McLaren byłby dla Apple’a idealny. Wiem, bo byłem i widziałem

Felieton/Motoryzacja 22.09.2016
McLaren byłby dla Apple’a idealny. Wiem, bo byłem i widziałem

McLaren byłby dla Apple’a idealny. Wiem, bo byłem i widziałem

No dobra, McLaren już to zdementował (choć tak jakoś enigmatycznie, o czym na końcu), ale ja nie mogę oprzeć się wrażeniu, że dla Apple’a byłoby to idealne przejęcie. Wiem, bo byłem i widziałem McLarena (co nieco) od środka.

Siedzibę McLarena miałem okazję zwiedzać podczas półprywatnej wizyty w grudniu 2014. I już wtedy, w wąskim gronie wycieczkowiczów, rozmawialiśmy, że McLaren to najbardziej ‚apple’owa spółka motoryzacyjna’ na świecie. I że mariaż między nimi byłby harmonijny.

Wszystko tam było ‚jak w Apple’.

Siedziba jak statek kosmiczny. Może nie tak spektakularna jak ta, którą Apple buduje w Cupertino, ale równie zaawansowana technologicznie. Zbudowana w niszy miasteczka Woking. Znajduje się w pasie korytarza powietrznego samolotów zmierzających do i z Heathrow, i to determinuje jej wysokość i konstrukcję. Ma kształt dość płaskiego okręgu, w 1/3 wypełnionego wodą. Całość z góry przypomina symbol yin and yang.

mtc_top_view_etimo4z

W środku jest równie futurystycznie jak na zewnątrz. I ultrasterylnie. Jest stal i szkło. Prostota, minimalizm i wybitnie drogie materiały wykończeniowe. Szklane korytarze wiją się na różnych wysokościach. Niektóre wyglądają jak zawieszone w próżni.

Konspiracja wszędzie. Mimo iż – jak wspomniałem – byliśmy z wizytą półprywatną – poziom sprawdzania, bezpieczeństwa, pozwoleń, zakazów, nakazów, pracowników o różnych poziomach wtajemniczenia i możliwości przekraczania konkretnych drzwi, samoistnie wprowadzał we mnie nerwowość.

Sterylność i przestrzeń na maksa. Jeśli możecie sobie wyobrazić jakieś najbardziej futurystyczne biura, pełne niewyobrażalnej wręcz przestrzeni, wyjątkowo drogich mebli, to właśnie tak jest w McLarenie. Ludzi, mimo iż pracuje ich tam od groma, prawie nigdzie nie widać. Poukrywani w zakamarkach wielkich gabinetów.

I nawet lunch, który nam zaserwowano na spotkaniu z prezesem McLarena był jak w najbardziej wykwintnej restauracji. Jedzenie podawane na płytkach z dziwnego tworzywa, szklanki w formie tak dziwnej, że to dziś się zastanawiam, jak je w zasadzie trzeba było poprawnie trzymać. I ta wszechobecna cisza. Przerażająca cisza.

Samochody. Dzieła sztuki, które McLaren traktuje niczym pomniki. Zarówno bolidy z Formuły 1, jak i te osobowe, które sprzedaje za horrendalne wręcz ceny. I nie każdy może je kupić, ha! McLaren selekcjonuje klientów – sprawdza ich i decyduje, czy dany osobnik może nabyć McLarena. Nie wystarczy mieć kasę, dużo kasy. Trzeba mieć też odpowiednią klasę, którą ocenią przedstawiciele McLarena. Aha, i odsprzedawanie McLarena jest niemile widziane. Jeśli ktoś to zrobi, nie może już raczej liczyć na to, że będzie mógł kupić nowego.

Elitaryzm, poczucie wielkiej własnej wartości, niewyobrażalne bogactwo, technologiczne zaawansowanie, mistycyzm wokół produktów – to wszystko McLaren i Apple mają ze sobą wspólnego. W tym przypadku do zderzenia różnych korporacyjnych kultur by raczej nie doszło.

I nawet dementi McLarena jest mocno apple’owe: „Niniejszym potwierdzamy, że McLaren nie prowadzi rozmów z Apple’em w sprawie jakiejkolwiek inwestycji”. Zwróćcie uwagę na czas teraźniejszy wypowiedzi. Wcale więc nie oznacza, że McLaren nie prowadził w przeszłości lub nie będzie prowadził w przyszłości rozmów z Apple’em.

Prawie jak public relations w wykonaniu Apple.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement