W przyszłym roku możemy nie ujrzeć nowego Assassin’s Creed. I bardzo dobrze

Felieton/Gry 23.09.2016
W przyszłym roku możemy nie ujrzeć nowego Assassin’s Creed. I bardzo dobrze

W przyszłym roku możemy nie ujrzeć nowego Assassin’s Creed. I bardzo dobrze

Przyznaję bez bicia, nie jestem growym wyjadaczem na miarę Szymona Radzewicza lub Piotrka Grabca. Mimo to tysiące godzin spędzonych przy konsoli sprawiły, że kiepską grę potrafię rozpoznać na kilometr. Jest to powód, dla którego nie kupiłem poprzedniej części Assassin’s Creed. I dla którego poważnie rozważę kupno następnej.

Pamiętacie pierwsze części gier Assassin’s Creed? Dziś mogą wydawać się grami bardzo ograniczonymi. Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ są to tytuły stare, niemal dziesięcioletnie które zdążył nadszarpnąć ząb czasu. Nie zmienia to jednak faktu, że w swoim czasie były to gry absolutnie przełomowe, w które trzeba było zagrać. Tytuły te uwielbiali gracze na całym świecie. Ubisoft to wyczuł i zrobił z tej serii gier tasiemca. Każdy tytuł, niczym kolejny odcinek telenoweli, miał pojawiać się regularnie, jak w zegarki. Co rok czekały na nas kolejne odsłony przygód Ezio Auditore da Firenze oraz jego potomka, Desmonda.

I dopóki historia się ciągnęła, jej sztampowość nam nikomu nie przeszkadzała. Mała liczba modyfikacji wprowadzanych w ciągu kolejnych lata również była w pełni uzasadniona. W końcu, na dobrą sprawę, mieliśmy do czynienia z trzema odcinkami tej samej historii. Drastyczne zmiany były wręcz niewskazane. Gracze byli tym bardziej wyrozumiali, że cała seria Assassin’s Creed miała liczyć wyłącznie trzy odcinki i lada chwila się skończyć. W oczekiwaniu na spektakularny finał historii nikomu nie przeszkadzało, że druga część gry rozrosła się trzykrotnie.

Potem jednak stało się coś bardzo złego.

Wraz z Assassin’s Creed Revelations, jakby to zabawnie nie brzmiało, trzecią częścią drugiej części gry, odeszła postać Ezio. Z kolei Assassin’s Creed III znacznie się zmienił. Na gorsze. Pełną wysokich, renesansowych budynków Italię zmieniono na dopiero rodzące się Stany Zjednoczone. Zamiast pięknych, żyjących miast na gracza czekały malutkie osady i podobne do siebie lasy. Gra stała się monotonna. Ale to nic, w końcu seria zaraz miała się skończyć i mimo słabego finału zostać zapamiętana jako jedna z najlepszych serii gier w historii.

Ubisoft jednak wiedział, że kurze nie można uciąć złotych jaj. Dlatego nie zakończył historii. Każdego roku wydawał kolejne części gry. Black Flag, Rogue, Unity oraz Syndicate. Początkowo nie było tak źle. Wierni fani, tacy jak ja, w dniu premiery nowej gry szli do sklepu i kupowali ją. Schemat ten powtarzał się aż co roku, aż do premiery Assassin’s Creed: Unity. Wtedy miarka się przebrała. Tytuł ten był niewiarygodnie dziurawy i zacinał się na każdej możliwej platformie. Praktycznie nie dało się w niego grać. Sytuację poprawiły liczna patche, ale niesmak pozostał. Pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz.

Nie ukończyłem kupionego Assassin’s Creed: Unity, nie poszedłem też do sklepu po najnowszą grę o asasynach. Uznałem, że skończył się czas bycia królikiem doświadczalnym, który płaci grubo ponad 200 zł za możliwość przetestowania wszystkich błędów zawartych w grze. Nie znam statystyk sprzedażowych Syndicate, ale do podobnego wniosku musiało dojść wielu graczy. Ubisoft zdecydował się bowiem na całkowitą zmianę swojej polityki. Uznał, że od liczby wydanych gier ważniejsza jest ich jakość.

Od kilku miesięcy wiemy, że w tym roku nie pojawi się nowa odsłona Assassin’s Creed.

Prezes Ubisoftu w jednym z ostatnich wywiadów nie podał konkretnej daty premiery tego tytułu. Powiedział tylko, że gra zostanie wydana, gdy będzie gotowa. Możliwe, że tytuł ten nie pojawi się nawet w 2017 roku. Wszystko po to, żeby zapewnić graczom lepszą rozgrywkę. I to mi się podoba. Wierzę, że nadchodzący Assassin’s Creed będzie rewolucyjną i zupełnie nową odsłoną serii, w którą po prostu będzie się chciało grać.

Obawiam się tylko jednego. Boję się, że co prawda najnowszy Assassin’s Creed rzeczywiście będzie grą rewolucyjną i przyciągnie do siebie wielu graczy, ale Ubisoft to wyczuje. Wtedy, po pierwszej fali radości, ponownie wywinie nam znany już numer w postaci serwowania co roku kolejnych odgrzewanych kotletów, takich jak wszystkie odsłony serii z ostatnich kilku lat.

Obawiam się tego tym bardziej, że Ubisoft nadal chce zarabiać na starych grach i w tym roku wyda Assassin’s Creed: Ezio Collection na konsole obecnej generacji. Pewnych nawyków po prostu bardzo trudno się pozbyć.

Dołącz do dyskusji

Advertisement