Co łączy Erica Schmidta i Hillary Clinton? Scenariusz rodem z “House of Cards”

Artykuł/Technologie 02.11.2016
Co łączy Erica Schmidta i Hillary Clinton? Scenariusz rodem z “House of Cards”

Co łączy Erica Schmidta i Hillary Clinton? Scenariusz rodem z “House of Cards”

Eric Schmidt z Google 2,5 roku temu wysłał do współpracowników Hillary Clinton e-maila ze swoimi przemyśleniami na temat kampanii wyborczej. Wśród celów widział stworzenie bazy danych, w której zbierane byłyby informacje na temat wyborców.

15 kwietnia 2014 r., czyli zanim powstała spółka Alphabet, Eric Schmidt z Google wysłał do Cheryl Mills, bliskiej współpracowniczki Hillary Clinton maila, w którym, jak napisał, “zebrał swoje myśli dotyczące pomysłów na kampanię”Korespondencję ujawnił serwis WikiLeaks. “Znajduje się tu kilka komentarzy i obserwacji bazujących na tym, co widzieliśmy w 2012 r.” – tłumaczył.

Dyrektor wykonawczy Google założył w swojej korespondencji budżet kampanii na poziomie 1,5 miliarda dolarów i zatrudnienie ponad 5 tys. pracowników. Dalej rozważał potencjalne lokalizacje dla kwatery głównej sztabu wyborczego. Ta nie mogła być przypadkowa z prostego powodu:

“Kluczem jest duża populacja utalentowanych ludzi, którzy umrą, by pracować z tobą”.

Pojawiają się również techniczne szczegóły dotyczące sprzętu, którego mieliby używać pracownicy:

“Komputery będą w chmurze, najprawdopodobniej w ramach Amazon Web Services. Wszystkie potrzeby kampanii to przenośne komputery, tablety, smartfony i terminale kart płatniczych”.

Do tej pory nic nadzwyczajnego, prawda? W mailu jest jednak punkt zatytułowany “Wyborca”, który zwiększa znaczenie korespondencji Schmidta z Mills. Prominentny menadżer Google napisał w nim, że w 2016 r. smartfony będą wykorzystywane do “identyfikacji, poznania i aktualizacji profilu wyborcy”. W wizji Schmidta wolontariusze ze sztabu wyborczego mieli otrzymać łatwy dostęp do wyborcy poprzez pocztę elektroniczną, wideo i inne nowoczesne kanały komunikacji. Najważniejsze jest jednak pierwsze zdanie tego akapitu e-maila, które warto zacytować w całości.

“Kluczowe jest stworzenie pojedynczego rekordu na wyborcę, który agreguje wszystko, co o nim wiadomo”.

O czym pisze Schmidt? O bazie danych, która umożliwi ewidencjonowanie wyborców. Dane miałyby być aktualizowane w czasie rzeczywistym. Podniósł również w dalszej części wiadomości konieczność stworzenia narzędzi pozwalających mierzyć wpływ w mediach, sieciach społecznościowych i innych kanałach kontaktu z wyborcami. Badana miałaby być też szybkość rozprzestrzeniania się plotek czy viralowych “stories”. Interesujący jest akcent, jaki Schmidt kładzie na sondaże. Wśród celów wymienia znalezienie sposobu na przepytywanie respondentów online, a nie telefonicznie.

Każdy wyborca, który znalazłby się w bazie danych, podlegałby punktacji określającej prawdopodobieństwo oddania “właściwego” głosu.

Co łączy Erica Schmidta i Hillary Clinton? Scenariusz podobny do tego z "House of Cards"
Eric Schmidt poparł Hillary Clinton.

Analizowane miały być dane demograficzne, czynniki społeczne. Celem byłoby dopasowanie cyfrowego profilu do prawdziwego wyborcy.

Schmidt wyznacza w całym procesie zdobywania informacji ważną rolę dla smartfonów. Miały one pomagać w aktualizacji bazy danych, informowaniu obywateli, zbieraniu funduszy na kampanię i rekrutacji wolontariuszy.

Fanom serialu “House of Cards” relacja Schmidta ze sztabem Clinton skojarzy się zapewne z kontaktami Willa Conwaya, kontrkandydata Franka Underwooda, z szefem internetowej spółki Pollyhop. W ostatnim sezonie pojawił się bardzo podobny wątek. Dotyczył on między innymi manipulacji wynikami wyszukiwania i analizy pozyskanych od internautów danych. Przy czym dodać trzeba, że nie jest to w zasadzie nic odkrywczego, bo dane zbierane przez gigantów internetowych muszą być łakomym kąskiem dla polityków.

Eric Schmidt oficjalnie poparł Hillary Clinton w połowie roku. Jego nieoficjalne zaangażowanie w kampanię sięga jednak kilku lat wstecz i nie dotyczy wyłącznie doradztwa, ale również bardziej przyziemnych spraw, jak choćby wypożyczenie samolotu. Schmidt nie jest jedynym wpływowym reprezentantem biznesu, który opowiedział się po stronie kandydatki demokratów. Od innych różni się jednak potężnymi możliwościami wpływu na potencjalnych wyborców.

Dołącz do dyskusji