Polski przemysł nie jest gotowy na polskie innowacje – mówi twórca rewolucyjnych ochraniaczy

Artykuł/Technologie 22.09.2016
Polski przemysł nie jest gotowy na polskie innowacje – mówi twórca rewolucyjnych ochraniaczy

Polski przemysł nie jest gotowy na polskie innowacje – mówi twórca rewolucyjnych ochraniaczy

Są inne niż ochraniacze, które zwykle zakładają piłkarze. W ich wnętrzu znajduje się ciecz nienewtonowska, która twardnieje po kopnięciu, więc boli tego, kto kopie, a nie tego, kto nosi ochraniacz. Niestety na przeszkodzie w komercyjnym wdrożeniu ochraniaczy stoi brak pieniędzy.

O tajnikach nowych ochraniaczy rozmawiam z prof. Mikołajem Szafranem z Politechniki Warszawskiej, który kieruje zespołem naukowym.

m-szafran

Karol Kopańko, Spider’s Web: Jak działają opracowane przez Pana zespół ochraniacze?

Prof. Mikołaj Szafran, Politechnika Warszawska: Z zewnątrz wyglądają jak każde inne, ale diabeł tkwi w szczegółach. Wypełniają je ciecze zagęszczane ścinaniem. To płyny nienewtonowskie, więc jeśli mieszamy je wolno zachowują się jak zwykłe ciecze, natomiast jeśli zaczniemy je mieszać bardzo szybko albo w nie uderzymy, to zachowują się jak ciało stałe. Gwałtownie wzrasta lepkość, nawet o wiele tysięcy razy. Kiedy ustanie działanie siły, ciecz zagęszczana ścinaniem przyjmuje ponowie konsystencję cieczy.

Czyli kiedy piłkarz biega, to ma na nogach elastyczne ochraniacze, ale kiedy ktoś kopnie go w nogę, to natychmiast zamieniają się one w tarczę nie do przebicia.

Dosłownie. Przebadaliśmy ochraniacze piłkarskie kilkunastu firm i ich średnia zdolność do absorpcji energii, czyli pochłaniania siły uderzenia była o połowię niższa niż w przypadku naszych ochraniaczy.

Co ciekawe zwykłe ochraniacze po trzecim uderzeniu w to samo miejsce zachowują od 25 do 50 procent początkowej zdolności do absorpcji energii, a nasze zawsze mają powyżej 90 procent.

Kiedy zobaczymy je w akcji?

Rozważając pozytywny scenariusz już w przyszłym roku moglibyśmy wejść na rynek z niewielką partią. Na razie przygotowaliśmy 10 par, które testują piłkarze Podbeskidzia Bielska-Białej oraz Piasta Gliwice

Naszym konsorcjantem jest firma Polsport z Bielska-Białej, z którą prowadzimy rozmowy. To od nich zależy dalsza, przemysłowa kariera ochraniaczy.

A gdzie jeszcze można wykorzystać tę technologię?

We wszelkiego rodzaju ochraniaczach – nie tylko na nogi. Obecnie tworzymy tzw. mapy zależności i analizujemy jak różne składniki mieszaniny wpływają na ich właściwości. Tak tworzymy elastyczne ochraniacze np. na łokcie, które przy normalnym ruchu wciąż zachowują się jak ciecz, a twardnieją dopiero przy uderzeniu

Wcześniej pracowaliśmy nad kamizelkami kuloodpornymi. Stworzyliśmy takie odporne na strzały z pistoletu, kaliber 6 mm, a moglibyśmy nawet uodpornić je na strzały z „kałasznikowa”, kaliber 7,62 mm.

Na małą skalę są Państwo w stanie produkować ochraniacze metodą laboratoryjną, a czego brakuje do komercyjnego wdrożenia?

Jak zwykle pieniędzy. Potrzeba nam linii produkcyjnej i zatrudnienia do niej fachowców, a także pozyskania surowców. To wszystko kosztuje średnio 100 razy więcej niż same badania, na które środki mieliśmy.

Przemysł, jak dotąd, nie jest, moim zdaniem, przygotowany, aby wdrażać wynalazki rodzimych naukowców. Na ogół oczekuje, aby wszystko było przygotowane na wczoraj i najlepiej za darmo. Tak nie ma.

Ciągle odmienia się słowo innowacyjność przez wszystkie przypadki i osoby, a my wciąż liczymy, że słowa staną się rzeczywistością.

Ale nie czekacie z założonymi rękoma?

Obecnie nasz wynalazek jest chroniony 11 patentami, ale tylko w Polsce. Aby zdobyć patenty na najważniejszych rynkach potrzeba 900 tys. zł. Tymczasem na uczelni nie ma nawet funduszy, aby zatrzymać najbardziej kreatywnych doktorantów i finansować ich badania.

Polsce, jako krajowi niezbyt bogatemu, zawsze brakowało na to pieniędzy. Dlatego dobre pomysły, jak niegdyś niebieski laser czy grafen, jak dotychczas nie przyniosły naszemu krajowi odpowiednich zysków.

Dołącz do dyskusji

Advertisement