Czy Facebook powoli… ubija Facebooka?

Felieton/Social media 23.11.2016
Czy Facebook powoli… ubija Facebooka?

Czy Facebook powoli… ubija Facebooka?

Czy Facebook od jakiegoś czasu ubija Facebooka? Oczywiście znajmy proporcje tej “kontrowersyjnej” wypowiedzi. Nie tak definitywnie, na śmierć. Ale zabijając powoli serwis, który znaliśmy? 

Gdyby tak spojrzeć do tyłu na 5 ostatnich lat Facebooka… Już nawet nie mówię o 10, bo to by był cios poniżej pasa, gdyż na przestrzeni ostatniej dekady każdy serwis przeszedł długą drogę, choć mało który dokonał aż tak radykalnej ewolucji, jak ten Zuckerberga. Google nadal szuka, YouTube dalej wyświetla filmy, XXX [tu wstaw nazwę dowolnego serwisu informacyjnego] wciąż kłamie i co najwyżej usprawniali się graficznie i technicznie. Facebook w 2006 roku to był serwis do wypełniania quizów, dodawania znajomych i ustawiania kto z kim już nie jest w związku. 12 milionów użytkowników.

fb7

Ale taki Facebook A. D. 2011 to już całkiem poważny serwis społecznościowy, w przededniu swojego miliarda zarejestrowanych wyznawców. To był, już śmiało można powiedzieć, Facebook jakiego znamy i dziś – ze znajomymi hurtem wrzucającymi zdjęcia z wakacji, podziałem na grupy, Messengerem i tętniącymi życie fanpage’ami. A nawet bardziej.

Zmienia się bardzo dużo i może nawet ta ewolucja nie wzbudziłaby przesadnego zainteresowania z mojej strony, gdyby nie fakt, że zmiany te przyjmują często postać fundamentalną, sprzeciwiając się temu, czym serwis nas do siebie przyciągnął. Jest jeszcze jedna ciekawa rzecz – te mikrorewolucje dokonywane są jakby za naszymi plecami, nie zauważamy ich na co dzień.

Facebook 2016 w niewielkim tylko stopniu przywodzi jeszcze na myśl Facebooka, który miał być naszą internetową wizytówką w sieci.

O nie, nie. Pamiętacie jak jeszcze kilkanaście miesięcy temu odświeżone timeline’y stawiały na mocną integrację z filmami, muzyką, Spotify, etc., wspólnymi grupami czy wydarzeniami, w których ktoś bierze udział? Nie ma po tym śladu; kiedy zaglądam na swój profil widzę, że sprowadzono to wszystko do trzech na krzyż informacji o wykształceniu, miejscu zamieszkania, wyświetleniu listy (wspólnych lub nie) znajomych oraz galerii zdjęć wedle nie do końca zrozumiałego klucza. Tak niezrozumiałego, że pomimo wgrania ich na Facebooka – przez lata – powyżej setki, propozycja zawiera tylko jedno z nich.

facebook_profile

Nie ma już “wizytówki” na Facebooku, nie istnieje ani jeden dobry powód, żeby przeglądać profil jakiejś osoby z naszego kręgu towarzyskiego drogą inną, niż za sprawą aktualności widocznych na naszym głównym wallu. Pytanie brzmi – czy taki powód kiedykolwiek istniał i czy wprowadzane zmiany nie są po prostu konsekwencją naturalnego braku zainteresowania ze strony użytkowników? To też jest bardzo możliwe.

Żeby sprawdzić, jakie strony mam wśród polubionych, muszę przekopywać się gdzieś o wiele głębiej, niż miało to miejsce jeszcze kilkanaście miesięcy temu. Jakby… jakby taki nadmiar informacji o mnie miał mi zaszkodzić, ale przecież nie mamy chyba złudzeń co do tego, że ostatnie co robi Facebook, to nadmierna troska o moje dane osobowe.

Zmienia się też, przynajmniej w moim otoczeniu – a jak wiadomo każdy z nas ma tam swój mały mikrowszechświat – sposób w jaki korzystamy z Facebooka.

“Wall” umiera. Bardzo pomaga mu w tym zresztą sama administracja serwisu. Byłem w autentycznym szoku przeglądając w trakcie pisania tego artykułu listę moich znajomych oraz polubionych fanpage’y ponieważ Facebook już dawno pozwolił mi o wielu z nich zapomnieć. Po co dawać opcję subsrybowania profili, których treści następnie się nam nie emituje? Zwłaszcza gdy internetowa wizytówka została spłaszczona do minimum i nawet dla lansu i picu nie ma sensu zaznaczać, że się lubi filmy Almodovara.

Z ręką na sercu – nie widziałem żadnych treści od niektórych znajomych lub stron od przynajmniej 5 lat. No i może te intencje były słuszne, po co zasypywać mnie informacjami osób, o których istnieniu nawet nie pamiętam. Ale to nie tak miało działać. Podejrzewam, że i wiele istniejących obecnie znajomości by mi się urwało, gdybyśmy w międzyczasie przez te wszystkie lata nie byli w kontakcie za pośrednictwem Twarzoksiążki. A tak? Ktoś kupił rower, komuś urodziło się dziecko, ktoś zaspał do pracy. Zawsze jest pretekst do tego, żeby się napić spotkać.

I tak oto za sprawą Facebooka coraz trudniej jest mi śledzić aktywności moich znajomych, choć przecież dokładnie za to go polubiłem – że pomagał podtrzymywać relacje, w dzisiejszym świecie utrzymywane często na bardzo szeroką skalę, za to z umiarkowaną intensywnością

I zastanawiam się również dla ilu z nich jestem martwą, wycinaną przez algorytmy duszą gorszego sortu.

Facebook coraz bardziej przenosi się na grupy, również te zamknięte.

Moja aktywność publiczna w serwisie przez ostatnie dwa lata zaczęła się sprowadzać do ogłoszeń w stylu “sprzedam Opla”. Swoją suwerenną potęgę buduje też Messenger. A więc czat i grupy dyskusyjne – moim zdaniem aspekty, które w ostatnich latach najbardziej zyskują na sile w społecznościowych potencjale Facebooka. Na wallach aktywnie udzielają się już tylko gwiazdy internetu pokroju Dawida Kosińskiego i grupka dziewczyn ze studiów, które mają radykalną opinię na tysiąc spraw, choć same jeszcze nie poukładały swojego własnego życia. Ale w większości przypadków internetowa wizytówka, pamiętnik, kronika życia, zamienia się powoli w chaos (kto dziś jeszcze w ogóle korzysta z “albumów”?), który – niczym na Snapie – umiera w ciągu jednego dnia.

Czy to źle, że Facebook ewoluuje? Oczywiście, że nie. Zbierają Big Data i robią go pod realne potrzeby swoich użytkowników. Osobiście ubolewam jednak, że jest to gigantyczna usługa, której mimo wielu starań nie jestem w stanie dopasować pod swoje potrzeby. W 2008 roku założyłem tam konto, bo kolega potrzebował żetonów w Mafia Wars, ale już mniej więcej w 2009 umawialiśmy się z Zuckiem na “czytnik RSS z życia moich przyjaciół i zainteresowań”.

Dziś, ta – wydawałoby się – najważniejsza usługa nie działa zbyt dobrze; mimo usilnych starań nie jestem w stanie w pełni nad nią zapanować, a na dodatek przez sam portal zdaje się być ona marginalizowana. Co gorsza, może i dałoby radę to wszystko wymyślić od nowa. Tak żeby było i ładnie, i praktycznie.

Ale tajemnicą poliszynela jest, że Facebook panicznie boi się zmian, bo podczas ostatnich eksperymentów drastycznie słabiej zaczęły się klikać reklamy.

Dołącz do dyskusji

Advertisement