Gdybym mógł wybrać dowolny samochód Mercedesa to… nie zgadniecie, co bym wybrał

Gdybym mógł wybrać dowolny samochód Mercedesa to… nie zgadniecie, co bym wybrał

Gdybym mógł wybrać dowolny samochód Mercedesa to… nie zgadniecie, co bym wybrał

Nie, nie byłby to niesamowity AMG GT S. Nie byłoby to fascynujące E63. Nie byłby to nawet hiperluksusowy Mercedes-Maybach. To byłaby… hybryda!

Tak, hybryda, dobrze przeczytaliście. Piszę całkowicie na poważnie. Ale oczywiście w niezwykłym opakowaniu – opakowaniu Mercedesa klasy S, w wersji – oczywiście – przedłużonej.

Gdybym mógł wybrać dowolny samochód z gigantycznej oferty Mercedesa, mój wybór padłby na model S500 e L. Nie klasyczne S500, nie urywające głowę S65, nie przecudowne S600 z dwunastoma cylindrami pod maską.

„Hybryda w klasie S? Bez sensu, przecież ich właściciele nie liczą pieniędzy na paliwo!”

Wbrew pozorom wielu z nich liczy, a jeśli nawet nie liczą pieniędzy wydanych na paliwo, to znaczenie ma dla nich zasięg. Czyli to, jak często muszą wysiadać ze swojej klasy S, wykonywać cały taniec przy dystrybutorze i kasie, a następnie wracać do przerwanej podróży.

Ale nie o to tym razem chodzi.

W przypadku S500 e L nie oszczędność ma tu największe znaczenie.

Tym, co absolutnie przemawia do mnie w tej hybrydowej wersji klasy S są…

Niebieskie zaciski hamulcowe!

mercedes-s500-e

A teraz na poważnie, chociaż mój redakcyjny kolega, Łukasz Kotkowski, na pewno się ze mną nie zgodzi. Łukasz jest bowiem wielkim fanem klasycznych hybryd, gdzie silnik elektryczny wyposażony w niezbyt wielki (a więc i łatwy do naładowania w trakcie jazdy) akumulator wspomaga pracę silnika benzynowego. Zalety takiego rozwiązania? Nie trzeba go specjalnie ładować z gniazdka, a spalanie – przy umiejętnej jeździe – jest wręcz śmiesznie niskie.

Wady? W takiej hybrydzie nie doświadczymy nawet namiastki prawdziwej elektrycznej jazdy. Zasięg na samym prądzie? Minimalny. Z pomocą silnika elektrycznego najwyżej pokręcimy się po parkingu.

Co innego w hybrydzie plug-in, a tym właśnie jest Mercedes S500 e L.

Tak, zasadniczo trzeba pamiętać o tym, żeby codziennie ładować go z gniazdka, jeśli w pełni chcemy korzystać z jego możliwości. Ale w zamian za to, ech, wygląda to bajecznie.

S500 PLUG-IN HYBRID, Kopenhagen 2014

Nie, nie będę pisał o tym, że można jeździć na krótkie dystanse za darmo (pomijając cenę prądu). Ani o tym, że w niektórych krajach za takiego elektryka otrzymalibyśmy ulgi podatkowe i pozwolenie na wjazd do niektórych części miast. O co innego mi chodzi i co innego mnie kusi.

Jeden samochód, dwa oblicza.

Nie ma w tym górnolotnym nagłówku ani odrobiny nieprawdy. Kiedy bowiem planujemy wyjechać na miasto, albo mamy do pokonania około 30–35 km (przypomnę – ogromną, super-luksusową limuzyną), do dyspozycji mamy… samochód elektryczny.

I to z właściwie wszystkimi zaletami samochodu elektrycznego – błyskawiczną reakcją na gaz, absolutnie cichą pracą (jakby klasa S mogła być jeszcze cichsza!), a do tego bez jakichkolwiek, nawet najdrobniejszych wibracji wynikających z pracy silnika. Przyznajcie, czy jest coś bardziej pasującego do klasy S i tego, z czym kojarzy się ten samochód? Wątpię.

Samochody elektryczne mają jednak jedną sporą wadę – zasięg. I to zasięg rozumiany nie tylko przez pryzmat kilometrów, które można pokonać bez ponownego ładowania, ale i wszystkie dodatkowe utrudnienia – brak rozbudowanej sieci ładowarek i czas potrzebny do napełnienia akumulatorów. Stanie przy ładowarce przez 2 godziny nie pasuje do klasy S.

Mercedes-Benz S 500 PLUG-IN HYBRID, Interieur ; Mercedes-Benz S 500 PLUG-IN HYBRID, interior;

Tu z kolei do akcji wkracza drugi z silników w S500 e L. Nie widlasta V8, jak w zwykłej S500, ale jednostka sześciocylindrowa, generująca uczciwe 333 KM. Mocy na pewno nie zabraknie, a gdy paliwo zacznie nam się kończyć, uzupełnimy niedobory na pierwszej lepszej stacji, jakich tysiące są przy drogach.

A kiedy trzeba, oba te samochody stają się jednym.

Jeśli tego potrzebujemy, nie musimy na siłę rozdzielać tych dwóch samochodów i dwóch silników.

Silnik elektryczny może wspierać silnik spalinowy np. przy gwałtowniejszym przyspieszaniu. Silnik spalinowy może natomiast służyć do ładowania litowo-jonowego akumulatora, jeśli akurat nie zrobiliśmy tego wcześniej w domu lub w pracy. Nie będzie to wprawdzie aż tak oszczędne, jak zwykła hybryda, ale cóż – każde rozwiązanie ma swoje wady i zalety. I hybrydzie plug-in dużo bliżej do samochodu elektrycznego, choć… z pominięciem jego największych wad.

Mercedes s500 e l to mój ulubieniec z oferty.

Nie wspominając już nawet o tym, że po faceliftingu wersja S500 e będzie pierwszym na świecie samochodem, który można ładować bezprzewodowo! Wystarczy będzie wjechać nad specjalną płytę, aby rozpoczęło się uzupełnianie energii w akumulatorze.

A jeśli nie każdy chciałby klasę S? Albo nie każdy lubi hybrydy plug-in?

Jak najbardziej zrozumiałe i… jak najbardziej nie jest to żaden problem, nawet jeśli chcemy (a powinniśmy chcieć, mówię to z własnego doświadczenia) zostać w obrębie oferty Mercedesa.

W obrębie samej klasy S do dyspozycji mamy aż sześć samochodów z napędem hybrydowym. Nawet jeśli odliczymy od tego wersje przedłużone, zostają nam do wyboru trzy opcje – wspomniane już S500 e (hybryda plug-in), S400 h (klasyczna hybryda z benzynowym V6) oraz S300 h (klasyczna hybryda z dieslem R4).

Nie lubimy limuzyn, ale lubimy Mercedesa i wielkie SUV-y? Proszę bardzo – w ofercie jest hybrydowy GLE 500 e z napędem na obie osie (silnik benzynowy V6, 333 KM).

GLE za duży? W ofercie czeka hybrydowy GCL 350 e z benzynowym R4 (211 KM).

Moda na SUV-y nie bardzo nam odpowiada, a klasa S jest dla nas zbyt wielka? W kolejce do naszego garażu stoi już świetna klasa E w wersji 350 e albo jeszcze odrobinę mniejsza klasa C 350 e.

mercedes-benz-e220-2

I o niemal każdym z tych samochodów można napisać dokładnie to samo, co napisałem o klasie S – to dwa samochody w jednym, łączące najlepsze cechy pojazdów z silnikami spalinowymi, z tymi napędzanymi silnikami elektrycznymi.

A wybór tego, którym z nich chcemy aktualnie jeździć, zależy tylko od nas. Zresztą wybór Mercedesa z napędem hybrydowym będzie z każdym rokiem coraz większy i ciekawszy – wystarczy tylko sprawdzić, jak w ostatnich latach zmieniła się w tej kwestii oferta firmy, żeby zobaczyć, że to nie są modele na pokaz i żeby mieć coś w ofercie.

Je naprawdę chciałoby się mieć i są powody, żeby pójść do salonu i zamówić właśnie je.

Dołącz do dyskusji