Łatwość dostępu kontra wygoda, czyli coraz częściej odkładam smartfona na bok

Felieton 30.11.2016
Łatwość dostępu kontra wygoda, czyli coraz częściej odkładam smartfona na bok

Łatwość dostępu kontra wygoda, czyli coraz częściej odkładam smartfona na bok

Smartfon zastąpił mi wiele urządzeń. Mam go zawsze pod ręką, dlatego służył do czytania, przeglądania Internetu, a nawet oglądania klipów na YouTubie. Dziś coraz częściej sięgam po takie urządzenie, które najlepiej sprawdzi w danej roli.

Odkąd w 2011 r. kupiłem iPada, przez kilka lat służył mi on do konsumpcji treści. Bardzo go zaniedbałem, gdy zdecydowałem się na smartfon z 6-calowym wyświetlaczem. Jestem klasycznym przykładem użytkownika, który “dobił” tablety, bo przestawił się na phablet.

Jakkolwiek brzmi to karkołomnie, rzadziej sięgałem po iPada, bo smartfon miałem zawsze pod ręką. Łatwość dostępu wygrała z wygodą. Mówiąc wprost, przyzwyczaiłem się do wpatrywania się w niewielki ekran, choć na dłuższą metę nie jest to wcale przyjemne. Gdy w moim domu pojawił się Chromebook, zacząłem zastanawiać się nad tym mechanizmem i wróciłem do większych wyświetlaczy.

Co ma Chromebook do wiatraka?

Miesiąc temu kupiłem w brytyjskim Amazonie Chromebooka. Swoje wrażenia opisałem w osobnym tekście. Komputera używam do kontaktu z wirtualnym światem. Sprawdzam na nim wiadomości, robię zakupy w sklepach, słowem robię to, co na smartfonie nie jest zbyt wygodne. Chromebook służy mi też do pisania poza domem.

Na co dzień pracuję na kilkuletnim laptopie z przyzwoitą konfiguracją. Podłączyłem do niego zewnętrzny, 23-calowy ekran, klawiaturę mechaniczną i myszkę ze średniej półki. Taki zestaw to konieczne minimum, bo moja praca polega głównie na pisaniu.

Na początku nie było mi łatwo, ze względu na klawiaturę. Odkąd kupiłem mechaniczną, czuję dyskomfort podczas wprowadzania tekstu na wszystkim, co nią nie jest. Oczywiście szaleństwem byłoby zabieranie jej ze sobą i podpinanie do Chromebooka. Dość powiedzieć, że waży tylko 100 gramów mniej niż ten przenośny komputer. O wygodzie korzystania z takiego “zestawu” na kolanach nawet nie wspominam. Podział zadań jest więc oczywisty. Gdy potrzebuję mobilności, sięgam po Chromebooka. Gdy mam dostęp do “podstawowego” komputera, piszę na nim.

O ile iPad, nawet z zewnętrzną klawiaturą, nigdy nie zrobił w moim przypadku kariery jako “maszyna do pisania”, Chromebook z przyczyn oczywistych się do tej roli nadaje. Nigdy nie przypuszczałem jednak, że to właśnie ten prosty komputer, którego system jest w istocie przeglądarką sprawi, że rzadziej zacznę sięgać po smartfon.

Po co się męczyć?

Smartfon idealnie sprawdza się, gdy szybko chcemy coś znaleźć w sieci, uzyskać błyskawiczny dostęp do informacji, kupić bilet komunikacji miejskiej czy sprawdzić jej rozkład, zerknąć na Facebooka, dodać zdjęcie na Instagrama, posłuchać muzyki. Innymi słowy, świetnie nadaje się do roli kieszonkowego centrum zarządzania wszechświatem.

Smartfon pozwoli na wiele. Od biedy dałoby się na nim napisać książkę. Technicznie jest to możliwe. Pytanie tylko, dlaczego mielibyśmy to robić na kilkucalowym ekranie? Podobnie jest z czytaniem. Da się. Gdy podróżuję na dłuższych trasach widzę czasem ludzi, którzy na 5 calach oglądają mecze piłki nożnej. Da się.

Od jakiegoś czasu zacząłem się wyłamywać i na powrót cenić urządzenia z wąską specjalizacją. Książki czytam na czytniku, bo na własnej skórze przekonałem się, jak cierpi wzrok, gdy przez dłuższy czas gapimy się na mały wyświetlacz ciekłokrystaliczny. Na tej samej zasadzie filmy wolę oglądać na dużym ekranie, a pograć na konsoli.

Zakup Chromebooka nie sprawił,że wszystkie czynności zacząłem wykonywać na nim. Wręcz przeciwnie, uświadomił mi, że nie warto się męczyć i lepiej wybrać to urządzenie, które najlepiej sprawdzi się do wykonania danego zadania. Niby truizm, ale wcześniej w dziewięciu przypadkach na dziesięć sięgałem po smartfon. Dziś częściej myślę o ergonomii, czy po prostu wygodzie.

Ten kij ma oczywiście dwa końce. Nie mam bowiem zamiaru targać ze sobą całego plecaka z pierdyliardem gadżetów. Tak jak nie zastąpię smartfona odtwarzaczem mp3. Niczego bym nie zyskał.

Zobacz: Dlaczego warto kupić Chromebooka?

Dołącz do dyskusji