Apple chyba bardzo nie chce, żebym kupił nowszego iPhone’a

Felieton/Technologie 16.09.2016
Apple chyba bardzo nie chce, żebym kupił nowszego iPhone’a

Apple chyba bardzo nie chce, żebym kupił nowszego iPhone’a

Niby Apple takie złe i niedobre, i zachęca (a według niektórych zmusza) do tego, żeby co roku wymieniać telefon na nowszy i bardziej emejzing. Patrzę na mojego starego iPhone’a i jakoś nie mogę tego zobaczyć.

2013 – to właśnie w tym roku na rynek trafił iPhone 5s, którego aktualnie używam. I który spisuje się w moich rękach na tyle dobrze, że o wymianie na nowszy model mogę myśleć tylko w dwóch przypadkach – kiedy całkowicie się rozsypie albo kiedy zacznie działać tak wolno, że korzystanie z niego okaże się męką.

Tego pierwszego przewidzieć nie jestem w stanie, za tego drugiego można się spodziewać przy którejś kolejnej aktualizacji oprogramowania. W końcu smartfonowe podzespoły starzeją się szybko, nawet bardzo szybko.

Tyle tylko, że ten moment… nie chce w ogóle nadejść. A mój iPhone 5s zaczyna zamieniać się powoli w smartfonowy odpowiednik również posiadanego przeze mnie Kindle’a 3. Kindle’a, który od lat działa tak dobrze, że nie jestem w stanie znaleźć żadnego argumentu, który uzasadniłby zakup nowszego modelu.

Nie obiecywałem sobie wiele po iOS 10.

W końcu to mocno zmieniony system, a mój telefon nowy nie jest. Ba, jest równy wiekiem Galaxy S5, który diabli wiedzą, czy dostanie Androida 7.0. Znalazłem w Sieci 20 newsów mówiących o tym, że dostanie i 20 o tym, że jednak nie. Dobrze, że to nie moje zmartwienie.

Zainstalowałem jednak iOS 10 na tym starym iPhonie i… mocno się zdziwiłem. Nie wiem, czy to kwestia zmienionych animacji czy innych szczegółów, ale – choć ten tekst jest oklepany aż do bólu – czuję, jakby 5s zyskał zupełnie nowe życie. Nie tylko nie działa wolniej, ale niektóre akcje zdają się być realizowane wręcz ciut szybciej. Może to tylko złudzenie, ale w końcu liczy się to, jak odbiera to użytkownik – nie to, czy faktycznie jest to robione 0,5 albo 0,1 sekundy szybciej.

Tak, zdarzają się, raz na jakiś czas, drobne opóźnienia w niektórych przejściach. To w końcu stary telefon – nie oczekujmy, że będzie całkowicie idealnie. Ale jak na telefon, po którym na rynek trafiły już jego kolejne 3 generacje (6, 6s, 7), jest to wynik wręcz absurdalnie dobry.

Jedynym problemem, który przyniosła ze sobą aktualizacja iPhone’a 5s było potężne przegrzewanie się telefonu i szybkie rozładowywania akumulatora przez pierwsze kilkanaście godzin. Po tym czasie (i kilku awaryjnych ładowaniach) sytuacja zdała się wrócić do normy. Czyli, jak to w przypadku iPhone’a 5s, jeśli odłączę go przy wstawaniu od ładowarki, to prawdopodobnie dotrwa do śniadania bez ponownego podłączania.

Zmienić? A po co?

Mam taki dziwny odruch, że kiedy tylko pojawia się nowa generacja czegoś, czego aktualnie używam, od razu chcę pędzić do sklepu. I tak jest co jakiś czas też z iPhone’em. W końcu mógłbym wymienić dobrego 5s na świetnego SE – z dużo lepszymi podzespołami, dużo lepszym aparatem, wyraźnie wydajniejszym akumulatorem.

Ale wtedy biorę do ręki 5s, z zainstalowanym w dniu premiery najnowszym systemem operacyjnym, i zadaję sobie pytanie: co ten telefon robi na tyle źle, żeby warto go było zmienić? Odpowiedź jest prosta: nic.

Dołącz do dyskusji