Rzucałem z wściekłości padem, ale chcę więcej. Dishonored 2 – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Gry 21.11.2016
Rzucałem z wściekłości padem, ale chcę więcej. Dishonored 2 – recenzja Spider’s Web

Rzucałem z wściekłości padem, ale chcę więcej. Dishonored 2 – recenzja Spider’s Web

Chociaż z początku rzucałem wielokrotnie padem z wściekłości widząc znów napis game over, to zbliżając się do finału Dishonored 2 bawiłem się już wyśmienicie. Ba, nie mogłem pogodzić się z tym, że to już koniec. Na szczęście twórcy mieli asa w rękawie.

Dishonored 2 to modelowy przykład tego, jak powinien wyglądać solidny sequel. Dostajemy zupełnie nową bohaterkę, a także podobny jak w oryginale, acz znacznie usprawniony model rozgrywki i nieźle rozpisaną historię. Nie obyło się bez zgrzytów, ale gra z misji na misji zyskuje w oczach.

Dishonored 2 - recenzja
Ahoj, przygodo!

Już pierwszą część cyklu Dishonored wspominam bardzo dobrze, bo spędziłem w masce Corvo długie godziny.

Dishonored 2 na szczęście nie wywraca serii do góry nogami. Nowe moce ułatwiające zabójstwa oraz poprawione mechanizmy skradania się dają jeszcze więcej frajdy niż za pierwszym razem. Gra oferuje niesamowitą swobodę w pokonywaniu kolejnych poziomów i nie ma tu jedynej słusznej drogi.

W drugiej odsłonie serii wcielamy się (ponownie) w zniesławionego skrytobójcę, którego wspiera tajemniczy Odmieniec. Zadaniem gracza jest, a jakżeby inaczej, metodycznie likwidowanie osób odpowiedzialnych za przewrót pałacowy. Brzmi znajomo i prosto? Znajomo może i tak. Prosto? A gdzie tam.

Całą grę walczyłem z pokusami Ciemnej Strony, bo Dishonored 2 pozwala każdy konflikt rozwiązać na (przynajmniej) dwa sposoby: litościwie lub krwawo.

Twórcom kontynuacji Dishonored należą się brawa za to, jak dobrze zaprojektowano kolejne poziomy i jak dobrze zbalansowano tu rozgrywkę. Gra, podobnie jak poprzedni hit z tego roku z gatunku stealth prezentowany z perspektywy pierwszej osoby – Deus Ex: Mankind Divided – nie narzuca jedynej słusznej ścieżki.

Dishonored 2 - recenzja
Niespodzianką jest to, że spora część Dishonored 2 toczy się za dnia

Chociaż fabuła jest de facto liniowa, to gracz nie jest prowadzony jak po sznurku. Miłym zaskoczeniem było to, że często trzeba się naprawdę nagłowić, by odkryć sekrety. Nie wszyscy wpadną na nieoczywiste rozwiązania problemów. Na spostrzegawcze osoby czekają niespodzianki i przyjemna gimnastyka dla umysłu.

No to skąd wzięło się to moje początkowe rozczarowanie Dishonored 2?

Z bólem muszę to przyznać, ale grę trapią problemy techniczne. Dishonored 2 ogrywałem na PlayStation 4 już po premierze z wgranym patchem i nie rozumiem, jak ta produkcja mogła przejść certyfikację Sony – nie wspominając o tym, że gracze ogrywający tę produkcję na pecetach są rozczarowani bardziej ode mnie.

Co poszło nie tak? Starczy, że wymienię doczytujące się nagminnie na oczach gracza tekstury, irytujące spadki płynności, czarny ekran zamiast przerywników filmowych, wypadanie postaci poza mapę i nawet zawieszanie się (!) PlayStation 4. Takie problemy nie powinny mieć miejsca w grze AAA na konsoli.

Na szczęście udało mi się wreszcie na to przymknąć oko, a Dishonored 2 odpłaciło się mi z nawiązką za ten kredyt zaufania.

Pierwsze misje w Dishonored 2 to była droga przez mękę. Gra miewała kaprysy, a w dodatku w poprzednią odsłonę grałem na komputerze. Tu bawiłem się na padzie, a wydawanie komend postaci nie było proste. Gra bezlitośnie karze też za najmniejsze błędy, a wielokrotnie po prostu nie nadążałem wciskać klawiszy.

Widząc kilkanaście razy w przeciągu kilku godzin ekran informujący o tym, że moja postać zginęła, byłem gotów porzucić Dishonored 2 w cholerę. Zmusiłem się, by grać dalej, z redakcyjnego obowiązku. Zmęczywszy połowę gry moja bohaterka ze zwierzyny stała się łowcą, a mój grymas zmienił się w uśmiech.

Zaraz zaraz – bohaterka?!

No właśnie, tutaj twórcy zaszaleli. Nowa odsłona przenosi nas fabularnie 15 lat do przodu. Główny bohater pierwszej części gry nadal jest Cesarskim Obrońcą na dworze Dunwall, ale pierwsze skrzypce gra jego córka, czyli dorosła Emily: władczyni tej wyjątkowej, napędzanej prądem i wielorybim tranem krainy.

Dishonored 2 - recenzja
Na początku gry wybrałem Emily jako grywalną postać

Pomostem fabularnym pomiędzy dwoma częściami cyklu jest luźno powiązana fabularnie z cyklem książka Dishonored: The Corroded Man, ale tak naprawdę samo krótkie intro w grze wystarcza by połapać się w sytuacji. Emily pada ofiarą zamachu stanu, a nową Cesarzową zostaje jej zapomniana przez świat ciotka: Delilah.

Już na samym początku gracz stawiany jest przed niesamowicie trudnym wyborem: Corvo czy Emily?

Od dawna wiedzieliśmy, że w Dishonored 2 przyjdzie nam się wcielić w jedną z dwóch postaci. Z początku podchodziłem do tego pomysłu bez entuzjazmu, bo spodziewałem się trybu kooperacyjnego, a zwykle wprowadzenie takowego ma negatywny wpływ na immersję w przedstawiony świat. Co-opa jednak nie ma.

Gra po krótkim wprowadzeniu każe nam wybierać, którą postacią chcemy zagrać: czy ma być to znany już z poprzedniej części Corvo, czy też stawiająca dopiero pierwsze kroki w fachu Emily? Okazuje się, że to wybór na całą grę! Chociaż z początku nie byłem do tego przekonany, to okazało się to kapitalnym pomysłem.

Dishonored 2 - recenzja
Pierwszym zadaniem bohatera jest odnalezienie mordercy, którego prasa nazywa Zmorą Korony

Gra mnie zaskoczyła, bo spodziewałem się możliwości zmiany bohatera co misję. Orientując się jednak, że to wybór na całą grę, w pierwszym odruchu zdecydowałem się rzecz jasna na Emily.

Ekwipunek pozostaje bez zmian u obu postaci: miecz, pistolet, kusza, miny, granaty, kościane amulety itp. Tak jak jednak Corvo otrzymał od Odmieńca bardzo podobny zestaw umiejętności jak w poprzedniej części, tak Emily została obdarzona przez tajemniczą istotę prosto z Pustki zupełnie innym zestawem mocy.

Zaznaczę od razu, że Dishonored 2 to nie dwie gry w jednej – niezależnie od bohatera jesteśmy uczestnikami tej samej intrygi. Historia oglądana oczami Emily i Corvo różni się tylko szczegółami, ale ten początkowy wybór ma jednak niebagatelny wpływ na mechanikę – postaciami gra się zupełnie inaczej.

Tam gdzie Corvo zatrzymuje czas, tam Emily zmienia się w makabrycznego upiora, a to tylko przykładowa z wielu różnic.

Swoją drogą niedługo po premierze do sieci trafiły opinie, jakoby Dishonored 2 było grą krótką: do skończenia w jeden wieczór. W moim przypadku to się nie sprawdziło. Ukończenie kampanii zajęło mi aż 18 godzin, a grałem tylko jedną z postaci! Po prostu nie chciałem tylko gnać od znacznika do znacznika.

Dishonored 2 - recenzja
Bardzo łatwo przegapić takie sceny.

W grze jest co eksplorować, a na brak zawartości Dishonored 2 nie można narzekać. Zresztą gdy czytam teraz w sieci opis kolejnych misji to widzę, że i tak masę sekretów przegapiłem. Wiem już, że wrócę do Karnaki, tym razem jako Corvo. Tym bardziej, że gra może mieć mnóstwo różnych zakończeń…

Finał Dishonored 2 był niesamowicie satysfakcjonujący!

Moja przygoda z Emily zaczęła się fatalnie, ale z godziny na godzinę było coraz lepiej. Początek był dla mnie mocno uciążliwy, bo postanowiłem wczuć się w rolę. Unikałem bezpośrednich konfrontacji i chociaż nie udało mi się poruszać niczym duch, to kilka misji skończyłem nie mordując nikogo.

To, że nie chciałem zabijać wrogów, to nie była tylko fanaberia i chęć zdobycia trofeum. W Dishonored 2 zaimplementowany został tzw. System Chaosu. W skrócie działa on tak, że im więcej trupów zostawia po sobie gracz, tym świat gry staje się mroczniejszy i tym bardziej ponurego zakończenia może się spodziewać.

Dishonored 2 - recenzja
Świat Dishonored 2 jest pełny niespodzianek. Niektóre są makabryczne

Dishonored 2 w dodatku nie ma dwóch zakończeń, które wybiera się kliknięciem przycisku.

Sekwencja końcowa była taka, jak oczekiwałem. Zakończenie Dishonored 2 to nieoczywista wypadkowa decyzji podjętych na przestrzeni całej gry. Różnych wariacji sceny jest przynajmniej kilkanaście. To, co konkretnie zobaczy gracz, nie zależy tylko od liczby pozostawionych trupów – chociaż to istotny czynnik.

Gdy narrator podsumował efekty moich wybory odetchnąłem z ulgą i z uczuciem ogromnej satysfakcji. Byłem zadowolony nie tylko z wypracowanego zakończenia, ale też z samej prezentacji – zdecydowanie bardziej niż w przypadku poprzedniej części Dishonored i np. dwóch ostatnich odsłon serii Deus Ex.

Zakończenie Dishonored 2 jest na podobnym poziomie co Wiedźmin 3 i niemal tak dobre jak nadal niedościgniony Fallout 2.

To z pewnością też zasługa tego, że twórcom Dishonored udało się zbudować wiarygodny, choć nieco karykaturalny świat. Na całe szczęście w Dishonored 2 nie wracamy do map z pierwszej części gry. Gracz po przewrocie w pałacu musi uciekać ze stolicy do Karnaki: miasta, z którego pochodzi Corvo.

Dishonored 2 - recenzja
Bardzo lubię klimat Dishonored 2 – ale nie jest to steampunk, bo nie ma tu… pary. Ludzkość wykorzystuje elektryczność i przetwarzanie tranu

Co mnie miło zaskoczyło, to wybranie w kilku poziomach gry dnia jako czasu akcji. Zwykle w tytułach, które polegają na skradaniu się, akcja dzieje się nocą. W Dishonored 2 wcale nie było to regułą – a przemykanie się pomiędzy wrogami po placu w samo południe to nie lada wyzwanie.

Perełką jest zaś czwarta misja, w której trafiamy do laboratorium szalonego naukowca odpowiedzialnego za powstanie clockwork soldiers.

Ta mapa to – biorąc poprawkę na ograniczenia samego silnika – wizualny majstersztyk. Posiadłość stylizowana na wiktoriańską, zmieniająca się przed oczami gracza jak w kalejdoskopie, robiła fenomenalne wrażenie, a pierwsze starcie z przerażającymi mechanicznymi żołnierzami zapadnie mi w pamięci na długo.

Jeszcze większe wrażenie zrobiła na mnie jedna z kolejnych map w drugiej połowie kampanii. Jak to zwykle bywa w grach tego typu, w pewnym momencie bohater traci swoje magiczne zdolności. Twórcy zrobili jednak nam psikusa, bo to jednocześnie najmniej frustrujący i najbardziej grywalny fragment gry!

Dishonored 2 - recenzja
Te mechaniczne monstra mrożą krew w żyłach

Oprócz tego zwiedzałem też kanały, dachy, piwnice, dzielnicę górników, dachy, kuter, piwnice, mające własny charakter posiadłości najróżniejszych szumowin, dachy, piwnice, a nawet komisariat.

Na szczęście Dishonored 2 nie nuży się zbytnio, jeśli tylko gracz wykaże się finezją. Gra co prawda oferuje osiągnięcie za przejście gry bez zabijania ani jednego wroga – lub, co jest dla mnie niepojęte, bez wzbudzania ani jednego alarmu – ale to już zabawa dla prawdziwych entuzjastów skradanek.

Ja postanowiłem przy grze się bawić, a na szczęście nic nie stoi na przeszkodzie, by zmienić taktykę i to w trakcie misji. Wykorzystując na zmianę różne moce i wyposażenie nie nudziłem się, płynnie przechodząc ze skradania do walki w zwarciu, by po chwili wykorzystać kuszę i strzałki usypiające.

Zwykle metodycznie pozbawiałem wrogów przytomności usypiając ich lub podduszając, by wrzucić np. tuzin Rewidentów do pokoju z dowodami – a często też po prostu przemykałem za plecami niczego nieświadomych strażników.

Czasem jednak się tak nie dało. W jednej misji po włączeniu alarmu zdarzyło mi się nawet wystrzelać cały garnizon. Obawiałem się, że pozbawiłem tym samym moją Emily szansy na happy end, ale na szczęście w kolejnych mapach udało mi się obniżyć ogólny poziom chaosu, a sytuacja w świecie gry wróciła do normy.

Dishonored 2 - recenzja
Tak wygląda ekran podsumowanie misji

Na moje zadowolenie z gry wpływa też bardzo dobrze zbalansowany system rozwoju postaci. Zbierałem sporo złota, a także większość run i kościanych amuletów, ale to bynajmniej nie pozwoliło na odblokowanie wszystkich umiejętności i ulepszeń. W dodatku gra nie dawała opcji przetasowania drzewa rozwoju postaci.

Dzięki temu bardzo rozważnie wykupywałem kolejne moce i przywiązywałem się do nich.

Jeśli chodzi o czary stosowane przez Emily to była to miła odmiana po wachlarzu umiejętności Corvo. Oboje bohaterów mają zdolność szybkiego poruszania się, ale Emily potrafi np. połączyć przeznaczeniem kilku wrogów, by eliminując jednego (krwawo bądź litościwie) sprowadzić taki sam los na całą grupę.

Swoją drogą twórcy zgrabnie rozwiązali kwestię tego, że Corvo korzystał już wcześniej ze Znaku Odmieńca. Jeśli to jego wybierzemy na grywalną postać, to Delilah na wstępie pozbawi go dostępu do magii. Corvo musi zdobywać moc od nowa, a dzięki temu rozwój obu postaci wygląda podobnie.

Dishonored 2 - recenzja
Źródłem mocy Emily i Corvo jest Odmieniec. W świecie gry można odnaleźć jego kapliczki

W ramach ciekawostki dodam, że twórcy pozwalają na początku gry… spławić Odmieńca i grać w ogóle bez pomocy magii. To dopiero wyzwanie!

Pozostając przy magii muszę wspomnieć o zupełnie nowym systemie craftingu. Zwykle na widok takowego zgrzytam zębami, ale tym razem to naprawdę się udało. Wytwarzanie amuletów z kości wieloryba jest opcjonalne, ale w późniejszych etapach gry pozwala idealnie dopasować przyznawane bonusy do stylu gry.

Przy wielorybach pozostając nadmienię tylko, że Bethesda w Dishonored 2 zachowała klimat poprzedniej odsłony. To ten sam okrutny i brutalny świat, w którym lordowie ze strzelistych wież oglądają swoich poddanych taplających się w gnoju, a pretensjonalna arystokracja wdaje się w krwawe intrygi.

Sama fabuła jest przewidywalna i brakuje tutaj wywracających wszystko do góry nogami zwrotów akcji, ale historia po prostu trzyma się kupy.

Dishonored 2 brakuje też nieco realizmu – interfejs często przypomina, że to mimo wszystko tylko gra. Tak jak skradanie się jest świetnie zaprojektowane, tak system walki jest już dość koślawy. Dobrze, że starcia zbrojne to tylko jedna z dróg do celu. Zwykle w dodatku najtrudniejsza i najnudniejsza…

Dishonored 2 - recenzja
Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by eliminować wrogów w krwawy sposób.

Zresztą to już takie czepianie się na siłę. Pewnie bym nawet nie zaczął na to narzekać, gdyby nie fakt, że rozpieściły mnie w ostatnich latach gry stylizowane na filmy. Nic nie poradzę na to, że kłują mnie w oczy np. ekrany podsumowujące misje, gdzie wylicza się co do monety złoto z danej mapy.

Nowa produkcja Bethesdy mimo wielu wad to zdecydowanie gra, która zyskuje przy bliższym poznaniu.

Problemy techniczne, oprawa graficzna co najwyżej poprawna – tego opisując tę grę nie sposób przemilczeć. Z początku kląłem pod nosem i odgrażałem się, że będę wszystkim Dishonored 2 odradzał. Jednak teraz, gdy mam już przygodę za sobą? Wręcz przeciwnie: zachęcam, byście dali szansę tej produkcji.

Za rekomendację niech wystarczy to, że pomimo fatalnego pierwszego wrażenia, zacząłem już kampanię po raz drugi – tym razem jako pławiący się w chaosie bezlitosny Corvo. Ciągle bawię się świetnie i co chwilę odkrywam kolejne niespodzianki pozostawione przez twórców.

Chociaż początek nowej produkcji Bethesdy może wydać się siermiężny dla gracza zblazowanego kolejnymi interaktywnymi filmami, to po wczuciu się w klimat Dishonored 2 okazuje się fantastyczną przygodą.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement