W górach jest wszystko co kocham, ale czy jest tam… to, czego potrzebuję? Jadę sprawdzić!

W górach jest wszystko co kocham, ale czy jest tam… to, czego potrzebuję? Jadę sprawdzić!

W górach jest wszystko co kocham, ale czy jest tam… to, czego potrzebuję? Jadę sprawdzić!

W górach jest – i tu nie mam żadnych wątpliwości – wszystko co kocham. Pytanie tylko, czy jest tam wszystko, czego faktycznie potrzebuję? Żeby to sprawdzić, opuszczę na kilka dni moje wygodne biuro ze stałym, kablowym internetem i ruszę w nieznane.

Ok, to nieznane nie będzie może aż tak egzotyczne jak miejsca, w które wybiera się redakcyjny kolega, Karol Kopańko, ale i tak zapowiada się fascynująca wyprawa. Gdzie, po co i dlaczego?

Gdzie jadę?

A właściwie jedziemy, bo w podróży uczestniczyć będą dwie osoby. Celem trzydniowego wyjazdu będzie Krynica Zdrój – idealna baza dla osób, które – tak jak ja – przez cały dzień pracy nie myślą o niczym innym, jak tylko o wyrwaniu się na chociażby najkrótszą wycieczkę w góry.

Masa szlaków turystycznych, ogromny park krajobrazowy, przepiękne Beskidy, a do tego szansa na to, żeby pobić moje skromne rekordy dystansu i przewyższenia podczas górskich marszy. Może nie napiszę, że zemdlałem z radości, kiedy dowiedziałem się, że właśnie tam jestem wysyłany służbowo, ale… było blisko.

Służbowo? Jak to? Czyli po co?

Mniej więcej po to samo, po co Przemek Śmit pojechał niedawno nad morze. Żeby sprawdzić, czy i po drugiej stronie Polski w trakcie urlopu można bez żadnych problemów korzystać z bezprzewodowego dostępu do Internetu.

I nie, nie zamierzam specjalnie na tym wyjeździe pracować, choć to nie znaczy, że od Internetu odetnę się całkowicie. Może być nawet… zupełnie odwrotnie.

Po co ci w takim razie internet?

Och, długo byłoby wymieniać, więc ograniczę się tylko do absolutnych podstaw.

Po pierwsze, zabieram ze sobą smartfon, a nawet dwa – w tym urządzenie LG, w którym znajdzie się karta SIM z dostępem do internetu LTE. Po co? Przede wszystkim po to, żeby nie stracić kontaktu ze światem – cały czas chcę być w stanie odbierać prywatne maile, czytać o nowościach, które mnie interesują, szukać interesujących mnie miejsc na mapie i czytać ciekawostki o tym, co mnie otacza. Jak bardzo bym czasem nie narzekał na stałe podłączenie do sieci, tak za żadne skarby z niego nie zrezygnuję.

Dwa pozostałe powody uzbrajania się w smartfony ze stałym dostępem do internetu są już dużo bardziej urlopowe. Raz, że planuję – trochę ze względów bezpieczeństwa – korzystać z funkcji mojego zegarka sportowego pozwalającej stale przekazywać wybranym osobom swoją lokalizację. Dwa, nie jestem fanem noszenia papierowych map, a właściwie noszenia tylko papierowych map – będę miał więc ze sobą kilka aplikacji z mapami topo. A aplikacje – jak wiadomo – lubią dostęp do internetu.

O tak prozaicznych motywacjach jak chęć przesyłania znajomym i rodzinie zdjęć czy filmów wykonanych w trakcie wycieczki wspominam tylko z jednego powodu – część z tych materiałów wyślę prosto z trasy, ale część będę chciał obrobić na spokojnie na większym ekranie. A że nie biorę ze sobą komputera, tylko tablety (tak, dwa tablety), będę polegał w 100 proc. na synchronizacji bezprzewodowej. A czekać i szukać zasięgu nie lubię…

To z kolei prowadzi nas bezpośrednio do małej spowiedzi, zawierającej listę sprzętu, który ze sobą zabieram.

30 ton… elektrosprzętu

Listę otwierają oczywiście dwa smartfony (w sumie, z osobą towarzyszącą, trzy). Najłatwiej nadadzą się do szukania miejsc, w których nie ma zasięgu i na pewno to one będą najcześciej używane.

Do nich podłączone będą z kolei moje ulubione elektroniczne sprzęty turystyczne – Garmin Fenix 3, nadający za pomocą smartfonowego połączenia moją pozycję, oraz Vivosmart HR tej samej firmy.

Mała ciekawostka: jeśli będę chciał zsynchronizować dane trasy z zegarka z telefonem, wymagane (!) jest połączenie z internetem. Synchronizacja nie jest bowiem lokalna – dane przez smartfon są wysyłane na serwer i dopiero stamtąd pobierane na telefon.

Do tego zestawu oczywiście musi dołączyć jakaś opcja pełnoekranowa – zarówno do planowania kolejnych wycieczek, jak i obróbki filmów i zdjęć, a także po prostu oglądania filmów i seriali wieczorami, po wyczerpujących wędrówkach.

Osoby są dwie, tablety są więc dwa (w tym Lenovo Yoga TAB 3, o którego pewnie będzie – ze względu m.in. na rozmiar ekranu – niewielka wojna). Co idealnie wpasowuje się w taki układ?

Tak, osobny, przenośny router WiFi, który korzystając z połączenia LTE Plusa powinien zapewnić dwóm sprzętom jednocześnie szybkie pobieranie i wysyłanie plików, a także płynny obraz w przypadku streamingu wideo.

Czyli… będzie się działo?

A jasne! Tym bardziej, że nie ma tu żadnych zasad, żadnych wskazanych punktów, w których mam testować dostęp do internetu. Pojadę do Krynicy Zdrój – którą wiele osób pewnie rozważa jak cel kilkudniowego wyjazdu – tak, jakbym jechał tam na urlop, serwując sobie co najmniej 1000 km jazdy samochodem i – mam nadzieję – kilkadziesiąt kilometrów górskich wędrówek.

Przez ten cały czas będę po prostu… korzystał z internetu. Tak, jak korzystam z niego na każdym innym urlopie, czyli ponadprzeciętnie intensywnie. Jeśli okaże się, że w kluczowym momencie tego internetu zabraknie – będę się wściekał i bez wątpienia o tym napiszę. Jeśli natomiast nawet z kompletnej leśnej głuszy będę w stanie wysłać Szymonowi Radzewiczowi filmik z gołębiem, będę zachwycony i też o tym napiszę.

Gdzie o tym napiszę?

Oczywiście na Spider’s Web. Podczas gdy moi koledzy z redakcji będą wyrabiać swoje godziny pracy zgarbieni przed monitorami, jak będę tu prowadził ze swojego smartfona regularny liveblog, gdzie ba bieżącą będę się dzielił z wami obserwacjami i przemyśleniami. Będzie trochę o internecie i sprzęcie, ale uprzedzam – może być też po prostu o górach. Albo o wszystkim po trochu.

Kiedy?

Liveblog startuje jutro (piątek) rano i będzie trwał ho-ho, to znaczy aż do soboty. Wpadnijcie, zerknijcie na chwilę na coś innego, niż widok zza okna waszego biurowca, zostawcie komentarz i może jakąś łapkę w górę (to zawsze działa, nie?).

Co potem? Potem powstanie jeszcze co najmniej jeden materiał, opisujący w bardziej zwartej i oszlifowanej formie to, jak spisał się internet Plusa w górach. I jak to w ogóle jest, tak wyrwać się w środku tygodnia z miasta, zarzucić plecak na ramię i ruszyć w przepiękne polskie góry.

Ach, gdyby takie zadania zlecali mi częściej!

PS Zdjęcie główne przedstawia inne góry. 

PS Tak, będą GIF-y.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement