AdTaily w poczuciu spełnienia schodzi ze sceny, ale bannery wcale nie odchodzą do lamusa

Artykuł/Media 04.01.2017
AdTaily w poczuciu spełnienia schodzi ze sceny, ale bannery wcale nie odchodzą do lamusa

AdTaily w poczuciu spełnienia schodzi ze sceny, ale bannery wcale nie odchodzą do lamusa

Jeśli sądzisz, że w dobie adblockerów, reklamy natywnej i instagramowiczów nachalnie eksponujących trampki, sztuka wyświetlania bannerów zanika, to niezawodny znak, że jesteś mugolem. 

Nie martw się – ja też byłem. A potem dostałem list z Hogwartu Sosnowca, w którym pewien brodaty czarodziej pokazał mi wyniki konwersji naszych bannerów na Spider’s Web – któregoś tam telefonu Samsunga i bodajże PlayStation. Szczerze mówiąc nie “sprzedaliśmy” ich z kliknięć w bannery na SW dwa czy pięć razy więcej, niż podejrzewałem. “Sprzedaliśmy” ich sto razy więcej.

A przecież nie chodzi tylko o prymitywne klikanie

I wtedy zrozumiałem, że absolutnie za wcześnie pochowałem ten model reklamowy. Zresztą, konwersja i kliknięcia to jedno. A przecież w telewizji niczego się nie klika, a i tak reklamodawcy walą drzwiami i oknami. Chodzi o ekspozycję, promocję marki. Myślę, że w ten sposób zadziałała na mnie Nokia, która przez lata wyświetlała się na Spider’s Webie w kluczowym elemencie serwisu i choć chyba nawet nigdy nie kliknąłem w ich reklamę, w 2014 roku zaserwowałem sobie właśnie Lumię.

Ostatnio koleżanka prosiła żeby wybrać jej dobry telefon w uczciwej cenie. Poleciłem jeden z modeli Xiaomi i niemalże rozpłakała się, zaniżając niestety standardy dyskusji, że nie chce jakiegoś “paździerzu”. Myślę, że reakcja byłaby zupełnie inna, gdyby Xiaomi wyświetlało się w towarzystwie Roberta Lewandowskiego na wszystkich budynkach w Warszawie, tak jak przez całe kwartały wizerunek budował Huawei, też zupełnie “paździerzowy” jeszcze kilka lat temu.

Dziś dostałem informację o tym, że AdTaily zwija manatki

AdTaily to był dość ciekawy system reklamowy, z którego zdarzyło mi się skorzystać, o czym wspominałem m.in. w notce o Bashu.  W odróżnieniu od AdSense to nie system skupiał się na wyszukiwaniu dla nas atrakcyjnego odbiorcy. Sami mogliśmy zdecydować czy chcemy wyświetlać swój banner na stronie na przykład naszej konkurencji (choć i ta mogła się na to nie zgodzić). To oczywiście dobre rozwiązanie, jeśli komuś zależało na dotarciu do określonej widowni.

O ile dobrze pamiętam, to przez kilka tygodni po moim pierwszym zagoszczeniu w ekipie Spider’s Web (marzec 2012), AdTaily wyświetlał się nawet na Spider’s Webie. Głównie promowały się tam jakieś wydarzenia, konferencje (branży startupowej tłumaczę na zrozumiały dla nich język: eventy), była to chyba zresztą idealna grupa docelowa pod takie przedsięwzięcia. A na blogu Pana o pseodnimie Mediafun wyglądało to tak, akurat tam udało mi się znaleźć dobrze zachowany screen:

mediafun

AdTaily zwija manatki zapewne z kilku powodów. Przede wszystkim trudno jest mi powiedzieć jak platforma rozwijała się w ostatnich latach, ponieważ jej… nie widywałem. Faktem jest, że na takie strony jak JoeMonster czy Legionisci.com raczej nie zaglądam, ale też ekspozycja samych kwadracików nie była przesadnie zauważalna. Trudno się dziwić, internet ewoluował od 2008 roku, rozdzielczości poszły w górę. Kiedy w 2008 roku strona główna serwisu to były kolumny niebieskich linków, dziś przeważnie są to kafelki złożone z grafik. AdTaily stał się niewidoczny.

Ale system ten nie miał już za wielu “poważnych” partnerów – dziś to nie renomowani blogerzy, to głównie witryny poświęcone rozrywce i to z gatunku takich, które cudem przetrwały do 2017 roku – gry flash, żarciki, muzyczka, tapety na telefon. Gdzieś tam pomiędzy wkleiły się strony o piłce nożnej.

AdTaily odegrał swoją symboliczną rolę. Może nigdy nie nazwałbym go godnym rywalem AdSense’a czy sieci reklamowych, ale była to ciekawa alternatywa pozwalająca na dodatkową kontrolę nad swoimi reklamami reklamodawcom i reklamobiorcom. Taki troszkę marketing społecznościowy. Dziś odchodzi, co jest zupełnie zrozumiałe, bo to jednak prywatna firma zatrudniająca ludzi, która nie może sobie – jak Foobar – grać na komputerze Czytelnika Zakiusa do końca Świata i jeden dzień dłużej – ale z poczuciem spełnionej misji. Firma tymczasem dalej będzie się koncentrować na rozwoju Yieldbird z reklamami na miarę końcówki drugiej dekady XXI wieku.

Dołącz do dyskusji