To najlepsza odsłona serii od 2005 roku. Resident Evil 7 – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Gry 23.01.2017
To najlepsza odsłona serii od 2005 roku. Resident Evil 7 – recenzja Spider’s Web

To najlepsza odsłona serii od 2005 roku. Resident Evil 7 – recenzja Spider’s Web

Gdy uciekałem przed szalonym mężczyzną z łopatą, pozbawiony broni oraz apteczek, gra przypomniała mi czym jest „survival” w survival horrorze. Resident Evil 7 stanął na wysokości zadania. To najlepsza odsłona serii od 2005 roku.

W 2005 roku pojawiło się Resident Evil 4. Dopiero z perspektywy ponad 10 lat widać, jak tytuł zrewolucjonizował rynek gier wideo. Ujęcie kamery znad ramienia bohatera, wysokie premiowanie strzałów w kończyny, nowy typ bardziej inteligentnych zombie – dzisiaj to norma, ale to właśnie Resident Evil 4 wprowadził omawiane standardy.

Resident Evil 7 recenzja 322

Resident Evil 7 nie wnosi żadnej rewolucji. Jest za to kapitalnie prowadzone. Co za historia!

Najnowsza produkcja Capcomu ląduje na podium, zaraz poniżej Resident Evil 2 oraz Resident Evil 4. Pierwszoosobowy survival zjada na śniadanie piątą i szóstą odsłonę serii, a także odcinkowe Revelations 2. To najlepszy horror od ponad 10 lat. Tym razem nie za sprawą rewolucyjnych pomysłów, ale świetnej narracji oraz niepowtarzalnego klimatu.

Resident Evil 7 to w zasadzie trzy gry na jednym nośniku. Pierwszy, najdłuższy akt przypomina kultowe Resident Evil z 1996 roku. Rozwiązujemy zagadki, szukamy kluczy i wielokrotnie wracamy do już poznanych miejsc, odnajdując nowe sekrety. To najdłuższa, obszernie pokazana w materiałach reklamowych porcja zawartości. Rozgrywa się niemal w całości w posiadłości na bagnach Luizjany.

Resident Evil 7 recenzja 28

Drugiemu aktowi bliżej do Revelations 2. Jest znacznie więcej akcji, jest ciaśniej, rozgrywka staje się nieco bardziej liniowa. Najbardziej egzotycznie wypada najkrótszy akt trzeci. Tutaj producenci Resident Evil 7 całkowicie odlatują od klimatu znanego w serii. Zamiast tego serwują fanom inspiracje siłą wyrwane ze świetnej gry F.E.A.R. Tego się nie spodziewałem.

Pierwsze kilkanaście minut z Resident Evil 7 sprawiło, że siedziałem z otwartymi ustami.

Twórcy przygotowali prawdziwą petardę już na samym początku. To skondensowany, fabularny pocisk, po którym ciężko się pozbierać. Oczywiście nie będę zdradzał szczegółów, ale historia naprawdę, naprawdę robi wrażenie. Wątek męża, który podąża za zaginioną żoną do opuszczonego domu, rozwija się w niesamowity sposób.

To pierwszy raz, kiedy producenci Resident Evil posuwają akcję do przodu za pomocą kapitalnych interaktywnych scen, które stanowią część właściwej rozgrywki. Mniej tutaj obszernych dokumentów, a więcej działań i dialogów, dzięki którym składamy historię w całość. Diabeł tkwi w szczegółach! W RE7 każdy, nawet najmniejszy detal może mieć znaczenie. Czy to zachowanie wielkiego przeciwnika, czy sposób, w jaki mruga napotkana postać. Mniam!

Resident Evil 7 recenzja 238

Co zadziwiające, zmiana perspektywy na pierwszoosobową wcale nie szkodzi nowemu Residentowi.

Przestawienie się na nowe ujęcie kamery nie stanowi żadnego problemu. Ba, po kilkunastu minutach zabawy trudno wyobrazić sobie, abyśmy nagle mieli zobaczyć plecy głównego bohatera. Chociaż RE7 zostało skrojone pod tryb FPS, nie odcina to odsłony od reszty serii. Nowy sposób sterowania i narracji pasuje do tej gry jak ulał.

To też nie tak, że Resident Evil 7 jest zupełnie innym gatunkiem horroru ze względu na pierwszoosobową perspektywę. Grze wcale nie jest po drodze do SOMY czy Amnesii. Co prawda zaczynamy bez broni i czujemy się jak zaszczute zwierzę, lecz zaraz potem do gry zostaje wkomponowany klasyczny arsenał. Są pistolety, karabiny, strzelby, a nawet miotacze płomieni i granatniki! Zabrakło jedynie wyrzutni rakiet.

Resident Evil 7 recenzja 216

Wraz z rozwojem akcji, zmienia się również główny bohater. Z przestraszonej i zaszczutej ofiary ewoluujemy w prawdziwego wojownika. W końcowych sekwencjach gry jesteśmy niczym Rambo. Prujemy z karabinu maszynowego, miotamy granatami i podkładamy miny. Wraz z nowymi typami przeciwników następuje eskalacja metod, jakich używany do ich zwalczania. Klasyczny Resident Evil!

Spójność Resident Evil 7 z resztą serii jest podkreślana na każdym kroku.

Nowa gra Capcomu to zupełnie nowy bohater, nowi przeciwnicy oraz nowa historia do opowiedzenia. Uniwersum pozostaje jednak to samo. Fani serii od razu poczują się jak w domu. W Resident Evil 7 możemy zapisywać stan gry jedynie w określonych miejscach, przy maszynie do odtwarzania kaset. Na wyższym poziomie trudności dochodzi do tego system zarządzania taśmami, których liczba jest ograniczona!

Resident Evil 7 recenzja 367

Do serii wracają rośliny leczące, które miesza się, aby maksymalizować efekty. Powraca ograniczone miejsce w ekwipunku, a nawet rozlokowane w różnych miejscach skrzynie służące do przechowywania zbędnych przedmiotów. Pod wieloma względami Resident Evil 7 bliżej do dwuwymiarowych klasyków serii niż RE4, RE5 oraz RE6. Starsi fani survival horroru poczują się jak w domu. Sam szczerzyłem zęby w uśmiechu od ucha do ucha.

Obok sposobu prowadzenia narracji, największą siłą Resident Evil 7 jest właśnie ta wyjątkowa mieszanka starego z nowym. Znanego z nieznanym. Gra wyrasta na tych samych fundamentach, co pierwsze odsłony z tłami w 2D. Z drugiej strony nowy wirus, nowi przeciwnicy oraz nowe ujęcie kamery sprawia, że w grze znajduje się masa świeżości. Wzorowy balans między oczekiwaniami wyjadaczy oraz aktualnymi trendami w branży gier.

Resident Evil 7 recenzja 257

Oczywiście nie jest idealnie. Resident Evil 7 pozostawia wielkie poczucie niedosytu.

Opowieść kończy się gwałtowanie. Powstaje więcej pytań niż odpowiedzi. To jak sezon The Walking Dead, który zostaje zamknięty w momencie najciekawszych zwrotów akcji. Gra zostawia fanów głodnych informacji, z masą wątpliwości oraz otwartych wątków. Żadna inna odsłona nie jest tak niekompletna ani nie pozostawia tylu dziur w scenariuszu.

Twórcy zostawiają sobie tym samym furtkę dla zawartości DLC. To w dodatkach producenci zamierzają rozszerzać opowieść dla jednego gracza. Tanie zagranie. Sytuację nieco ratuje fakt, że pierwsza porcja dodatkowej zawartości będzie darmowa i pojawi się już w marcu.

Resident Evil 7 recenzja 274

Niestety, Resident Evil 7 to przy okazji najkrótsza odsłona serii. Pierwsze przejście, z zaglądaniem w każdy ciemny kąt, pod każde łóżko i do każdej szafy, zajęło mi 13 godzin. Są redaktorzy, którzy wiedząc co i jak, potrafią ukończyć tę produkcję w mniej niż 4 godziny. „Przebiegają” przez RE7 unikając walki, znając każdy zakamarek oraz kolejność rozwiązywania zagadek.

Co najgorsze, Resident Evil 7 nie oferuje żadnego dodatkowego trybu. To wielka wada. Biohazard 6 był jaki był, ale kiepską kampanię rekompensowano właśnie bogactwem dodatkowych aktywności. W RE7 nie ma z kolei ani trybu co-op, ani sieciowej rywalizacji, ani nawet modułu Mercenaries. Jedynie kampania offline dla jednego gracza.

Resident Evil 7 recenzja 264

Tę warto jednak przejść przynajmniej dwa razy. Wraz z napisami końcowymi odblokowujemy najtrudniejszy poziom wyzwania. W nim producenci przetasowali rozłożenie przedmiotów, zmienili pozycję niektórych wrogów, a także dodali wcześniej wspomnianą ograniczoną liczbę kaset pozwalających na zapis gry. No i przede wszystkim – rozgrywając RE7 po raz drugi możemy podjąć inne fabularne decyzje. Co za tym idzie, doprowadzić do drugiego możliwego zakończenia.

Resident Evil 7 nie zachwyca również od strony technicznej.

Najnowsza gra Capcomu musiała „zmieścić się” do PlayStation VR. Co za tym idzie, jej producenci dokonali wielu daleko idących kompromisów. O ile w zamkniętych pomieszczeniach produkcja prezentuje się niezwykle klimatycznie, na otwartych powierzchniach jest znacznie gorzej. Drugi i trzeci plan pozostawia wiele do życzenia.

Resident Evil 7 recenzja 315

Zaskakują również tekstury, które uwielbiają doczytywać się na oczach gracza. Co zabawne, o wiele bardziej widoczne jest to podczas klasycznej rozgrywki przed telewizorem, niżeli przygody w goglach VR. Podmiana powierzchni na te w wyższej rozdzielczości aż razi w oczy. Dawno się z czymś takim nie spotkałem.

Będąc przy wadach, nieco rozczarowałem się również muzyką. Ta nie jest tak charakterystyczna jak w pierwszych odsłonach serii lub Resident Evil 4. Stanowi dobre tło, ale poza owe tło nie wykracza. Nie stanowi oddzielnej wartości. Nie broni się sama w sobie. Znacznie lepiej wypada ostrość dźwięku. Na słuchawkach imitujących dźwięk przestrzenny mamy prawdziwą żyletę. Grając na stereo dokonacie aktu barbarzyństwa.

Resident Evil 7 recenzja 287

Resident Evil 7 to obowiązkowy zakup dla każdego fana horroru.

Gra Capcomu w cudowny sposób łączy filary serii z zupełnie nowymi pomysłami. Opowieść jest ciekawa i świeża, a narracja prowadzona w kapitalny sposób. Historia chwyta za serce, gra na emocjach, a do tego nie nudzi i nie jest przewidywalna.

Co się udało

  • Niesamowite otwarcie przygody
  • Wspaniała narracja
  • Powrót klasyki, takiej jak taśmy, zioła oraz skrzynie
  • Walki z bossami
  • Niepowtarzalny klimat pierwszego aktu
  • Zarządzanie ekwipunkiem oraz znajdźki
  • Idealne proporcje między filarami serii oraz nowymi pomysłami
  • Bezkompromisowy tryb VR

Co się nie udało

  • Zbyt małe zróżnicowanie przeciwników
  • Zakończenie generuje więcej pytań niż odpowiedzi
  • Brak dodatkowych trybów
  • Tekstury doczytują się na oczach gracza
  • Przeciętna muzyka
  • Pod koniec zbyt dużo monotonnej walki
  • Gdzie mój co-op?!
  • Przydałby się jeszcze jeden akt wydłużający czas gry

Do tego ten niesamowity klimat! Opuszczony dom na bagnach Luizjany generuje unikalną atmosferę. Każdy obraz, każda skrzypiąca deska i każde nienaoliwione drzwi budują niepowtarzalną otoczkę.

Dawno nie czułem się tak bardzo pochłonięty miejscem i jego historią, co w Resident Evil 7.

Zobacz też: Tak straszy Resident Evil 7 na PS VR

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji