Inwestor rozpuszcza przedsiębiorców, ale to kredyt mobilizuje do działania

Inwestor rozpuszcza przedsiębiorców, ale to kredyt mobilizuje do działania

Inwestor rozpuszcza przedsiębiorców, ale to kredyt mobilizuje do działania

Prowly, MU Interactive i FastTony.es – to trzy polskie startupy, które udowadniają, że kredyt na rozwój firmy może być strzałem w dziesiątkę.

Kredyt, inwestor, anioł czy środki własne

To chyba najbardziej klasyczne pytanie łączące się z rozkręcaniem startupu. Młode firmy najczęściej chwalą się pozyskaniem pieniędzy od inwestora. W oczach rynku ma to bowiem wyglądać na walidację ich pomysłu na biznes: „Ktoś doświadczony zainwestował w nas kupę kasy, uwierzył, że podbijemy świat, wiec nie może nam się nie udać”.

Niestety rzeczywistość jest brutalna i doświadczenie uczy, że sukces odnosi zaledwie jeden na sto startupów.

Ryzyko jest gigantyczne. Mam nadzieję, że wypalą wszystkie nasze inwestycje, ale powoli przygotowujemy się, aby zamknąć niektóre z nich. (…) Cały czas zdarza się, że musimy podjąć decyzję o końcu współpracy. (…) Nie jesteśmy mistrzami świata, którzy realizują poprawnie wszystkie inwestycje, w które wchodzą. To ryzykowny biznes – mówił mi przed rokiem Tomasz Czapliński SpeedUp Group inwestującej w startupy.

Nie ma uniwersalnej rady

Każdy biznes jest inny i pieniędzy potrzebuje na innych etapach swojego rozwoju – niektórzy zaraz po rozrysowywaniu modelu biznesowego na kartce papieru, a inni przy wprowadzaniu gotowego produktu na rynek.

Doskonałym przykładem dla tych słów wydaje się Prowly, polska platforma ułatwiająca zarządzanie działaniami media relations. W drugiej połowie 2013 roku firma dostała od inwestora 230 tys. zł na rozkręcenie biznesu i doskonalenie produktu. Niestety pieniądze skończyły się szybciej niż biznes zaczął na siebie zarabiać.

Założycielka Prowly – Joanna Drabent stanęła przed trudnym wyborem – albo zwija firmę, albo szuka kolejnego finansowania wierząc w jego powodzenie. Decyzja padła na kredyt bankowy, co było strzałem w dziesiątkę, bo dziś Prowly przynosi zyski.

Raczej niemożliwym jest zdobycie środków w postaci kredytu na realizację przedsięwzięcia w fazie pomysłu na kartce papieru. Zbyt duże ryzyko. W naszym przypadku przed taką decyzją stanęliśmy, gdy Prowly jako aplikacja była dostępna już komercyjnie i została zwalidowana przez rynek, czego dowodem byli płatni klienci. – mówi Drabent.

A co jeśli pomysł dopiero kołacze nam się w głowie? Myślimy, że Facebookowi czy Amazonowi nieco brakuje do ideału i chcemy sprawdzić swoją hipotezę? Często zdarza się wówczas, że pieniędzy potrzeba na tzw. MVP, czyli Minimum viable product – wersję produktu, która wstępnie spełnia zakładane wymagania i pozwala go przetestować na rynku.

W takim wypadku pomocny może być kredyt partnera naszego cyklu startupowego Idea Banku – Kredyt Na start. W jego ramach można dostać od 5 tys. do maksymalnie 350 tys. zł z oprocentowaniem od 6,5 proc. rozciągniętym nawet na 10 lat.

Co ciekawe Idea Bank posiada również promocję „Rok bez ZUS-u”, w której wypłaca dwanaście premii miesięcznych w kwocie 400 zł każda, z możliwością przeznaczenia na opłacenie składki ZUS.

Zespół Prowly
Zespół Prowly

Kluczową kwestią jest estymacja wymaganych środków do opracowania MVP i rozważenie innych, poza kredytem możliwości finansowania.

Pieniądze to nie wszystko, więc warto – zanim w ogóle zaczniemy się nad tym zastanawiać – zweryfikować, jakimi zasobami (środki finansowe, kadra założycielska i jej kompetencje niezbędne do stworzenia MVP, startu komercyjnego i wstępnej walidacji) dysponujemy na wczesnym etapie rozwoju. Myślę, że to ma kluczowy wpływ na podjęcie słusznej decyzji i obranie właściwego kierunku w zakresie wyboru źródła finansowania. – mówi Drabent.

W styczniu tego roku historia zatoczyła koło i Prowly zgodziło się na propozycję inwestora. 4,5 mln zł wyłożył polski fundusz VC Internet Ventures i agencja marketingowa Bluerank. Obie strony chcą wykorzystać synergię PR-u i marketingu.

Dobry inwestor jest skarbem startupu. Mogą o tym zaświadczyć Brainly, MySpiroo, czy InterviewMe. Nie wszyscy mają jednak tyle szczęścia.

Inwestor to tylko kasa?

Przed podobnym pytaniem co MU Interactive stał też Daniel Kędzierski, który rozwija własny startup FastTony.es wspierający promocję oraz sprzedaż na Facebooku i Instagramie:

Gdy powstawał FastTony.es mogliśmy pójść wieloma drogami, dwie z nich to szukanie inwestora (to wymaga czasu i zasobów ludzkich) lub szybki start poprzez kredyt (dużo krótsza droga do środków) – mówi Kędzierski. Budując wizję swojego startupu należy pamiętać, że inwestor to w większości przypadków tylko „kasa”, a skoro nie ma nic ponadto, to są inne instytucje, które się specjalizują się w „dawaniu kasy”. Nazywają się banki. – mówi Daniel Kędzierski, współtwórca FastTony.es.

Startup to przecież szybkie reagowanie na zmieniające się otoczenie czy potrzeby rynku. Nie jest więc wskazane, aby kurczowo trzymać się inwestorskiej prezentacji, nawet jeśli chodzi o strategię czy komunikację z klientami.

Kredyt mobilizuje

Na kredyt można patrzeć jak na miecz Damoklesa, czyli nieubłagane niebezpieczeństwo, albo jak na czynnik mobilizujący do ciężkiej pracy.

Wziąłem kredyt hipoteczny, więc moja porażka będzie porażką całej rodziny. To uczy dyscypliny i odpowiedzialności, i motywuje każdego dnia do pracy na 100%. Kiedy w starożytnym Rzymie oblegano twierdzę, to w trakcie szturmu na mury żołnierze byli skupieni w górnej części wieży oblężniczej. Zdarzało się, że dowódca podpalał wieżę na dole. Żołnierze musieli przejść przez mury lub spłonąć. Nie mając odwrotu dawali z siebie wszystko, aby osiągnąć cel. Ja też daje z siebie wszystko. – mówi Kędzierski.

Twórca FastTony.es Daniel Kędzierski
Współtwórca FastTony.es Daniel Kędzierski

Współtwórca FastTony.es zwraca również uwagę, że pozyskanie inwestora zmienia nieco soczewkę patrzenia na biznes – nie jako ciężką pracę, a modę przeniesioną z zachodu:

W startupach doinwestowanych często słyszę: „mam pół miliona od inwestora, wiec spróbujmy wszystkiego na raz”. Mając pieniądze „znikąd”, są bardziej skłonni do ryzyka i częstokroć wychodzą z założenia, że jak stracą, to nie swoje, a inwestora, więc mogą sobie na to pozwolić. Wielu CEO podchodzi do robienia startupu, jako do czegoś modnego, a w szczególności są to ludzie młodzi, którzy naczytali się o „success story” Amerykanów, którzy po kilku miesiącach sprzedali swojej aplikacje za miliony. Nikt nie rozumie, że startup to praca , jeszcze raz praca i trochę szczęścia, a za sukces nie odpowiada CEO, tylko wiele osób, które nie zawsze są częścią organizacji np. klienci i współpracownicy – zwraca uwagę Kędzierski.

Firmy, które osiągnęły już sukces i mają ugruntowaną pozycję na rynku również mogą chcieć skorzystać z kredytu na rozwój działalności czy ekspansję na nowe rynki. Przykładem może tu być kredyt inwestycyjny oprocentowany od 4,25 proc. na kwoty od 10 tys. do maksymalnie 3 mln zł, albo obrotowy, oprocentowany od 5,25% dla kwot od 1 tys. do 1,5 mln zł.

Ten drugi adresowany do spółek prawa handlowego, spółek cywilnych czy przedsiębiorców prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, których płynność została zachwiana przez kontrahenta spóźniającego się z płatnością.

Decydując się na kredyt warto jednak mieć w głowie ograniczenia, które za sobą ciągnie.

Prawdą jest że z kredytem jest trudniej, bo to obciążenie emocjonalne i co miesiąc pomniejszają się zasoby, ale sam sobie mogę ustalić KPI i wyznaczyć cele. Dużo współpracuję z młodymi firmami, których szefowie często mówią: „teraz mamy pieniądze, więc zaszalejemy”. My natomiast mówiliśmy: teraz mamy kredyt, więc musimy kombinować tak, aby na wszystko wystarczyło. Nie mogliśmy robić kilku projektów jednocześnie, a wybór tego, który w pierwszej kolejności realizujemy był podyktowany szybkością komercjalizacji tego rozwiązania. Dzięki temu mogliśmy szybko samofinansować się, a pieniądze, które zarobiliśmy inwestowaliśmy w rozwój – podkreśla Kędzierski.

Każdy przedsiębiorca powinien więc indywidualnie przeanalizować swoją sytuację i odpowiedzieć sobie na pytanie, która z dróg w jego przypadku lepiej zaprowadzi go do celu.

Oczywiście skupiłem się na tej części startupów, które w mojej ocenie robią to źle, ale jest też wiele, które dzięki finansowaniu udaje się zeskalować lub tylko dzięki niemu udało się wyprodukować produkt. Gdybym jeszcze raz stanął przed wyborem kredyt czy inwestor, wybrałbym kredyt – kończy Kędzierski.

 

* Zdjęcie główne zostało wykonane w IdeaHUB-ie, więcej o nim dowiesz się TU.

Dołącz do dyskusji