Kup pan przyspieszacz, czyli jak żeruje się na technicznej niewiedzy

Kup pan przyspieszacz, czyli jak żeruje się na technicznej niewiedzy

Kup pan przyspieszacz, czyli jak żeruje się na technicznej niewiedzy

Gdy moja babcia zakładała sobie dostęp do Internetu, sprzedano jej kompletnie niepotrzebną i chyba w sumie nieistniejącą „ochronę Wi-Fi”. Pobierano za to comiesięczną, kilkuzłotową opłatę. Na szczęście udało mi się z tego telefonicznie zrezygnować. Różnic nie stwierdziliśmy.

To tylko wierzchołek góry lodowej i jeden z licznych przykładów żerowania na niewiedzy technicznej klientów. Spójrzmy na przykład na rynek aplikacji na Androida. Aż roi się w nim od rozmaitych przyspieszaczy, programów do czyszczenia cache, „zabezpieczenia” telefonów i antywirusów.

Sprzedają one zazwyczaj niewiele więcej od placebo. Oferują podstawowe zarządzanie zadaniami lub pamięcią, równocześnie pokazując ogromną liczbę powiadomień i reklam. Niektóre z nich mogą faktycznie być użyteczne, ale znacząca większość takich narzędzi dla Androida nie robi praktycznie nic.

screenshot-2016-11-22-at-22-47-33

Odrębną kategorią takich aplikacji są narzędzia obiecujące zarządzanie baterią lub jej oszczędzanie. Najczęściej jedyne co robią, to kasują plik ze statystyką baterii, nazywając to „kalibrowaniem baterii”. Oczywiście robi się to zazwyczaj ogromnym zielonym przyciskiem, a naszym oczom ukazuje się animacja pokazująca jak dużo baterii „odzyskaliśmy”.

Ostoję bezpieczeństwa komputerów z Windows, czyli programy antywirusowe, również spotkało ostatnimi czasy coś złego.

W pakiecie z programem antywirusowym próbuje nam się wcisnąć zazwyczaj coś, co ma również „przyspieszacz” dla komputera, program do rzekomego zabezpieczania przeglądarki i mnóstwo różnych innych funkcji, wszystkie ubrane w krzykliwy, kolorowy interfejs. Często najtrudniej w tym wszystkim jest znaleźć właściwą funkcję skanowania antywirusowego. Prędzej znajdziemy np. funkcję znajdowania duplikatów zdjęć.

Każdy orze jak może i stara się na mniej zaawansowanych użytkownikach zarobić. Jak donosi ArsTechnica, sieć sklepów Office Depot w USA oferowała usługę usuwania złośliwego oprogramowania z komputerów PC. Ich program, o nazwie PC Health Check, pokazywał zawsze wynik pozytywny: znaleziono problemy w twoim komputerze – następnie oferował usługę czyszczenia komputera – za 180 dol.

Dziennikarz stacji Kiro TV News zaniósł do Office Depot nowy komputer, bez żadnego zainstalowanego oprogramowania i uzyskał ten sam wynik, i oczywiście propozycję płatnej usługi czyszczącej.

Jak uchronić się przed takimi oszustwami? Przede wszystkim musimy pamiętać o prostych zasadach:

  1. Nie instalujemy programów, które obiecują nam coś, co jest zbyt piękne, aby było prawdziwe. Od uruchomionego programu nie przyspieszy nam komputer ani nie przybędzie pamięci w telefonie.
  2. Nie instalujemy programów, których nie chcieliśmy. Jeśli proces instalacji danej aplikacji zaczął się od okienka pop-up lub reklamy, to znaczy, że program ten jest nam wmuszany.
  3. Uważajmy na sprzedaż wiązaną i instalację wiązaną. W dzisiejszych czasach warto czytać każdy krok instalacji aplikacji – bardzo często zdarza się, że wraz z ciekawą aplikacją dostajemy „w prezencie” toolbar do przeglądarki.
  4. Systemy mobilne typu iOS czy Android to systemy zamknięte i tak naprawdę nie potrzebują programów antywirusowych. Uważajmy jednak na to, co na nich instalujemy, bo przechowujemy na nich nasze osobiste dane, pliki i zdjęcia.
  5. Nie dajmy się zastraszyć! Reklamy przypominające elementy interfejsu systemu operacyjnego mówiące „twój komputer działa wolno – kliknij tu, aby go przyspieszyć” to wciąż jedynie reklamy.
  6. Uważaj na złodzieja w przebraniu! Aplikacja obiecuje fajne dzwonki do telefonu lub tapety, a równocześnie próbuje uzyskać pozwolenie na dostęp do kontaktów – mi w takiej sytuacji zapala się w głowie czerwona lampka!

Stosując się do tych kilku prostych zasad wielokrotnie ograniczymy wpływy tych, którzy próbują nami manipulować dla własnego zysku.

Dołącz do dyskusji

Advertisement