. Przykład? Proszę bardzo. Fotograf robi zdjęcie w formacie RAW na swoim telefonie i wykonuje wstępną obróbkę w Lightroomie Mobile. Gdyby chciał podejrzeć to samo zdjęcie na profesjonalnym monitorze, zobaczyłby zupełnie inne barwy – teraz zobaczy to samo.

Dla 99 proc. ludzi zmiana kompletnie nieistotna. Dla 1 proc., który przywykł do takiego rozwiązania między urządzeniami Apple, ogromna nowość, dająca swobodę przesiadki na sprzęt z Androidem.

Psst – jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o fotografii mobilnej, sprawdźcie nasz świetny projekt we współpracy z Samsungiem i Tookapic:

Wysokiej jakości audio przez Bluetooth.

Ta nowość ucieszy ten 1 proc. użytkowników, dla których jakość odtwarzanego ze smartfona dźwięku jest świętością. Jak na razie smartfony na tym polu radzą sobie niestety dość przeciętnie. Chlubne wyjątki, które mają świetne DAC (jak LG V20 czy LG G6) lub zaawansowane przetwarzanie bezprzewodowego audio (Samsung UHQ Audio w najwyższych modelach Galaxy S) to… no właśnie, wyjątki.

Większość smartfonów gra po prostu przeciętnie, zarówno po kablu, jak i przez Bluetooth. Android O ma to zmienić. System zyska wsparcie dla bezprzewodowego dźwięku najwyższej jakości dzięki natywnemu wykorzystaniu nowych kodeków, takich jak Sony LDAC. LDAC potrafi przetwarzać dźwięk 990 kbps, czyli trzykrotnie lepszej jakości, niż obecny standard Bluetooth (328 kbps). To otwiera też potencjał dla ścisłej integracji z HiFi Audio, odtwarzającej dźwięk w jeszcze wyższej jakości, niż kompresja bezstratna w plikach FLAC/ALAC.

ldac-audio

To wspaniała wiadomość, biorąc pod uwagę fakt, że niebawem Spotify wprowadzi do oferty abonament na audio skompresowane bezstratnie, tak jak ma to miejsce w Tidalu. Dzięki nowości w Android O będziemy w stanie usłyszeć różnicę także na słuchawkach bezprzewodowych.

Audio bez latencji w Androidzie? No w końcu!

O problemie latencji w systemie Google’a, przez który producenci tracą potencjalnie miliony dolarów, pisałem blisko dwa lata temu. Już Android 6.0 miał „zaradzić” problemowi wysokich opóźnień przy nagrywaniu dźwięku. Potem miał to zrobić Android 7.0. Sytuacja nadal jednak jest tragiczna, a producenci osprzętu muzycznego nie kwapią się, by tworzyć akcesoria dla muzyków na dedykowane smartfonom z Androidem, tak, jak robią to dla urządzeń Apple.

Android O ma to zmienić. Wszystko za sprawą zupełnie nowego API AAudio, dedykowanemu aplikacjom wymagającym niskiej latencji dźwięku, takim jak cyfrowe dyktafony czy wszelkie bardziej profesjonalne programy tudzież samodzielne wtyczki VSTi, które na Androidzie dotychczas były… cóż, bezużyteczne.

O AAudio niestety na razie niewiele wiemy, a w oficjalnej notce czytamy tylko, że API jest we wczesnej fazie testów, ale trzymam mocno zaciśnięte kciuki, że w końcu uda się je wprowadzić i na dobre pożegnać problematyczną latencję.

A tym samym świat urządzeń z Androidem otworzy się na muzyków, którzy dotychczas byli wręcz zmuszeni przez producentów akcesoriów do korzystania z urządzeń Apple’a. O ile oczywiście odpowiedni komunikat dotrze do producentów oprogramowania i akcesoriów…

Wszystko pięknie, ale znając temat fragmentacji, na nowości jeszcze sobie poczekamy.

Jak co miesiąc przypomina nam Piotr Grabiec w swoich raportach, nie ma czegoś takiego, jak jeden Android. Co z tego, że Android O ze wszystkimi wspaniałymi nowościami pojawi się na rynku, skoro w perspektywie najbliższych dwóch lat będzie go miała na pokładzie garstka smartfonów?

To taka solidna łycha dziegciu w beczce miodu. Dla większości użytkowników Android O jeszcze długi, długi czas pozostanie jedynie ciekawostką, o której przeczytają na Spider’s Web.

Zanim nowy system faktycznie wyląduje na naszych smartfonach, zdążymy już zapomnieć, co tak naprawdę nas ekscytowało i zajmiemy się przeglądem nowości… Androida P.

Dołącz do dyskusji

Advertisement