„Nexus” brzmi dostojnie i futurystycznie. „Pixel” to zabawka dla dzieci

Felieton/Sprzęt 06.10.2016
„Nexus” brzmi dostojnie i futurystycznie. „Pixel” to zabawka dla dzieci

„Nexus” brzmi dostojnie i futurystycznie. „Pixel” to zabawka dla dzieci

Uwaga – poniższy wpis jest do bólu subiektywny oraz niemerytoryczny. Czytasz na własną odpowiedzialność.

Moi redakcyjni koledzy zachwycają się nowymi smartfonami Google’a. Trudno się temu dziwić. Szybka aktualizacja oprogramowania, świetne ekrany, bardzo dobre aparaty, nielimitowane miejsce na zdjęcia i filmy, a do tego wysoka jakość wykonania – na flagowych smartfonach Google z chęcią położyłby ręce każdy zwolennik Androida.

Mnie od nowych produktów Google odstrasza co innego. Chodzi o rzecz tak błahą, ale tak istotną, jak nazwa.

Podejrzewam, że raczej większość czytelników Spider’s Web raczej zgodzi się ze mną, że „Nexus” nie brzmiał źle. Mnie kojarzył się z czymś poważnym, czymś futurystycznym, czymś dostojnym. W tej nazwie drzemała pewna siła, świetnie oddająca większą wszechstronność i otwartość Androida w stosunku do innych mobilnych systemów.

„Nexus” pochodzi z języka łacińskiego. Odnosi się do czynności łączenia. Ludzi z technologią. Ludzi z Internetem. Ludzi z innymi ludźmi. „Nexus” to nic innego jak spajać, łączyć, tworzyć więź, budować sieć. Musicie przyznać, że całkiem przyjemne skojarzenia, jak na smartfona.

gmail-nexus-shutterstock

Co innego „Pixel”. Naprawdę nie mam pojęcia, jaki geniusz wpadł na tę nazwę.

„Pixel” to słowo bardzo specyficzne i bardzo rozpoznawalne przez każdego miłośnika nowych technologii. Tyle tylko, że w „Pikselu” nie ma żadnej dumy. Nie ma żadnej powagi. Nie ma żadnego poczucia obcowania z towarem z najwyższej półki.

Gdy myślę o smartfonie „Pixel”, pierwsze co przychodzi mi do głowy, to zabawkowy telefon dla dzieci, z kolorowymi przyciskami i paletą kilkunastu wesołych melodyjek. Plastikowa tandeta, która nijak ma się do urządzenia w cenie iPhone’a.

„Pixel” to bardzo dobra nazwa dla mobilnego urządzenia z niskiej lub średniej półki. Małego, poręcznego, taniego, wszechstronnego. Jednak w moim odczuciu skojarzenie tej nazwy z najpotężniejszym, najdroższym, najbardziej zaawansowanych technologicznie urządzeniem w portfolio Google’a pasuje jak pięść do nosa.

google-pixel-10-of-16

Oczywiście to tylko i wyłącznie moja opinia.

Co jak co, ale dla prawdziwych pasjonatów nowych technologii nazwa smartfonu jest akurat najmniej istotna. Liczy się to, co urządzenie ma pod obudową. Z kolei w przypadku „Pikseli” wygląda to naprawdę ciekawie. Gdybym miał przesiadać się na Androida, zapewne pierwsze, co bym zrobił, to właśnie sprawdził ceny urządzeń od Google’a.

Z drugiej strony, nazwa to bardzo istotna część każdego produktu. „Idę po nowego Piksela” brzmi sympatycznie, ale raczej nie budzi skojarzeń z potężnymi, nowoczesnymi, flagowymi, niemal elitarnymi urządzeniami.

Gdybym usłyszał tego typu zdanie od znajomego, prędzej bym zgadywał, że wybiera się na zakupy do Smyka.

PS oczywiście „i-telefon” również nie brzmi zbyt dostojnie.

Zobacz: Google Pixel XL - pierwsza w Polsce recenzja!

Czytaj i oglądaj więcej o nowościach Google:

Dołącz do dyskusji

Advertisement