Maszynki do golenia z Gwiezdnymi wojnami łączy więcej, niż myślisz

Relacja/Sprzęt 03.11.2016
Maszynki do golenia z Gwiezdnymi wojnami łączy więcej, niż myślisz

Maszynki do golenia z Gwiezdnymi wojnami łączy więcej, niż myślisz

W minionym tygodniu udałem się aż do Londynu, by odwiedzić Pinewood Studios. To dość niecodzienne miejsce na promocję nowej linii maszynek do golenia, ale Gillette wykorzystało markę Gwiezdnych wojen, by opowiedzieć swoją historię.

Gillette i Disney z Lucasfilm rozpoczęły współpracę w ramach wzajemnej promocji premiery filmu Rogue One, który trafi w Polsce do kin pod nieco pokracznym pełnym tytułem “Łotr Jeden. Gwiezdne wojny – historie”. Z tej okazji udałem się aż do Londynu, gdzie producent maszynek do golenia chwalił się nie tylko nowymi produktami, ale przede wszystkim rozwijanymi przez siebie technologiami – a to wszystko w gwiezdnowojennej oprawie.

Impreza rozpoczęła się w czwartek wieczorem w Pinewood Studios – to właśnie tam powstają nowe Gwiezdne wojny i to tam Gillette prezentowało swoją nową kampanię: every face have a story.

Gillette Rogue One Star Wars

Zdjęcie budynku Pinewood Studio mogłem wykonać tylko z oddali, bo na miejscu po przejściu bramy powitał nas bezwzględny zakaz fotografowania czegokolwiek poza wyznaczonym do tego pomieszczeniem.

Gillette Rogue One Star Wars

Dopiero po udaniu się do samego serca Pinewood Studios rozwiązano nas i mogliśmy zdjąć opaski z oczu, by przywitać się ze szturmowcami w czarnych pancerzach.

Gillette Rogue One Star Wars

Na miejscu pojawiła się nawet główna bohaterka nadchodzącego filmu i jej adwersarz. Disney zadbał o to, by nikt tego nie przegapił i koło manekinów pojawiły się stosowne tabliczki z podpisami.

To nie były oczywiście jedyne kostiumy, a gdy tylko zacząłem się przebierać w wystawione ciuchy, ochrona zaoferowała eskortowanie mnie na zewnątrz budynku – to dopiero mili ludzie, chcieli bym poczuł się jak gwiazda!

gillette-rogue-one-36

Przebrać się nie zdążyłem, bo prezentacja strojów bohaterów Rogue One okazała się tylko jedną z atrakcji. Pudełka z logo Star Wars, które mi pokazano, przykuły uwagę. To były w końcu gwiazdy wieczoru. Opakowania skrywały… maszynki do golenia.

Gillette i Rogue One Star Wars

Grudniowa premiera filmu zbiegnie się z wejściem do sklepów tychże maszynek.

Dla wielu kobiet na świecie okażą się one strzałem w dziesiątkę, gdy zaczną myśleć o prezencie na Gwiazdkę dla swoich facetów – takie pudło łączy idealnie pożyteczne z przyjemnym. Za umieszczeniem wizerunków postaci na pudełkach z maszynkami stoi oczywiście głębsza filozofia.

Opowiadał nam o niej sam wiceprezes Gillette: John Mang.

Gillette i Rogue One Star Wars

Obejrzeliśmy wspólnie zwiastun Rogue One (niestety nie sam film, bo ten jeszcze powstaje) oraz nową reklamę Gillette inspirowaną Gwiezdnymi wojnami. Tę drugą możecie zobaczyc poniżej. Fajna!

Udało mi się zamienić z nim kilka słów już po prezentacji i zgodziliśmy się, że ta premiera to nieco zmarnowana szansa dla firmy – aż prosiło się, żeby na scenie ogolić Chewbaccę!

VP Gillette moim komentarzem o Chewbacce się nie zraził i jest przekonany, że ich kampania i tak świetnie zagra. Założenie jest takie, że każda ludzka twarz – czy to z zarostem, czy bez – “opowiada swoją historię”. W reklamie pokazuje to scena przygotowania się żołnierza do walki na polu bitwy. To alegoria codziennej toalety każdego mężczyzny, który przed lustrem szykuje się z myślą o zmaganiach czekających w pracy i w domu.

Czyli tak naprawdę do walki z codziennymi obowiązkami.

Gillette i Rogue One Star Wars

Hasło jest trafne i chwytliwe, no ale to tyle marketingu.

Gillette na spotkanie dla mediow przygotowało coś znacznie lepszego, niż nowe reklamowe frazesy – jakkolwiek trafne one by nie były, to nie one były mięskiem na wyjeździe, a clou programu to spotkania z zaproszonymi gośćmi. Jednym z nich był Neal Scanlan.

Oderwaliśmy go bezpośrednio od pracy nad Rogue One (dosłownie z pomieszczenia obok!).

gillette-rogue-one-49

Neal Scanlan to zdobywca Oskara i jeden z twórców Gwiezdnych wojen odpowiedzialny m.in. za BB-8 z Przebudzenia Mocy.

Podczas krótkiej sesji z dziennikarzami opowiadał o swojej pracy. Mówił o tym, jak ważne jest to, by robiąc film być blisko bohaterów i zwracać uwagę na detale, a nie tylko efekty specjalne. Kosmici, których tworzy, nie mogą istnieć w próżni – muszą być częścią całego fikcyjnego świata, który powstał w kolektywnej świadomości twórców obrazu.

“Mam teorię, że tak naprawdę niezależnie od tego, jak świetne jest CGI – to co powiem będzie trochę kontrowersyjne – to jednak chcemy wierzyć, że to, co widzimy na ekranie, jest prawdziwe. Widząc nawet perfekcyjne CGI podświadomie czujemy, że coś tu jest nie tak – gdy jednak widzimy prawdziwe makiety, to coś w środku nas wie, że to co oglądamy jest rzeczywiste (…) to świetne, że jesteśmy teraz w momencie, w którym można szukać złotego środka podczas kręcenia filmów, łącząc światy cyfrowe i namacalne.”

Klasyczne efekty specjalne pozwalają twórcom zostać na ziemi i nie zgubić ducha pierwszych Gwiezdnych wojen, które powstały bez użycia CGI – stąd zresztą ta prezentacja pieczołowicie przygotowanych kostiumów.

Gillette i Rogue One Star Wars

Jak w rozmowie podkreślił Neal Scanlan, porzucając ten sposób kręcenia można byłoby zrobić świetny film, ale nie byłyby to świetne Gwiezdne wojny.

Świadoma rezygnacja z CGI to duże wyzwanie dla twórców, których może pociągać Ciemna Strona Mocy – szybsza i łatwiejsza ścieżka cyfrowych efektów specjalnych. Dla twórców Rogue One ważne jest jednak, by tego ducha Gwiezdnych wojen nie zgubić. Czy to się udało – dowiemy się w grudniu, bo wtedy będzie miał premierę nowy film.

Strasznie żałuję, że przedstawiciel Lucasfilmu nie mógł poświęcić nam więcej czasu i po krótkiej rozmowie wrócił do pracy, ale na szczęście na miejscu było jeszcze sporo innych osób, z którymi mogłem porozmawiać – i to nie tylko na temat marki Gillette.

Na początek trafiłem do jednego ze stanowisk stylizowanych na kajutę futurystycznego statku. Takich pomieszczeń przygotowano cztery, a każde z nich poświęcono innemu zagadnieniu.

Gillette i Rogue One Star Wars

W jednym z pomieszczeń urzędowała dr Kristina Vanoosthuyze.

Opowiadała z pasją wszystkim chętnym o historii produktów Gillette, prezentując kilkanaście różnych maszynek do golenia, z których każda została podpisana datą wprowadzenia do oferty. Historia firmy sięga ubiegłego wieku, ale to ostatnie kilkanaście lat przyniosło najwięcej innowacji.

Porównanie ze sobą kolejnych maszynek robi wrażenie.

Gillette i Rogue One Star Wars

Do prezentacji masznek wykorzystano nawet smartfon korzystający z technologii rozszerzonej rzeczywistości, gdzie specjalna aplikacji po skierowaniu obiektywu na folder reklamowy pokazywała trójwymiarową prezentację.

Gillette i Rogue One Star Wars

Dowiedziałem się też, czym różnią się kolejne generacje maszynek Gillette.

Było to pouczające – prywatnie zatrzymałem się na modelu Mach 3. Kolejne wersje jak się okazuje poruszają się w wielu płaszczyznach, w pewnym momencie dodano siódme ostrze do podgalania, a tegoroczny Fusion ProShield to już w ogóle crème de la crème maszynek ze względu na to, że samodzielnie rozprowadza podczas golenia żel.

Wow.

gillette-rogue-one-79

Można byłoby pomyśleć, że w golarkach produkowanych od lat trudno wymyśleć coś nowego.

Moja rozmówczyni na taką sugestię zaśmiała się tylko i pokazując palcem na produkty sprzed dekady wspominała, że słyszała przy ich premierze podobne opinie. Wykorzystałem to, by zadać pytanie dotyczące przyszłości maszynek do golenia i szansy na łączenie produktów Gillette… z aplikacją na smartfony, która np. analizowałaby to jak się golimy, dawała wskazówki co możemy poprawić itp.

Pytanie przyszło mi do głowy po tym, jak użyłem urządzenia badającego siłę nacisku maszynki na twarz.

gillette-rogue-one-69

Dr Kristina Vanoosthuyze po pytaniu o inteligentne maszynki na chwilę się zawiesiła.

Skwitowała moje pytanie krótkim komentarzem, że “nie może nic na ten temat mówić”. Potwierdza tym samym moje przypuszczenia i krążące w kuluarach plotki, że Gillette faktycznie nad czymś takim pracuje. O to samo pytałem zresztą wiceprezesa firmy – ale on z kolei pytanie zbył żartując, że to świetny pomysł i sugestią, byśmy wysłali do nich CV…

Ewidentnie coś jest na rzeczy, ale za wcześnie, by Gillette odsłoniło karty.

gillette-rogue-one-75

Mam nadzieję, że firma nie będzie nas trzymać zbyt długo w niepewności.

Chociaż nie udało się dowiedzieć nic więcej na temat inteligentnych maszynek Gillette, to cieszę się, że na miejscu mogłem posłuchać światowej klasy eksperta w kwestii golenia. Dowiedziałem się, jak działa stabilizacja ostrza, a dr Kristina wytłumaczyła, dlaczego potrzebne jest tyle ostrzy w maszynce. W ogóle to, jakie mają trudności producenci maszynek doprowadza do bólu głowy.

Posłuchałem o nich oglądając zdjęcia pokazujące nierówną skórę twarzy w ogromnym powiększeniu.

Gillette i Rogue One Star Wars

Nie zabrakło też gadżetu w postaci przenośnego mikroskopu, aczkolwiek obawiałem się nieco przykładać go do twarzy – a co jesli to miecz świetlny…?

Gillette i Rogue One Star Wars

Na szczęście nie była to broń Jedi, w przeciwnym razie relacji z tego wyjazdu nie byłbym w stanie przygotować. Moją odwagę nagrodzono możliwością przyjrzenia się z bliska włosom swojej brody.

Gillette i Rogue One Star Wars

Moja broda została chwilę później jednak brutalnie zaatakowana. W kolejnym pomieszczeniu znalazł się bowiem… mały gabinet fryzjerski, w którym pojawił się Carmelo Guastella – nazywany fryzjerem gwiazd.

Gillette i Rogue One Star Wars

Carmelo od razu posadził mnie fotelu. Zamknąwszy oczy czekałem cierpliwie aż skończy machać koło mojej twarzy nożyczkami. Jaki był efekt jego starań, by moja twarz opowiadała lepiej historię, możecie zobaczyć poniżej.

O tym, że twarz mówi dużo o człowieku, mogłem przekonać się chwilę później.

Gillette zaprosiło na spotkanie z profilerem, któremu było niebezpiecznie blisko do Mentalisty z popularnego serialu. Alan Stevens z Australii zawodowo zajmuje się odczytywaniem informacji o ludziach po rzuceniu okiem na ich twarz. Tak, tak, też z początku podchodziłem do tego spotkania sceptycznie.

Oczywiście analizowanie mnie zaczął zaraz po tym, jak się przywitaliśmy.

Gillette i Rogue One Star Wars

Byłem w szoku, że praktycznie cały opis mojej osoby… zgadzał się ze stanem faktycznym.

Nie były to w dodatku pierdoły rodem z horoskopu, a Alan dobrze wydedukował konkretne cechy mojego charakteru. Byłem niezmiernie zaskoczony trafnością jego predykcji. Nie omieszkałem też spytać, czy jego pracę mogą w przyszłości przejąć komputery – ale twierdzi, że to nie jest realne. Nie chodzi nawet o to, że boi się stracić pracę, bo sam już teraz tworzy dwie aplikacje pomocne przy analizie twarzy – ale podkreśla, że człowiek ocenia twarz w ruchu, a nie tylko statyczne zdjęcie.

Komputery jak na razie nie są w stanie ocenić tego tak jak człowiek wykorzystujący wiedzę i intuicję.

Gillette i Rogue One Star Wars

Dowiedziałem się sporo o profilowaniu.

Okazuje się, że człowiek ma kilkadziesiąt charakterystycznych punktów na twarzy, które mogą inaczej wyglądać, co daje gazyliony kombinacji. Po zakończeniu rozmowy z Alanem poszedłem sobie zrobić jeszcze pamiątkowe zdjęcie – i to nie byle jakie, bo przestrzenne.

6 obiektywów umieszczonych dookoła mojej twarzy wykonało jednocześnie fotografię, a po chwili stojący obok komputer przerobił te sześć zdjęć na jeden model twarzy w 3D.

Gillette i Rogue One Star Wars

Szybko okazało się, że komputery ciągle mają problemy z brodaczami.

Już podczas testów kamerki Intel RealSense miałem ogromny problem, by przekonać komputer, że ja naprawdę się uśmiecham. Tym razem moja broda w ogóle została zignorowana przez komputer przetwarzający obraz, a w jej miejscu ziała wyłącznie ogromna dziura.

Trochę creepy.

Gillette i Rogue One Star Wars

Na obronę sprzętu prezentowanego przez Gillette można dodać jednak to, że nie wykorzystuje się jej w prawdziwym życiu by robić zdjęcia brodaczom.

Osoby, które fotografuje ta maszyna, by badać ich skórę, są już wcześniej ogolone. Dzięki temu można wyświetlić powierzchnię twarzy po zrobieniu takiego przestrzennego zdjęcia z wykorzystaniem różnych dziwnych filtrów…

…moja broda ten skan niestety popsuła.

Dołącz do dyskusji