Czy Arturowi Kurasińskiemu wreszcie się udało? Muse zgarnęło 1 mln zł od inwestora, a jego technologia ma “rozwalić rynek”

Artykuł/Technologie 06.02.2017
Czy Arturowi Kurasińskiemu wreszcie się udało? Muse zgarnęło 1 mln zł od inwestora, a jego technologia ma “rozwalić rynek”

Czy Arturowi Kurasińskiemu wreszcie się udało? Muse zgarnęło 1 mln zł od inwestora, a jego technologia ma “rozwalić rynek”

Po pivotach i zamrożeniu wcześniejszego projektu, Muse staje na nogi. Według Kurasińskiego wartość jego firmy za kilka lat będzie oscylować w granicach 60 – 80 mln zł.

Jest kilka takich osób w polskiej branży startupowo – technologicznej, którym kibicuję z całego serca. Jedną z nich jest Artur Kurasiński – człowiek instytucja. Mówi się o nim, że przeczytał cały internet i wszystko obejrzał. Mimo posiadanej wiedzy i doświadczenia nie udawało mu się w biznesie. Pisząc “nie udawało mu się” nie mam na myśli exitów w bieliźnie i skarpetkach, a brak międzynarodowego sukcesu na miarę UXPina, LiveChata, Estimote’a, Booksy, Growbots, czy Brand24.

Kurasiński był jak di Caprio, który cały czas krążył wokół Oscara, ale aż do zeszłego roku nie dane było mu wznieść trofeum w górę w geście triumfu. Modlitwy Leonarda w końcu zostały wysłuchane. Wygląda na to, że Kurasiński też w końcu znalazł swoją Zjawę ziemię obiecaną.

Gdański Ferber VC inwestuje milion złotych w Muse.

Muse to firma konsultingowa z dużym zapleczem technologicznym, która de facto działa jak agencja od influence marketingu, software house, narzędzie SaaSowe i firma badawcza. Zatrudnia 12 osób i specjalizuje się w wideo.

W zeszłym roku efekty jej pracy mogliśmy oglądać m.in. w kampanii marki Stock (z Łukaszem Jakóbiakiem) i CCC (z kanałem “Sprytne Babki”). Muse wybrało do niej influencera, było odpowiedzialne za analitykę akcji w trakcie oraz podsumowanie kampanii.

Kręgosłupem firmy jest jednak analityka social wideo na platformie SaaS, za którą firma pobiera od 19 dol. miesięcznego abonamentu. Skupienie się na wideo jest na pewno dobrym wyborem biorąc np. pod uwagę raport Cisco przewidujący, że już w 2019 roku będzie ono generowało aż 80 proc. ruchu w internecie.

Marketingowcy za 50 zł mogą też w łatwy sposób wygenerować proste raporty dotyczące ich branż.

Pozyskane pieniądze mają pozwolić Muse na dokończenie rozpoczętych projektów i marketing poza granicami kraju. Najciekawiej zapowiada się narzędzie, nad którym zespół dopiero pracuje, a mianowicie analityka VR. W tej sferze Kurasiński i spółka mogą być jednymi z pierwszych ludzi na świecie.

Więcej o inwestycji w VR i Muse przeczytacie w poniższym wywiadzie z CEO Muse, Arturem Kurasińskim.

muse2

Karol Kopańko, Spider’s Web: Muse ma już ponad dwa lata, a jeszcze więcej, jeśli doliczymy do tego Focusa, z którego wyewoluował. Jak przez ten czas rozwijała się firma?

Artur Kurasiński, CEO Muse: Fokus był naszym pierwszym projektem – dobrze zinterpretowaliśmy potrzebę uporządkowania i kontroli social mediów, ale przyjęliśmy błędne założenia co do targetu – celowaliśmy w marketerów, a tymczasem takie narzędzie lepiej sprawdziłoby się po podłączeniu do wewnętrznych narzędzi firmy. Innymi słowy, zamiast skupić się na social mediach trzeba było wejść mocno w business intelligence. Prace pochłonęły blisko milion złotych, po 1,5 roku okazało się, że rynek nie chce narzędzia w takiej formie. Zaczęliśmy ścigać się z czasem i pustym kontem.

W grudniu 2014 roku po naradzie z zespołem podjąłem decyzję o zmianie modelu działania, wizji produktu, grupy docelowej. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę – wideo. Wybraliśmy wideo ponieważ wierzymy, że niezależnie od medium i typów serwisów, wideo będzie rosło bardzo dynamicznie. Postanowiliśmy odciąć wszystko inne i skupić się tylko na tym. Fokus został zamrożony i zaczęliśmy intensywne prace nad MUSE.

Stwierdziliśmy, że zamiast zajmować się tym samym co wszyscy (czyli podłączaniem się do API Facebooka czy YouTube’a i ładniejszym pokazywaniem danych z YouTube Analyticsa czy Facebook Analyticsa), zaczniemy budować MUSE – narzędzie, które dawało nam zupełnie nowe możliwości analityki i optymalizacji contentu wideo.

Zainwestowała w was wtedy Agencja Rozwoju Przemysłu.

A później jeszcze dwóch aniołów biznesu. Oprócz samych pieniędzy wnieśli bardzo dużo wiedzy na temat skalowania biznesu, co pozwoliło nam skutecznie i szybko pozbyć się “startupowych spodenek” oraz prowadzić projekty informatyczne zgodnie ze sztuką, a nie estymować prace i koszta “spod grubego palca”.

Jesteś zadowolony z tego, w którym miejscu jest obecnie MUSE, ilu ma użytkowników i jakie przychody?

Żeby dokładnie zrozumieć MUSE trzeba wiedzieć jak działamy – do tej pory nie byliśmy klasycznym SaaSem, więc takie metryki jak liczba pozyskanych klientów, Life Time Value (zysk z klienta – red.), churn (straceni klienci – red.) itd. niezbyt dobrze opisują nasz biznes. Obecnie działamy trochę jak firma konsultingowa z dużym zapleczem technologicznym. Naszych klientów nie interesuje koszt miesięcznego abonamentu tylko efekt, jaki uzyskują dzięki współpracy z nami. Kilkunastu naszych klientów pozyskaliśmy nie dlatego, że jesteśmy online’owym narzędziem, ale dlatego, że umiemy zapewnić im niezbędną wiedzę, którą mogą wdrożyć w swoim biznesie.

Po prawie 4 latach działania i obserwowania rynku oraz innych, podobnych startupów jestem przekonany, że prawdziwe pieniądze leżą nie tyle w stworzeniu samego narzędzia analitycznego, ale w zapewnieniu oprócz tego całej masy usług dodatkowych. Inaczej finalnie firma będzie miała tylko kilka milionów przychodu i wolno rosła.

W takim razie w jaki pułap celujesz?

Mnie nadal interesuje rozwijanie firmy, której wartość za 3 lata będzie raczej w okolicach 60-80 mln zł. Wymusza to na nas specyficzne działania i testowanie wielu wariantów. Obecnie działamy po trosze jako agencja od influence marketingu, software house, narzędzie SaaSowe i firma badawcza. Dopiero przy takiej dywersyfikacji na rynku polskim widzimy wzrost zainteresowania naszą ofertą i sensowny przychód.

No i chcecie rozwijać analitykę także w VR.

Nie ukrywam, że to jest coś na co liczę najbardziej w 2017 roku. GhostVR powstał jako efekt współpracy z Bivrost Pawła Surgiela, którego szanuję i cenię za wiedzę i konsekwencję w realizacji swoich projektów. Można powiedzieć, że moje zainteresowanie kamerami do livestreamingu 360 stopni Pawła zaczęło się od naszej sprzeczki na Facebooku – założyliśmy się kiedyś, ile zostanie wyprodukowanych urządzeń VR. Nie chcę skłamać, ale to chyba Paweł jednak miał rację (śmiech).

Bivrost robi kamery do livestreamingu 360…

…które na chwilę obecną nie mają konkurencji. Bardzo chcę zobaczyć miny ludzi z Nokii czy GoPro, kiedy sprzęt Bivrost będzie już dostępny dla każdego klienta. Po oficjalnej prezentacji w siedzibie Microsoftu w październiku zeszłego roku i po wspólnej wyprawie na największą światową konferencję w Amsterdamie (dotyczącą telewizji, kamer i wszystkiego co z filmowaniem jest związane) zrozumiałem, że kamery Bivrost oraz nasza analityka filmów 360 to jest coś, co rozwali rynek.

To bardzo mocne słowa. Dlaczego?

Uwierz albo nie, ale autorzy filmów 360 zupełnie nie mają na chwilę obecną żadnego softu czy urządzenia, które może im służyć do stwierdzenia i pokazania tego na twardych danych, że ich produkcja spełnia oczekiwania. Wyobraź sobie, że kręcisz reklamówkę Coca-Coli. Jej głównym obiektem jest puszka z logo. Tworząc taką produkcję teraz po prostu rozpisujesz poszczególne sceny, tworzysz storyboard i plan, zapraszasz aktorów i kręcisz. Następuje postprodukcja, dodaje się efekty, podciąga kolorki, robi kilkadziesiąt wersji i daje do oceny zespołowi i klientowi. Potem gotowy film ląduje w którejś z telewizji i to koniec – po każdej emisji liczone są wyświetlenia, wzrost świadomości marki, sprzedaż produktu.

Teraz wyobraźmy sobie ten sam projekt tylko jako film 360. Po pierwsze narracja jest zupełnie inna – widz może obracać się i patrzeć w dowolnym kierunku. Wcale nie musi być skoncentrowany na twoim produkcie. Jak go zachęcić, żeby patrzył tam gdzie jest akcja? Dźwiękiem? Może rysować przed nim w powietrzu animowane strzałki? A jeśli będziemy chcieli zmierzyć jaki czas widz poświęcił na kontakt z reklamowanym produktem? Na chwilę obecną nie ma takich narzędzi! Twórcy filmów 360 nie mają wiedzy, działają trochę na oślep.

Jak chcecie to zmienić?

Player wideo, który posiada Bivrost jest wykorzystywany przez około 15% wszystkich użytkowników narzędzi VR na całym świecie. Dzięki GhostVR będziemy w stanie analizować co się dzieje w tym playerze, pokazywać między innymi analizę obrazu w postaci mapy cieplnej oraz badać położenie użytkownika w przestrzeni i czasie (czyli będziemy wiedzieli jak poruszała się głowa z urządzeniem VR). Nie lubię używać wielkich słów, ale wszystko wskazuje na to, że będziemy pierwszą i jedyną firmą na świecie, która możne ściągnąć takie dane z dowolnego urządzenia – niezależnie czy jest to zwykły cardboard, Oculus czy Sony Playstation VR. Już teraz GhostVR cieszy się ogromnym zainteresowaniem studiów filmowych, producentów i ludzi związanych z tworzeniem produkcji VR, a nie opublikowaliśmy nawet prototypu samego narzędzia.

To, o czym myślimy już teraz, to nie tylko badanie położenia samego headsetu, ale i manipulatorów. To byłby krok w stronę zaawansowanej analityki dla twórców gier, którzy chcą tworzyć swoje tytuły z wykorzystaniem VR.

Zaczynaliście od danych z sociali, a teraz przechodzicie do VR.

To wszystko udało nam się zrobić, ponieważ zaangażowaliśmy się w tworzenie Fokusa, z którego wyciągnęliśmy co najlepsze i przenieśliśmy do MUSE, a teraz dysponujemy ogromną liczbą danych dotyczących zachowań widzów. VR jest logicznym, kolejnym krokiem w naszym rozwoju.

Na dziś milion złotych jaki pozyskaliście od inwestora nie jest porażającą sumą. Wystarczy do osiągnięcia celów jakie stawiasz przed firmą?

No właśnie, fajnie, że to zauważyłeś. Jeden milion złotych bardzo działa na wyobraźni,ę bo każdy wie co można za taką sumę kupić. Wygląda to jednak zupełnie inaczej kiedy jesteś firmą, inwestujesz w rozwój oraz masz koszty ponoszone co miesiąc. W naszym przypadku, 12 osobowego zespołu pracującego w 3 lokacjach, pozyskane środki pozwolą na dokończenie rozpoczętych projektów i marketing poza granica kraju. Na pewno jednak nie jest to suma, która daje spokój i pozwala na rozprężenie.

Możesz zdradzić, ile udziałów oddałeś inwestorowi?

Nie mogę powiedzieć, ile dokładnie zaoferowaliśmy inwestorowi (jest to dość skomplikowany układ “jeśli wydarzy się X to inwestor zrobi Y a firma dostanie Z”), natomiast ponieważ długo szukaliśmy inwestora i przepracowaliśmy z nim wiele wariantów wierzę, że obie strony są bardzo zadowolone z podpisanej umowy.

Jednak internetowy research pokazał mi, że wasz inwestor nie ma zbyt dużego doświadczenia w inwestowaniu w startupy technologiczne.

Ferber zainwestował w zeszłym roku w Saas Managera podczas Infoshare 2016, a z tego co wiem, to jest jeszcze kilka inwestycji czysto technologicznych, którymi nie chwalili się do tej pory. Z Ferberem zetknęliśmy się ponieważ jest to również podmiot z Gdańska, tak samo jak nasz pierwotny inwestor czyli Agencja Rozwoju Przemysłu.

Dlaczego akurat Ferber, a nie Innovation Nest czy SpeedUp VC, o których wcześniej wypowiadałeś się pochlebnie?

Może Piotrek Wilam i Bartek Gola (zarządzający oboma funduszami – red.) znają mnie za dobrze, żeby we mnie inwestować (śmiech). A tak poważnie – oczywiście zwracałem się do nich i kilka razy przedstawiałem projekt jeszcze kiedy wierzyliśmy w Fokusa. Mieli obawy (całkiem słuszne jak widać) i podziękowaliśmy sobie. Bardzo szanuję ich opinie i cieszę się, że dali mi kilka bardzo cennych rad.

Kogo jeszcze poleciłbyś na polskim rynku VC?

Uważam Innovation Nest i SpeedUp Group za jedne z najlepszych funduszy w Polsce – tak pod kątem portfela, jakości kadry zarządzającej, jak i exitów. Jeszcze do tej listy dorzuciłbym Inovo i Protos VC i to tyle, jeśli chodzi o moje wskazówki do kogo udać się ze swoim pitch deckiem w Polsce.

A więc chodzisz z pitch deckami, rozpoczynasz crowdfundingową inicjatywę poszerzenia dostępu do informacji o zanieczyszczeniu powietrza, przemawiasz na konferencjach i współtworzysz Aulę Polską.

To tylko wierzchołek góry lodowej – piszę scenariusz do komiksu dla dzieci, zacząłem zbieranie materiałów do książki o polskich startupach, występuję publicznie i jestem aktywny w social mediach.

Czy nie czujesz, że przez ogrom rzeczy wokół cierpi nieco Twój główny biznes – Muse?

Nie sądzę, a wręcz myślę, że nie, ponieważ w wielu przypadkach, kiedy pojawiam się na zamkniętym szkoleniu dla pracowników banku wysokiego szczebla, mogę przy okazji wspomnieć o tym, czym zajmuję się w MUSE. Dużo firm zaprasza nas do przetargów albo po prostu przychodzi z gotową propozycją dlatego, że to ja jestem osobą, która ma napisane na wizytówce “prezes zarządu MUSE”.

Przyznam się, że sam kilka razy zastanawiałem się czy jako inwestor chciałbym mieć w portfelu firmę kierowaną przez takiego Kurasińskiego. Czy to dobrze, że osoba, która stoi na czele firmy jest rozpoznawaną i aktywną osobą w branży?

Doszedłem do wniosku, że wielu polskich VC nie chciałoby jednak włożyć swoich pieniędzy do takiej firmy ze strachu przed tym, co się może wydarzyć wizerunkowo w przypadku niepowodzenia.

I pewnie dlatego nasza kolejna inwestycja będzie już dokonana przez zagraniczny fundusz.

Dołącz do dyskusji