Świat odetchnął z ulgą. Zuckerberg jednak nie będzie startował w wyborach

Felieton/Social media 25.01.2017
Świat odetchnął z ulgą. Zuckerberg jednak nie będzie startował w wyborach

Świat odetchnął z ulgą. Zuckerberg jednak nie będzie startował w wyborach

To cios dla milionów Amerykanów. Mark Zuckerberg nie zamierza kandydować na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Ma na głowie znacznie poważniejsze sprawy. Będzie nadal budował społeczność Facebooka i zmieniał świat.

Co prawda 45. prezydent Stanów Zjednoczonych zaledwie kilka dni temu został zaprzysiężony, ale warto myśleć przyszłościowo. Między innymi dlatego BuzzFeed zapytał Marka Zuckerberga czy ten ma zamiar kandydować na urząd. Zuck w politykę bezpośrednio wchodzić nie zamierza, poza tym ma ważniejsze zajęcia. “Koncentruję się na budowaniu naszej społeczności na Facebooku i pracy w Chan Zuckerberg Initiative” – odpowiedział szef największego serwisu społecznościowego świata.

Trzeba przyznać Zuckerbergowi, że ma gość intuicję. Wszak w 2014 r. liczba ludności Stanów Zjednoczonych wynosiła zaledwie niecałe 320 mln osób. W tym samym roku jego serwis miał grubo ponad 1,2 mld użytkowników, a dziś zbliża się do 2 miliardów. Nie ma co angażować się w drobnicę, gdy można mieć cały świat, prawda?

Ok, żarty żartami, a warto przyjrzeć się drugiemu celowi, poza budowaniem społeczności, który przyświeca Zuckowi (i jego żonie).

Czym zajmuje się organizacja Chan Zuckerberg Initiative? “Zwiększaniem potencjału ludzkiego i promowaniem równości”. “Wierzymy, że możemy uczynić świat lepszym dla przyszłych pokoleń, łącząc największe umysły, by rozwiązać najtrudniejsze problemy” – czytamy na stronie fundacji. Dolina Krzemowa słynie z tego, że zmienia świat na lepszy. Na przykład nowy iPhone to zwykle najlepszy iPhone w historii. Larry Page natchnionym głosem wielekroć przekonywał, że wstaje z łóżka po to właśnie, by zmieniać świat. Steve Jobs robił to samo.

Odłóżmy cynizm na bok. Spekulacje, że Mark Zuckerberg celuje wysoko, pojawiły się na początku  stycznia. Wszystko za sprawą noworocznych obietnic, które ujawnił CEO Facebooka. O ile we wcześniejszych latach zamierzał uczyć się mandaryńskiego i zbudować sztucznie inteligentnego asystenta do domu, w tym wymyślił sobie wyzwanie, które wywołało lawinę domysłów.

Moim osobistym wyzwaniem na rok 2017 jest odwiedzenie i spotkanie ludzi w każdym stanie USA do końca roku – zapowiedział.

Po co Mark chce spotkać się z ludźmi? Jak tłumaczył, po to, by dowiedzieć się “jak żyją, pracują i myślą o przyszłości”. Co ciekawe zamierza zatrzymywać się podczas podróży w małych miastach. Cóż, cel to godny szefa wielkiego serwisu technologicznego, filantropa, ale jeszcze bardziej przypominający działania polityka, który buduje swoje zaplecze. Za cztery lata, gdy dobiegnie końca kadencja Donalda Trumpa, Zuckerberg będzie miał 36 lat, czyli spełni kryterium wiekowe, które nakazuje, by w dniu inauguracji prezydent miał co najmniej 35 lat.

Nie porzucajmy jednak tak łatwo kpiarskiego tonu.

Wyobraźmy sobie kandydaturę Marka Zuckerberga. Pierwsze kwalifikacje już niewątpliwie zdobył. Jest miliarderem i potrafi mówić o tym, że chce zmienić świat. Słabe strony? Panicznie boi się sutków i nie jest ikoną stylu. Jego t-shirty są raczej mało wyszukane. A już zupełnie niepoważnie na rzecz patrząc: wyobraźcie sobie Facebooka, jako stronę główną Białego Domu.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement