Hejterzy nic nie wskórali. Call of Duty: Infinite Warfare to najciekawsza część od lat

Recenzja/Gry 08.11.2016
Hejterzy nic nie wskórali. Call of Duty: Infinite Warfare to najciekawsza część od lat

Hejterzy nic nie wskórali. Call of Duty: Infinite Warfare to najciekawsza część od lat

Łatwo jest narzekać na nowe Call of Duty: Infinite Warfare. Bo statki kosmiczne. Bo lasery. Bo dawno nie było drugiej wojny światowej. Trudniej przyznać, że to najlepsza, najbardziej rozbudowana, najbardziej wszechstronna odsłona od lat.

Call of Duty: Infinite Warfare dostaje mocno po tyłku w wynikach sprzedaży. Na niektórych rynkach krajowych tytuł znika z półek aż o połowę wolniej niż wydane rok temu Black Ops 3. Czyli klienci naprawdę okazali się bardziej konsekwentni niż zwykle i faktycznie nie rzucili się ślepo po pudełko, jak niemal co roku. Wielka w tym zasługa fali krytyki, jaka spotkała grę po opublikowaniu pierwszego zwiastuna.

Pech chce jednak, że odpuszczając sobie Infinite Warfare, tracicie jedną z najlepszych odsłon serii.

Gra ani nie jest filmową rewolucją na miarę pierwszego Call of Duty, ani kampanijnym majstersztykiem pokroju Modern Warfare. To jednak najlepsza odsłona serii od kilku ostatnich lat. Ciekawsza nawet od solidnego Black Ops 3, wydanego raptem rok temu.

Co takiego sprawia, że Call of Duty: Infinite Warfare jest naprawdę udane? Głównie to, że tym razem zadziałały trzy podstawowe obszary – kampania, tryb wieloosobowy oraz kooperacyjny dodatek Zombies. Wcześniej zawsze był z tym problem.

call-of-duty-infinite-warfare-2

Kiedy dostaliśmy soczysty multiplayer, jak w Call of Duty: Ghosts, kampania mocno kulała. Gdy scenariusz dla jednego gracza wprowadzał do serii powiew świeżości, jak w Black Ops 3, tryb wieloosobowy zjadał własny ogon. Zawsze coś było nie tak. Zawsze jeden moduł mocno odstawał od innego, a gra okazywała się satysfakcjonująca jedynie w połowie.

Call of Duty: Infinite Warfare zrywa z tym trendem. To pierwsza odsłona od czasu Modern Warfare, w której zadowoleni będą zarówno miłośnicy rozgrywek offline, jak i online. Kosmiczny CoD to przy okazji najlepszy tryb Zombies, jaki kiedykolwiek pojawił się w serii. Kto by przypuszczał! No i hej – mają Jona Snowa.

Zacznijmy od kampanii. Ta nie ma nic wspólnego z rasowym Call of Duty.

To najbardziej futurystyczna historia, jaka pojawiła się w serii. Internetowe zrzędy faktycznie miały rację, narzekając na to, że Infinite Warfare równie dobrze może mieć w tytule Star Wars. Nie ma w tym cienia przesady. Tak odjechanej, oderwanej od Ziemi kampanii nie było jeszcze nigdy.

call-of-duty-infinite-warfare-7

Wielkie statki efektownie wyłaniają się tutaj z nadprzestrzeni. Bohater strzela się z przeciwnikami, dryfując w kosmosie. Na drodze stają nam gigantyczne roboty, a podróż z Ziemi na Plutona to zaledwie kilka sekund. Gdyby pokazać wam fragment rozgrywki, nie mówiąc przy tym, że oglądacie nowe Call of Duty, prędzej zasugerowalibyście nowe Halo!

Chociaż Infinite Warfare to nie pierwsza odsłona osadzona w przyszłości, dopiero teraz wizja jutra stała się ciekawa. Wcześniejsze produkcje science-fiction w ogóle mnie nie kupiły. Przyszłość w Black Ops 3 czy Advanced Warfare była pusta, sterylna, sztuczna i nieprzemyślana. Ta z Infinite Warfare jest o wiele inna. Niemal namacalna. Niemal wiarygodna.

Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak przemyślana wizja przyszłości pojawia się w Call of Duty: Infinite Warfare.

Mimo iż wielkie fregaty kosmiczne latają nad Genewą, nie wydaje się to niesamowite. Wręcz przeciwnie. Wojskowa parada otwierająca kampanię w nowym Call of Duty dobitnie pokazuje, jak skrupulatnie podeszli producenci do fantazji o przyszłości. Projekty statków, modele broni, pejzaże miast, wnętrza wahadłowców – wszystko to nareszcie wygląda przekonująco.

call-of-duty-infinite-warfare-70

Przyznam, że kupiłem wizję z Call of Duty: Infinite Warfare. Bardzo spodobało mi się połączenie nowego ze starym. Pięknej europejskiej zabudowy i patrolujących miasto robotów. Wielkich statków kosmicznych, wewnątrz których znajdziemy regały z klasyczną literaturą. Dzięki wydłużonemu procesowi produkcyjnemu twórcy mieli czas zastanowić się, jak będzie wyglądała przyszłość w erze podboju układu słonecznego. Grze wyszło to tylko na dobre.

Wydłużony cykl produkcyjny bardzo pozytywnie wpłynął również na mój ulubiony dodatek – kooperacyjny tryb Zombies.

Gdybym miał wskazać jedną rzecz, która łączyła wszystkie tryby Zombies z poprzednich odsłon Call of Duty, byłby to chaos. Autentyczny chaos na mapie, wśród całej drużyny, która nie ma pojęcia, co powinna robić. Oparte na współpracy Żywe Trupy nigdy nie posiadały czytelnego łańcucha zadań, jasnych wskazówek i zrozumiałych komunikatów. To nareszcie się zmienia.

Zombies stało się znacznie bardziej przystępne dla niedzielnych graczy. Chociaż kooperacyjna arena wciąż obfituje w masę sekretów i znajdziek, dodatkowy tryb nie sprawia już wrażenia tak niedostępnego dla świeżaków. Wręcz przeciwnie – wszechwiedzący narrator stale podpowiada, co powinniśmy robić oraz jaką czynność wykonać.

call-of-duty-infinite-warfare-90

A czynności jest cała masa, ponieważ tym razem trafiamy do szalonego parku rozrywki z lat 80-tych. Obiekt urządzony w amerykańskim stylu minionego wieku to satyra z klimatów retro. Na tyle rozbudowana, że w Zombies pojawia się postać samego Davida Husslehoffa! Lokacje są barwne, zabawne, jaskrawe i charakterystyczne. Do tego nie napawają takim niepokojem, co skąpane w mroku miasto z Black Ops 3.

Co świetne, w Zombies pogramy nie tylko solo albo za pomocą sieci, ale również na podzielonym ekranie. Znajomy wpada na chwilę, wspólnie staracie się wytrzymać kilkanaście fal wrogów, a także odkrywacie sekrety upchnięte w wykręconym parku rozrywki – miła, niezobowiązująca zabawa między stresującym trybem wieloosobowym, a ciekawą kampanią.

No właśnie, tryb wieloosobowy. Tutaj Call of Duty: Infinite Warfare poczyniło pewien krok wstecz.

Nie ma już nurkowania, pływania i podwodnych starć znanych z Black Ops 3. Wybór profili/klas postaci również został zawężony względem poprzedniej odsłony. System doboru uzbrojenia jest dokładnie taki sam, jak wcześniej. Z kolei bieganie po ścianach i podwójne skoki nikogo już dzisiaj ani nie zaskoczą, ani nie zachwycą.

W temacie powietrznych akrobacji Titanfall 2 nie ma sobie równych. Jeżeli chodzi o sieciową wojnę na wielką skalę, tutaj króluje Battlefield 1. Do kogo adresowane jest więc multi w Call of Duty: Infinite Warfare? Głównie do fanów serii, którzy oczekują tego samego, non stop i raz za razem.

call-of-duty-infinite-warfare-100

Nie oznacza to, że tryb sieciowy w nowej odsłonie CoD-a jest zły! W Infinite Warfare gra się o wiele przyjemniej niż w Black Ops 3. Chociaż mapy nie są tak zróżnicowane, a areny w kosmosie nie wykorzystują nowego potencjału i płynących z tego możliwości, gra nadrabia to mechaniką.

Trudno jednoznacznie napisać, co lepszego jest w Infinite Warfare. Być może rozłożenie punktów wskrzeszania, dzięki którym nie wpada się już na wrogich graczy tak nagminnie. Być może ulepszony został dobór drużyn, przez co składy są nieco bardziej wyrównane. Gra bardzo dobrze spisuje się na krótkich odległościach i jako strzelanina „bliskiego kontaktu” działa niemal doskonale.

W porównaniu do Titanfall 2, kod sieciowy jest o wiele bardziej „sprawiedliwy” i satysfakcjonujący. Mimo tego, tryby wieloosobowe to dla mnie zawsze najbardziej problematyczny punkt każdego Call of Duty. Dynamiczne, intensywne starcia, w czasie których non stop jesteś w ruchu – to nie dla mnie. Jestem za stary. Wolę „leniwe” pole bitwy w Battlefield 1. Zgaduję jednak, że fani serii będą bardzo zadowoleni.

call-of-duty-infinite-warfare-104

Call of Duty: Infinite Warfare to po prostu jedna z tych gier, które zadowalają masą zawartości.

W przeciwieństwie do Battlefield 1, gra oferuje coś więcej niż tylko tryby sieciowe. Może produkcja nie posiada tak miodnego, charakternego systemu strzelania jak w Titanfall 2, ale nadrabia to ulepszonym, kooperacyjnym Zombies. Kampania również broni się sama, głównie za sprawą przekonującej wizji przyszłości. Mam tylko jedno, zasadnicze ale…

call-of-duty-infinite-warfare-65

Niezależnie, jak bardzo futurystyczne nie byłoby Infinite Warfare, szkielet tej produkcji to niezmienne od lat Call of Duty. Ta sama waga pocisków, ten sam ciężar spustu, to samo uczucie po trafieniu. Chociaż w tle latają wielkie statki kosmiczne, szkielet CoD-a pozostaje niezmienny od lat. Czy to futurystyczne zbroje, czy współczesne wojskowe uniformy, tej specyficznej mechaniki, podejścia do przerywników filmowych oraz oskryptowanej akcji nie da się podrobić.

Co jest niesamowite:

  • Wiarygodna wizja przyszłości
  • Eksploracja kosmosu przy użyciu nowych technologii
  • Masa zawartości na płycie z grą
  • Ulepszone Zombies
  • Możliwość gry na podzielonym ekranie

Co niesamowite nie jest:

  • Chociaż oprawa jest unikalna, to wciąż ten sam, nieco stary szkielet
  • Mało nowości w module multiplayer
  • Nieprzekonująca polska wersja językowa
  • Gra pod fanów CoD-a, obyło się bez rewolucji w mechanice
  • Arbuzy nie wybuchają 😉
  • Gdzie moja druga wojna światowa

To dobrze i źle. Dobrze, bo fani serii będą zachwyceni doskonale znanymi, opanowanymi do perfekcji mechanizmami. Źle, ponieważ mimo żonglowania otoczkami, seria od lat stoi w miejscu. Titanfall kapitalnie ewoluował. W Battlefield strzelanie nareszcie przestaje być „puste” i „plastikowe”. Call of Duty z kolei stoi w miejscu, bez żadnych widoków na głęboką rewolucję.

Zobacz: Call of Duty: Infinite Warfare – gameplay

SPRAWDŹ: Spider's Web TV na YouTubie - zasubskrybuj teraz, żeby nie przegapić nowych materiałów!

Dołącz do dyskusji

Advertisement