Wspaniałe gry – jak za komuny – ufundowało Sony subskrybentom PlayStation Plus

Felieton/Gry 06.01.2017
Wspaniałe gry – jak za komuny – ufundowało Sony subskrybentom PlayStation Plus

Wspaniałe gry – jak za komuny – ufundowało Sony subskrybentom PlayStation Plus

Styczeń 2017 – wspaniały to był miesiąc w PlayStation Plus i nie zapomnę go nigdy. A czego sobie życzę w nadchodzącym lutym 2017? Tego samego co w styczniu. Konkretniej? Dużo w This War of Mine grałem, dużo grałem w Day of the Tentacle – bo bardzo ją lubię – i dużo umierałem w Titan Souls. 

Gracze krytykują program darmowych gier dla abonentów usługi PlayStation Plus i oczywiście rozumiem z czego to wynika – młody wiek, brak zrozumienia reguł rynkowych, no i ten cały Microsoft. Xbox musi gonić, bo trochę słabo zaczęli przygodę z nową generacją i faktycznie rozdają lepsze gry za darmo – mają ku temu jednak poważne powody.

Tymczasem w PS Plus od miesięcy latają raczej drugoligowe tytuły – a i to sporadycznie, bo przeważnie jest to po prostu suta porcja indie games. Ja Wam powiem, tak zupełnie uczciwie, że nie lubię zwrotu indie games, on mi się kojarzy z jakimiś wynalazkami dla hipsterów i przez długie lata już z powodu samej tej nazwy odstraszały mnie od siebie. Dlatego w moich artykułach, proszę się przyzwyczaić, będziemy o nich pisać per “gry jak za komuny”.

Gry jak za komuny w PlayStation Plus

Styczeń 2017 w PS Plus znowu obrodził wysypem gier “zaledwie” jak za komuny, ale przywróciły mi one radość z posiadania konsoli, jakiej już od kilkunastu miesięcy nie zaznałem. Wcześniej oczarowały mnie rozdawane przez Sony Valiant Hearts czy Dust: An Elysian Tale, stanowiąc swoistą odtrutkę na postępującą falloutczteryzację wydawanych ostatnio gier z górnej półki – niby wszystkie wspaniałe, a grać się, kurcze, nie chce.

W tym miesiącu mamy z kolei combo. This War of Mine: The Little Ones to przede wszystkim polska produkcja, która została bardzo ciepło przyjęta na świecie i teraz wreszcie rozumiem dlaczego. To jest świeże, to jest ożywcze. Ja przewiduję, że tu się lada moment wkradnie jednak pewne znużenie powtarzalnością, ale póki co cały czas zaskakuje mnie jak różne oblicza przyjmuje wojna i jakie prymitywne instynkty we mnie ona wyzwala, kto by pomyślał…

Day of the Tentacle Remastered to próba zmierzenia się na konsoli z moim ulubionym niegdyś gatunkiem gier – przygodówką z kreskówkową grafiką. Przeszedłem je prawie wszystkie, choć akurat tę produkcję LucasArts przed laty tylko liznąłem. Nie mam złudzeń, że tym razem zmierzę się z tym problemem do samego końca.

No i wreszcie trzecia z gier, która przypadła mi do gustu w tym miesiącu. Titan Souls. Takie trochę Dark Souls, ale z bardzo prymitywną grafiką i bez przeciwników pobocznych. Główny bohater zabija tylko bossów, bossowie umierają od jednego ciosu, ale i nasz heros nie jest przesadnie wytrzymały. Dlatego to takie bardziej połączenie gry logicznej z grą zręcznościową, niż wyłącznie wartka akcja. Bardzo mi się to podoba, jak już wymyślę jak pokonać przeciwnika, a potem jeszcze uda mi się ten plan wcielić w życie, to jestem z siebie bardzo dumny.

PS Plus w styczniu 2017 – w to mi graj!

Oczywiście fajnie byłoby, gdyby Sony za darmo rozdawało subsrybentom Uncharted 4. Ale czy bawiłbym się przy nim na tyle dobrze, by w uniesieniu i zapaleniu grami (jak za komuny) pisać osobny artykuł na Spider’s Web? Pewnie nie…

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

*/ ?>
Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
Advertisement