Mój komputer kosztował tyle, co smartfon z niskiej półki. Sprawuje się znacznie lepiej

Artykuł/Sprzęt 31.10.2016
Mój komputer kosztował tyle, co smartfon z niskiej półki. Sprawuje się znacznie lepiej

Mój komputer kosztował tyle, co smartfon z niskiej półki. Sprawuje się znacznie lepiej

Uległem. Kupiłem Chromebooka, czyli sprzęt, którego wcześniej nawet nie brałem pod uwagę. Najdziwniejsze jest to, że nie żałuję.

Od dawna potrzebowałem niewielkiego, lekkiego i niedrogiego komputera do pisania poza domem. Po przeczytaniu tekstu redakcyjnego kolegi, Huberta Talera, zainteresowałem się modelem Lenovo N22. To Chromebook, który kosztuje tyle, co smartfon z niskiej półki. Hubert zapłacił w promocji 99 funtów, ja kupiłem swój egzemplarz za 112 funtów. Z przesyłką wyszło 119 funtów. To ważne, bo fakt, że na sprzęt wydałem niewiele ponad 600 zł jest kluczowy i trzeba patrzeć na ten zakup przez pryzmat ceny. W Polsce ten model Chromebooka nie jest dostępny. Nabyłem go w brytyjskim Amazonie.

Chromebook Lenovo N22. Co dostajemy za nieco ponad 600 zł?

Specyfikacja sprzętu nie zwala oczywiście z nóg. Komputer ma (matowy) ekran z matrycą TN o przekątnej 11,6 cala i rozdzielczości 1366 x 768 pikseli. Wyposażony został w procesor Intel Celeron N3060, 2 GB pamięci RAM i 32 GB pamięci eMMC. Jego mocną stroną jest bateria, która pozwala na co najmniej 10 godzin pracy. Co jeszcze? Niewiele: obracana kamerka internetowa o rozdzielczości 720p, dwa ładujące złącza USB 3.0, jedno HDMI, czytnik kart SD i gniazdo mini jack. Sprzęt mierzy 300,4 na 212 na 21,8 mm i waży 1,2 kg. Killer-ficzerem jest gumowa rączka, dzięki której możemy go przenosić jak aktówkę. Naprawdę wygodne.

Chromebook Lenovo N22

Gdyby chcieć jednym słowem opisać Lenovo N22, najbardziej pasuje do niego słowo “plastikowy”.

Grzechem byłoby oczekiwać czegoś więcej za podaną wyżej cenę, ale słysząc delikatne trzeszczenie podczas otwierania pokrywy nie jesteśmy w stanie zapomnieć, że mamy do czynienia ze sprzętem kosztującym 600 zł. Przypomni nam o tym również ekran z matrycą TN. Odwzorowanie kolorów jest przeciętne. Zakres kątów widzenia – łagodnie rzecz ujmując – nie jest imponujący.  

Z drugiej strony są też niespodzianki. Jest nią chociażby gładzik. Przyznaję bez bicia, nie znoszę tej metody obsługi komputera. Od zawsze używam myszki, ale płytka dotykowa w Lenovo mnie pozytywnie zaskoczyła. Pracuje mi się z nią znacznie wygodniej niż z tymi, których używałem wcześniej w laptopach z Windowsem. Duża tu zasługa samego systemu i gestów. Wymienić trzeba łatwe i bardzo przyjemne przewijanie dwoma palcami. Wywoływanie efektu “prawego przycisku” poprzez tapnięcie (również) dwoma palcami. Dość powiedzieć, że na tym Chromebooku nie tęsknię za myszką, co trudno mi było sobie wcześniej wyobrazić.

Chromebook Lenovo N22

Na podstawie lektury samej specyfikacji nie zdecydowałbym się na zakup, pamiętając szczególnie jak zasobożerny jest desktopowy Chrome. Mogłem jednak popracować przez chwilę na egzemplarzu redakcyjnego kolegi. Trudno mi było uwierzyć, że ta niepozorna maszyna radzi sobie tak dobrze.

Wcześniej nie miałem dłuższego kontaktu z Chromebookami, dlatego największe wrażenie zrobiła na mnie błyskawiczna gotowość do pracy i jej zakończenia. Naciskamy włącznik, po kilku sekundach pojawia się okno logowania do konta Google. Podajemy hasło i – ta-dam – możemy korzystać z komputera. Wyłączamy Chromebooka, 2 sekundy i po sprawie.  Mój Windows tego nie potrafi.

Chromebook Lenovo N22

Oczywiście pod względem wydajności Lenovo N22 nie może konkurować z regularnym pecetem. Możemy na nim bez problemów przeglądać Internet, korzystać z multimediów, ale, nie oszukujmy się, wyczujemy różnicę choćby w prędkości ładowania się stron czy przełączania się między kartami.

Chromebook to świetne rozwiązanie w podróży.

Polubiłem go, bo dobrze radzi sobie w roli maszyny do pisania. Na nim piszę zresztą ten tekst. Nie jest to, żadną miarą, droga przez mękę czy zbiór gorzkich kompromisów. Wygoda jest nieporównywalnie większa niż np. w sytuacji, gdy musiałem napisać dłuższy materiał na iPadzie ze sparowaną przez Bluetooth fizyczną klawiaturą. Nie ma jednak róży bez kolców i wymagający użytkownicy mogą przyczepić się do jakości klawiatury. Niby mamy do czynienia z dość wygodną klawiaturą wyspową, ale nie oszukujmy się, jej wykonanie odbiega znacznie od rozwiązań w droższym sprzęcie. Wówczas wystarczy przypomnieć sobie ile zapłaciliśmy za N22 i rozczarowanie mija. Jedno jest pewne: tragedii nie ma i opisywany model pozwala bezproblemowo napisać tekst o dużej objętości.

Chromebook Lenovo N22

Praca z Chromebookiem może być dla wielu użytkowników dużym wyzwaniem. Ja mam łatwiej. Od dawna minimalizuję na swoim pececie liczbę aplikacji. Na Windowsie 10 nie zainstalowałem żadnego programu ze Sklepu Microsoftu. Poza pakietem biurowym, Skypem, aplikacjami do obróbki zdjęć i, oczywiście, przeglądarkami nie używam innych programów. Staram się korzystać z webowych wersji serwisów. Chromebook daje mi do nich dostęp. Mogę słuchać muzyki dzięki przeglądarkowemu Deezerowi, oglądać filmy na HBO GO, używać Worda Online (choć nie mam wielkich wymagań i w zupełności wystarczą mi Dokumenty Google). Pocztę obsługuję również z poziomu Chrome’a.  

Czy da się dłużej i intensywniej pracować na Chromebooku? Zamierzam to sprawdzić. Na razie wiem tylko, że komputer dobrze radzi sobie z podpiętymi urządzeniami peryferyjnymi. Podłączyłem do niego 23-calowy monitor Full HD, mechaniczną klawiaturę CM Storm Quickfire XT i bezprzewodową mysz Logitech M510. Komfort pracy znacznie wzrósł.

Lenovo N22 to sprzęt, którego będę używał głównie poza domem. Posłuży mi przede wszystkim do pisania i zbierania materiałów. Z rzadka obejrzę na nim film. Częściej posłucham muzyki, tyle że na słuchawkach, bo wbudowane głośniki stereo oferują przeciętną jakość dźwięku. Kupiłem go również dlatego że łatwo mieści się w “miejskim” plecaku, niewiele waży. Jednocześnie jego zakup nie obciążył znacznie mojego budżetu.

Z Chromebooka można wycisnąć więcej. Poznaj osiem ukrytych funkcji.

Dołącz do dyskusji