Skype Teams to mocny sygnał, że dla Microsoftu liczą się głównie korporacje

Felieton/Technologie 28.09.2016
Skype Teams to mocny sygnał, że dla Microsoftu liczą się głównie korporacje

Skype Teams to mocny sygnał, że dla Microsoftu liczą się głównie korporacje

Microsoft jeszcze długo nie przestanie walczyć o serca małych firm i użytkowników indywidualnych. Wczoraj argumentowałem wam jednak, że coraz bardziej skupia się na innym rynku. Na tym, w którym ma faktycznie relatywnie pewną przyszłość.

Wczoraj przy okazji przecieków o Andromedzie forsowałem tezę jakoby Microsoft szykował się do porażki na rynku konsumenckim poprzez umacnianie swojej pozycji na rynku klientów korporacyjnych i kierowanie na niego większości swoich zasobów, uwagi i inercji. Dziś przedstawię wam na to kolejny dowód.

Zacznę jednak od kontekstu. Istnieje usługa o nazwie Slack, z której korzystamy w redakcji Spider’s Web. Nie znam genezy jej powstania, ale wyobrażam sobie ją mniej więcej tak: „hej, chłopaki, pamiętacie IRC-a? weźmy zróbmy jego kopię jeden do jednego, zamieńmy otwarty protokół na własnościowy i wydajmy to jako produkt”. Kilka miesięcy później Slack jest wyróżniony nagrodą za bycie najgorętszym startupem roku, zarabiając niesamowite pieniądze na swojej popularności.

Slack wbił się przebojem na rynek, a giganci zajmujący się tworzeniem oprogramowania dla firm decydują się go albo ignorować, albo, tak jak w przypadku Microsoftu, kopiować. Choć użycie „kopia” wobec usługi będącej kopią starego, otwartego rozwiązania wydaje się tu być przesadzone. Microsoft wie, że Slack oferuje fajną, oryginalną i użyteczną alternatywę dla Yammera. Postanowił więc nie marnować czasu.

Tak powstał Skype Teams

Skype Teams

Usługa powstawała przez 18 miesięcy, aktualnie prowadzone są jej testy wewnętrzne, a od listopada (choć to nie jest potwierdzony termin) Skype Teams ma zostać udostępniony szerszej publiczności w wersji testowej. Premiera produkcyjnej wersji usługi przewidziana jest na styczeń przyszłego roku.

Skype Teams ma być usługą, jak już wspominałem, bardzo podobną do Slacka, a aplikacje klienckie przewidziano na systemy Windows, macOS, iOS i Android. Będzie się różnić dwiema zasadniczymi rzeczami. Pierwsza, czego można było się spodziewać, to głęboka integracja z innymi usługami Office 365. Druga, to uzależnienie od nich.

Skype Teams, w przeciwieństwie do Slacka, nie będzie samodzielną usługą. Ma być oferowany tylko dla subskrybentów biznesowych edycji Office’a 365. Nie skorzystasz ze Skype Teams, jeżeli masz jakąś nieformalną organizację i chcesz usprawnić wymianę informacji wewnątrz niej. Wygląda na to, że nie skorzystasz z niego nawet jeśli masz jakąś malutką firemkę. Skype Teams ma być dostępny w pakietach Enterprise E3 i E5.

Konsumenci i MŚP? Najwyraźniej, na razie, nie są dla Microsoftu interesujący

Nie ma żadnego praktycznego powodu na nieudostępnienie Skype Teams małym firmom czy użytkownikom indywidualnym. Microsoft najwyraźniej jednak nie zamierza tracić energii na opracowanie wersji tej usługi bez głębokiej integracji z innymi usługami Office 365, niedostępnymi w konsumenckich wersjach czy dla użytkowników, którzy Office’a 365 w ogóle nie używają.

Skype Teams

Ta strategia ma oczywiście pewien feler. A konkretniej fakt, że Slack budował swoją popularność od podstaw, a więc zaczynając właśnie od nieformalnych organizacji i małych firm, wprowadzając z czasem coraz więcej funkcji przydatnych w korporacjach i za które należy płacić. Microsoft jednak woli, po raz kolejny, wykorzystać swoją siłę w tychże korporacjach. Nawet nie próbuje budować społeczności Skype Teams oddolnie. Zamiast tego barykaduje Slackowi wejście do dużych firm, które w większości przypadków z rzeczonego Office’a 365 i tak już korzystają i które zdecydują się najprawdopodobniej wybrać narzędzie zintegrowane z resztą struktury informatycznej firmy i które nie będą chciały płacić dodatkowo za coś Slackowi, skoro mają to w cenie abonamentu za Office 365 Enterprise.

Konsumenci i MŚP? Może kiedyś. Na razie jednak uwaga Microsoftu zwrócona jest na umacnianie się w korporacjach. Bo Satya Nadella, aktualny dyrektor generalny firmy, zdaje sobie sprawę z tego, że jego firma jest zagrożona zepchnięciem na margines na rynku konsumenckim. Nie zamiera o niego przestać walczyć, przynajmniej w najbliższej przyszłości. Skupia się jednak na ugruntowaniu pozycji wśród grona liderów na rynku, na którym nadal mu to wychodzi bez większych problemów.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement