Jak oceniasz ostatnie innowacje i zmiany wprowadzane przez Apple?

Artykuł/Technologie 30.10.2016
Jak oceniasz ostatnie innowacje i zmiany wprowadzane przez Apple?

Jak oceniasz ostatnie innowacje i zmiany wprowadzane przez Apple?

Zmiany:

  • brak klawisza ESC;
  • dodanie TouchBara i ciągły brak ekranów dotykowych w notebookach;
  • wyrzucenie niemal wszystkich portów z MacBooków;
  • oferta zasypana przez przejściówki;
  • postawienie na USB-C w notebookach, ale już nie w smartfonach;
  • usunięcie jacka 3,5 mm z iPhone’a;

Czy to wszystko zmierza w dobrym kierunku, czy firmie przyświeca ta sama wizja, co przy usunięciu CD-ROM-u w pierwszym MacBooku Air?

polowianiukMarcin Połowianiuk:

Nowe MacBooki Pro to seria sprzeczności.

Z jednej strony zachęcają do obróbki wideo i zdjęć dzięki świetnym wyświetlaczom DCI-P3. Z drugiej skazują na szukanie przejściówek za każdym razem, gdy będziesz chciał zrzucić zdjęcia i filmy na Maca. Serio, brak czytnika kart SD jest po prostu niewybaczalny w sprzęcie klasy „Pro”, skierowanym do branży kreatywnej.

To tylko jeden przykład. Kolejne? 16 GB RAM-u w stacji roboczej za 22 tys. zł. Iluzoryczne odchudzanie sprzętu, kiedy miejsce w torbie z nawiązką wypełnią przejściówki. Usunięcie rewelacyjnego złącza MagSafe, które promowało się latami.

Razi też niekonsekwencja Apple jeśli chodzi o złącza. W jakim rozkroku musi żyć osoba, która ma najnowszy telefon i komputer tej firmy? iPhone ma złącze Lightning, ale nie ma jacka. W MacBookach jest jack, ale nie ma Lightninga. Jest za to Thunderbolt 3, czyli USB-C na sterydach.

Usunięcie napędu CD-ROM w pierwszym MacBooku Air było bolesne, ale wizjonerskie. Dziś tej wizji brakuje. Apple jest zagubione i samo padło ofiarą zmiany standardów, kiedy nie ma jeszcze pomysłu na to, czym najlepiej je zastąpić.

kotkowskiŁukasz Kotkowski:

W kwestii tego, jak bardzo niekonsekwentnie Apple podeszło do tegorocznych premier sprzętowych wszystko już zostało napisane. I bądźmy szczerzy – Apple „odwagą” nazywa tak naprawdę totalny brak szacunku i uwagi dla potrzeb profesjonalnego użytkownika, który siłą rzeczy będzie musiał się zgodzić na taszczenie ze sobą tony przejściówek, czy wydanie nieadekwatnie wysokiej sumy pieniędzy na nieadekwatnie wyposażony sprzęt.

Tylko co z tego – profesjonalista potrzebujący mobilnej maszyny do pracy i tak pójdzie do Sklepu Apple zapłacić daninę, bo niejednokrotnie nie ma wyboru. Prawdziwą siłą Apple w branży profesjonalnej/kreatywnej nie jest bowiem hardware, a software, dla którego często nie ma nawet alternatywy na maszynach z Windowsem. Chcąc nie chcąc, taki profesjonalista jest tym samym uwiązany do MacBooków.

Dlatego też słuchając tego zgrzytliwego dysonansu między premierą nowych MacBooków, a genialnymi posunięciami Microsoftu, mam szczerą nadzieję, że do twórców aplikacji dotarł bardzo czytelny przekaz – czas skończyć z ekskluzywnością programów na macOS, bo ma ona coraz mniej sensu, a platforma Microsoftu i maszyny z Windows 10 to dziś więcej niż godni rywale dla sprzętów Apple. Warto by więc zapewnić profesjonalistom narzędzia, które umożliwią im wygodną przesiadkę.

Bo odnoszę wrażenie, że jest cała rzesza ludzi, których przed opuszczeniem okrętu pod banderą nadgryzionego jabłka powstrzymuje już tylko oprogramowanie na wyłączność.

gajewskiMaciej Gajewski:

Ho ho, to się porobiło. MacBooki Pro teraz już tak na serio są Pro. A przynajmniej muszą być, gdyż musimy uznać, że tak wysoka cena za te komputery zwróci się poprzez efektywniejszą pracę. Że te komputery na siebie zarobią po ich zakupie. Inaczej… cóż, są zwykłą fanaberią ich posiadacza. Żeby była jasność, nie ma w fanaberiach nic złego. Nazywajmy jednak rzeczy po imieniu. Zwłaszcza, że jeśli chodzi o wygląd, wymiary i wagę, laptopy te prezentują się rewelacyjnie.
Oskarżenia o byciem fanaberią z pewnością się pojawią. Weźmy na przykład ich specyfikację sprzętową. Z Apple’owi tylko znanych przyczyn w MacBookach Pro zastosowano procesory zeszłorocznej generacji Skylake zamiast aktualnych Kaby Lake. To oznacza, że już na starcie nowe komputery Apple’a są przestarzałe. Profesjonaliści powinni na to kręcić nosem i będą to robić.

Z drugiej strony Apple pozbył się całkowicie starych rodzajów wejść i wyjść. Zamiast czytników kart, portów USB, wyjść DisplayPort firma Apple postawiła na supernowoczesne Thunderbolt 3. Obawiam się, że na to ciut za wcześnie. Z tym że tak jak prywatnie dokuczam kolegom i trolluję na temat braku tych portów, tak na dobrą sprawę nie ma innej drogi. Czas przejść na lepsze, praktyczniejsze, bardziej eleganckie rozwiązania. A że nie od razu mamy takie monitory czy inne akcesoria? Cóż, postęp wymaga tymczasowych niedogodności. Na szczęście USB-C / Thunderbolt 3 to uznane standardy. W przeciwieństwie do kretyńskiego, własnościowego Lightninga w iPhonie.

apple-macbook-2016-2b

Największą kontrowersją – tak, kontrowersją – jest jednak to, co znajduje się nad klawiaturą. Mam nadzieję, że ten mechanizm motylkowy drugiej generacji jest lepszy od fatalnego pierwszego, ale zostawmy to, bo to na razie gdybanie. Zostawmy też Touch ID, bo to oczywista kwestia, czyli pożądana rewelacja. Skupmy się na Touch Barze, czyli napędzanym przez watchOS drugim komputerze wbudowanym w MacBooka, który ma nam zastąpić ekran dotykowy znany z wielu produktów konkurencji.

Na razie tylko mogę teoretyzować, bo nie używałem rozwiązania Apple’a, tak jak nikt z tu zgromadzonych. Nie bez powodu jednak Lenovo wycofał się z tego pomysłu w swoich komputerach ThinkPad. Z owym paskiem dotykowym jest kilka problemów. Po pierwsze, na klawiaturze piszemy zazwyczaj bezwzrokowo, szybko zapamiętując rozkład przycisków. MacBook Pro, w zależności od aktywnej aktualnie na ekranie aplikacji, będzie oferował zupełnie inny rozkład i funkcje przycisków. To oznacza, że by go obsłużyć nie tylko musimy odrywać ręce od klawiatury (główny argument przeciwników interfejsów dotykowych w pecetach), a na dodatek musimy oderwać wzrok od ekranu by sprawdzić co dana aplikacja aktualnie tam wyświetla. Dotychczasowe rozwiązanie, a więc globalne kontrolki (jasność, głośność, i tak dalej) w tym samym miejscu oraz kontekstowe skróty klawiaturowe wydają się pod każdym względem lepsze, szybsze, wygodniejsze i praktyczniejsze.

Interfejs dotykowy powinien być więc wbudowany bezpośrednio w ekran. Tam faktycznie ma sens, tam staje się poważnym narzędziem znacząco rozszerzającym możliwości komputera. Co konkurencja już udowodniła, prezentując bardziej innowacyjne i bardziej użyteczne rozwiązania. Czy to komputery z Windowsem, czy z Androidem, czy Chrome OS, interfejs dotykowy nie jest nowością, a czymś, czego ludzie chcą, czego używają i co kupują.

To nie jest tak, że ten Touch Bar to coś strasznie złego. To zwykły bajer, który większości się pewnie spodoba jako sympatyczny gadżet, a profesjonalistów może irytować niepotrzebnym zamieszaniem. Pamiętacie uwagę z początku, że MacBook Pro to komputer dla profesjonalistów?

apple-macbook-2016-b

Jak to wszystko podsumować? MacBook Pro to bardzo drogi, ale też i bardzo piękny komputer. To też, niestety, zmarnowany potencjał. Zamiast zredukowanej o 14 proc. grubości wolałbym skupić się na umieszczeniu w nim nowoczesnych podzespołów. Zamiast zabawki w postaci Touch Bara wolałbym normalny ekran dotykowy. Zwłaszcza, że w cenie MacBooka można kupić Ultrabooka z kilkunastocalowym wyświetlaczem OLED, a nie tylko śmiesznym paseczkiem. Szkoda. Na szczęście, są firmy, takie jak HP, Dell czy Samsung, które faktycznie stawiają na innowacyjność i użyteczność. MacBook Pro zapowiada się więc jednak na fanaberię. Chyba że jesteś deweloperem i chcesz tworzyć na iOS-a. Wtedy za dużego wyboru już nie masz. Niestety.

grabiecPiotr Grabiec:

Po prezentacji nowych komputerów Apple’a odetchnąłem z ulgą – tak samo jak mój portfel. Kolejny rok z rzędu nie widzę powodu, by wymienić swojego MacBooka z 2013 roku w podstawowej konfiguracji na nowszy model. Airy nie doczekały się nowej iteracji, a jeśli chodzi o MacBooki Pro to nie jestem najwyraźniej, jak to się mówi, w _targecie_ Apple’a. Mam niby przenośny komputer, ale większość czasu spędza on zamknięty na biurku. Zamiast z 13-calowego ekranu laptopa wolę korzystać w domu z zewnętrznego monitora…

W sumie to jestem prezentacją rozczarowany. Przesiadając się na nową maszynę za kosmiczne pieniądze zyskałbym nieco mocy obliczeniowej, której de facto nie miałbym gdzie wykorzystać. Straciłbym za to nieco czasu pracy i wygodne porty. Kto wpadł na pomysł, by zrezygnować z MagSafe?!

To była jedna z tych rzeczy, które mnie kupiły w Apple’u. Czy naprawdę trudno było zrobić – nawet jako opcjonalne akcesorium – dwuelementowe złącze MagSafe, które zakładałoby się na kabel USB-C i wtykałoby się do MacBooka? Niby próbują to robić firmy rodem z Kickstartera, ale czemu Apple nie chce sprzedawać tego samodzielnie?

Zakup MacBooka Pro w moim wypadku nie ma zresztą sensu z kilku innych powodów. Piękny ekran Retina oglądałbym od święta na wyjazdach służbowych. To samo tyczy się nowego Touch Bara – szalenie chciałbym go przetestować, ale w kolejnej generacji Magic Keyboard. Czytnik linii papilarnych byłby już w ogóle bezsensownym dodatkiem – Apple Pay u nas nie działa, a MacBooka odblokowuje już przecież mój Apple Watch.

apple-macbook-2016-4b

Czy to rozwiązanie będzie użyteczne? To się okaże jak je kiedyś przetestuję. Jak dla mnie wygląda to znacznie bardziej praktycznie niż ekran dotykowy. Nie trzeba zresztą, by korzystać z tych wirtualnych przycisków, odrywać dłoni od klawiatury – znajdują się one przecież w miejscu, gdzie w innych klawiaturach są przyciski! Nie widzę też problemu, by szybko spojrzeć na Touch Bar – przecież od docka na ekranie do tego OLED-owego wyświetlacza nie ma za dużej odległości…

Niemniej jednak Touch Bar to dodatek, którego użyteczność zweryfikuje czas. Nie skupiałbym się też zbytnio nad tym, że coś podobnego wprowadzały inne firmy – akurat Apple znane jest z tego, że doprowadza cudze pomysły do perfekcji i przekonuje deweloperów, że warto z nich korzystać. Tak jak każdy laptop ma gładzik, a w rzadko którym działa on tak dobrze jak w MacBooku, tak samo Apple nie było pierwszą firmą, która wprowadziła ruchome obrazki nazwane Live Photos – ale to dla standardu Apple’a wsparcie zrobił między innymi Facebook. To, czy Touch Bar to będzie hit czy kit leży teraz w gestii deweloperów.

Kontrowersyjny brak portów to złożony temat, ale nie jestem przekonany, czy tym razem Apple nie przeszarżował. Tak jak z perspektywy czasu pozbycie się dyskietek i napędu optycznego oraz brak wsparcia dla Flasha w iOS wyszły konsumentom na dobre, tak odejście w MacBooku Pro od jakichkolwiek funkcjonujących standardów to chyba za dużo.

Cholera, nawet broniłem takich głupot jak port ładowania Magic Mouse (bo korzystam z niego raz na kilka tygodni), a chociaż naśmiewałem się z etui typu multipla to wyposażyłem się w nie, bo tak jak wygląda paskudnie, tak jest po prostu wygodne. Broniłem nawet rezygnacji z minijacka w iPhonie – bezprzewodowe słuchawki to przyszłość – i jednego portu USB-C w 12-calowym MacBooku – to w końcu zupełnie inny typ komputera. Teraz jednak nawet nie próbuję wybronić Apple’a – posiadacze nowego MacBooka Pro będą mieć pod górkę w imię tego, by przyspieszyć adopcję USB-C w całej branży.

Problem jednak nie w tym, że Apple weszło w USB-C, bo to przyszłościowo dobra decyzja. Wkurza mnie jednak to, że firma się nieco pogubiła, a dział mobilny i dział komputerów najwyraźniej nie do końca ze sobą współpracują. Przykładem na to jest chociażby brak w pudełkach z nowymi MacBookami przejściówki z USB-C na stare USB lub chociaż kabla do ładowania iPhone’a. Szkoda, że Apple nie wykazało się “odwagą” i nie zrezygnowało z portu Lightning – tak jak miał on przewagę nad micro-USB, tak w starciu z USB-C przegrywa i służy już tylko od wyciągania kasy z producentów akcesoriów.

apple-macbook-2016-3b

Oczywiście zaślepiony fanboj mógłby to sobie racjonalizować – przecież mamy bezprzewodową synchronizacją, a ładować telefon możemy ze ściany – ale to nie zmienia faktu, że ktoś w Apple’u nie przemyślał tego wszystkiego do końca.

Kuriozalne jest zostawienie w tym komputerze portu minijack po tym, jak zniknął z iPhone’a. Zabawne wręcz jest to, że do żadnego MacBooka nie da się podłączyć nowych słuchawek od iPhone’a, a w rezultacie te ze złączem Lightning wrzuciłem do szuflady i korzystam ze starych EarPodsów na przejściówce. Owszem, rozwiązaniem są słuchawki Bluetooth – tylko czemu, u licha, AirPodsów nadal nie mogę kupić półtora miesiąca po premierze iPhone’a 7?

Te absurdy się nakładają na siebie i nie dziwię się, że są wodą na młyn hejterów. Apple’owi tym razem należy się krytyka – nawet nie za odejście od standardów, bo przyspieszy to nieuniknioną adopcję USB-C, ale za to, że nie zadbano o kompatybilność. Nie dość, że przejściówki do nowego MacBooka Pro kosztują tyle, co konsola do gier, to jeszcze nie wszystkie – takie jak np. do słuchawek Lightning – w ogóle istnieją. Paranoja.

pajakPrzemysław Pająk:

Dziwne rzeczy dzieję się w Apple, dziwnie jest także u mnie…

Gdy oglądałem konferencję Apple’a byłem przekonany, że kupię nowego MacBooka Pro. Im dłużej jednak od konferencji, im więcej czytam nt. nowego komputera Apple’a, tym bardziej przekonuję się, że go nie kupię. Nie jest dla mnie.

Touch Bar jest świetny. Naprawdę uważam, że to powiew świeżości w branży PC i znacznie lepszy pomysł, niż dotykowe ekrany. I byłoby naprawdę super, gdyby Apple nie zepsuł wszystkiego obok.

Jak można zrobić komputer, do którego nie podłączymy kablem smartfona od tego samego producenta? Jak można żądać za komputer 15 tys. i dać w nim jedynie 16 GB RAM-u? Jak można usunąć port SD, skoro nie zajmuje on więcej miejsca, niż port USB-C.

Nie po raz pierwszy odnoszę wrażenie, że Apple błędnie rozumie „odwagę” w swoich działaniach. Dziś coraz więcej niekonsekwencji, niezrozumiałych decyzji i absurdalnych rozwiązań, aniżeli myślenia pod kątem przyszłości.

Chciałem kupić nowego MacBooka Pro, ale on po prostu nie jest dla mnie.

Zobacz: Nowe MacBooki Pro 2016! Kupisz?

Czytaj więcej o nowościach Apple:

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji