Przesłuchałem piosenki stworzone przez roboty i… jestem spokojny

Felieton 27.09.2016
Przesłuchałem piosenki stworzone przez roboty i… jestem spokojny

Przesłuchałem piosenki stworzone przez roboty i… jestem spokojny

Wieść niesie, że podobno przyjdą roboty i nas zjedzą. Sztuczna inteligencja zabierze pracę. Ba, nie tylko pracę, ale też kulturę, bo skoro AI potrafi już komponować piosenki i malować obrazy, to co niedługo zostanie z ludzkości? Ano, dużo zostanie.

Napisałem kiedyś, że nie chcę świata, w którym nawet sztuka jest tworzona przez roboty. Taki świat jednak szykuje dla nas Alphabet, w swoim nowym projekcie Magenta. Nad taką przyszłością pracuje też Sony, którego francuski oddział chce w przyszłym roku wydać album muzyczny, skomponowany w całości przez… sztuczną inteligencję.

Sztuczna inteligencja w muzyce?

Naukowcy z Sony CSL Research Laboratory opublikowali niedawno dwa pierwsze „single” z zapowiadanego na 2017 rok albumu, skomponowanego przez sztuczną inteligencję.

Pierwszy z nich nosi tytuł Daddy’s Car i jest inspirowany wczesnym popem oraz twórczością The Beatles:

Drugi zaś, Mr Shadow, ma zabrać nas do czasów Duke’a Ellingtona:

Jak powstały te „kompozycje”?

Wszystko odbywa się za sprawą systemu FlowMachines i programu FlowComposer. Sztuczna inteligencja stworzona przez Sony i FlowMachines przeanalizowała ponad 13 tys. zapisów nutowych z szerokiego spektrum gatunkowego, niejako „ucząc się” muzyki.

Następnie kompozytor, w tym konkretnym przypadku Benoît Carré, stworzył wiodącą linię melodyczną i harmoniczną, oraz napisał teksty dla potencjalnych piosenek.

Dysponując bazą danych oraz wiodącymi liniami, AI miała za zadanie stworzyć utwór muzyczny wg wskazanego stylu. Stworzona w ten sposób piosenka następnie trafiła do finalnego miksu i masteringu (dokonanego przez człowieka), a następnie do naszych uszu.

Efekt? Dwa utwory, z których szczególnie ten pierwszy, Daddy’s Car, jest łudząco podobny do ludzkiej muzyki.

Tyle tylko, że wcale nie uważam, abyśmy musieli zacząć się bać. Wcale też nie uważam, że AI zabierze pracę muzykom, o nie. Za to łatwość, z jaką AI odwzorowała muzykę popularną… podkreśla tylko, jak łopatologicznie prosta stała się współczesna muzyka.

Muzyka popularna stworzona przez człowieka, vs muzyka popularna stworzona przez maszynę: nie widzę różnicy.

Algorytmy stworzone przez Sony i FlowMachines są dziś w stanie tworzyć proste utwory, z niewysublimowaną harmonią, względnie prostą linią melodyczną i oprawą liryczną, która mami pustymi frazesami i powtarza kliszę za kliszą.

A teraz zastąpcie pierwszych pięć słów powyższego zdania słowami „twórcy muzyki popularnej”. Widzicie różnicę? Bo ja nie.

Fakt, iż AI jest w stanie z taką łatwością komponować muzykę „pod dyktando” konkretnego stylu z jednej strony oczywiście świadczy o niesamowitym rozwoju technologicznym. Z drugiej zaś potwierdza tylko, jak prosta, schematyczna i przewidywalna stała się dziś muzyka w niektórych gatunkach.

Na 10 puszczanych w radiu utworów 9 jest zwyczajnie prymitywnych. Z tych 9 co najmniej 8 to utwory oparte o triadę harmoniczną a 7 to ckliwe piosenki o miłości lub coraz mniej subtelne metafory kopulacji. 6 to covery. 5 z tych 6 coverów jest obrazą dla oryginału. I tak dalej.

Oczywiście – nieco koloryzuję. Ale staram się przekazać tutaj swój punkt widzenia: skoro muzyka, jaką tworzy człowiek, stała się tak prymitywna, to nie bądźmy zdziwieni, że maszyna jest ją w stanie z taką łatwością odtworzyć!

Czytam w zagranicznych internetach, że piosenki skomponowane przez AI Sony są „alarmujące”, „niepokojące”, „dają do myślenia”. No pewnie, że dają do myślenia. Każą się zastanowić, co zrobiliśmy źle, skoro współczesną kulturę i sztukę jest w stanie zastąpić robot i to z taką dokładnością, że postronny obserwator nawet nie odróżni tworu ludzkiego od robotycznego?

Ostatnio obejrzałem bardzo ciekawy materiał o tym, że w ludzkim głosie na nagraniach nie pozostał już ślad człowieczeństwa – znakomita większość ścieżek dźwiękowych przepuszczana jest przez wtyczki takie jak Autotune czy Melodyne, które wygładzają wszelakie niedoskonałości, zasłaniają braki warsztatowe i „odczłowieczają” tym samym tembr ludzkiego głosu.

Dziś robią to na tyle doskonale, że przeciętny słuchacz nie ma szans rozpoznać, które nagranie zostało pokolorowane, a które nie. Ba, nawet profesjonaliści mają z tym coraz większy problem.

Jak tu więc się dziwić, czy też nawet mieć pretensje, że za tworzenie maszynowej twórczości zabierają się maszyny?

Na szczęście, jest też druga strona medalu.

Jeśli AI zacznie sobie coraz śmielej poczynać w muzyce i sztuce szeroko pojętej (a nie łudźmy się – to tylko kwestia kilkunastu lat), mam szczerą nadzieję, że zostanie to potraktowane przez świat kreatywny jako potężny impuls do działania.

Do tworzenia rzeczy wyjątkowych, głębokich, pięknych. Do komponowania muzyki tak nieprzewidywalnej i emocjonalnej, że żadna maszyna nie będzie w stanie jej zreprodukować. Do malowania obrazów tak abstrakcyjnych lub też tak pełnych wyrazu, że od razu będzie od nich biło „jestem dziełem człowieka”.

A tym samym zrodzi się nam nowy gatunek muzyki popularnej, o znacznie wyższym standardzie niż to, co obserwujemy dziś. Bo skoro te „najniższe” instynkty muzyczne zaspokoi maszyna, to co pozostanie dla ludzkich kompozytorów?

Nic innego, jak tylko wyniesienie swojej twórczości na inny, wyższy poziom, by móc konkurować o atencję słuchaczy ze sztuczną inteligencją.

Nadal potępiam dehumanizację sztuki. Ale uważam to zjawisko za ogromną szansę.

Być może to, co mówię, brzmi bardzo naiwnie i idealistycznie, ale… mam to gdzieś, tak naprawdę. Głęboko jednak wierzę, że próba wykreślenia czynnika ludzkiego ze sztuki przyniesie nam piękne efekty. Przyniesie nam artyzm, jakiego w ostatnich czasach tak często nam brakuje. No bo na miłość Boską… czy poważnie największym dziedzictwem kultury masowej XXI wieku ma być wart kilka milionów dolarów obraz czarnej kropki na białym tle, zdjęcie ziemniaka, lub piosenka Rihanny?

Mocno liczę na to, że wprowadzenie sztuki tworzonej przez maszyny na masowy rynek odmieni tę sytuację. Niejako zmusi artystów do wysilenia się nad swoją pracą, a przy okazji ściągnie ze sceny tych ludzi, których jedynym talentem jest odpowiedni rozmiar miseczki stanika, ciało modela, uśmiech niczym z reklamy i umiejętność potrząsania tyłkiem do rytmu.

Oczywiście zostaje też czarny scenariusz, w którym maszyny przejmują władzę, a ludzka sztuka schodzi do podziemia.

Na szczęście w ten kreatywny odłam ludzkości wierzę jeszcze na tyle mocno, że nie sądzę, aby taki scenariusz mógł się ziścić.

Czytaj również: Nie chcę świata, w którym nawet sztuka jest tworzona przez roboty

Dołącz do dyskusji

Advertisement