Dlaczego nikt nie krzyczy, że nową wersją Watcha Apple przyznał się do totalnej porażki?

Felieton/Sprzęt 19.09.2016
Dlaczego nikt nie krzyczy, że nową wersją Watcha Apple przyznał się do totalnej porażki?

Dlaczego nikt nie krzyczy, że nową wersją Watcha Apple przyznał się do totalnej porażki?

Oglądam reklamy nowego Apple Watcha, mam przed oczami ostatnią konferencję, gdzie go prezentowano i nadziwić się nie mogę jednemu – nikt przesadnie głośno nie mówi o tym, że nowym Watchem Apple przyznał się do totalnej porażki jego pierwszej inkarnacji.

Więc może ja zakrzyknę – Apple Watch to na razie wybitna porażka Apple’a.

apple-watch-sprzedaz%cc%87

I nie pomoże zaklinanie rzeczywistości, że Apple Watch sprzedaje się lepiej od Casio, Tissot, Pateka, Seiko, Omegi, czy Fossila, a przegrywa jedynie z Roleksem. Apple Watch miał być z jednej strony zegarkiem luksusowym, a z drugiej elementem codziennej mody. Nic z tego nie wyszło. Apple cichcem wycofał się z obu tych planów. Dziś Watch to zegarek ‚tylko’ do fitnessu.

Przypomnijmy sobie co działo się, gdy debiutował pierwszy Watch

vogue-china

Wielostronicowe reklamy w Vogue z top modelkami i modelami. Rozdawnictwo złotych, kosztujących powyżej 10 tys. dol. zegarków ikonom współczesnej popkultury na czele z Beyonce. Współpraca z butikami mody, gdzie Apple Watche miały być sprzedawane obok markowych ciuchów najbardziej uznanych projektantów mody.

I co? I dupa – należałoby powiedzieć.

Dziś Apple nie oferuje już w ogóle złotych wersji Watcha w absurdalnie wysokich cenach. Żadna modelka czy celebrytka nie jest dziś angażowana w promocję nowej wersji Watcha. Raczej nie będzie Watcha na tegorocznym Paris Week Show. Apple kompletnie odpuścił modę i luksus.

Trzeba to wyraźnie powiedzieć – Apple chciał wykreować modę na Watcha, który miał się stać ikoną ubioru jak niegdyś białe słuchawki iPoda. Watch miał być wyznacznikiem społecznego statusu, przynależności do odpowiedniej grupy społecznej. Do Watcha tłumy miały aspirować.

Nie udało się? To mało powiedziane. To wielka marketingowa porażka aktualnej ekipy rządzącej Apple’em, na czele w tym przypadku z głównym projektantem firmy Jonathanem Ive’em. Jakże symptomatyczny był brak Ive’a w materiałach promocyjnych nowego Watcha. Półtora roku temu to jego hipnotyzujący głos ogłaszał światu tę modowo-luksusową rewolucję. Dziś nie ma po niej śladu, podobnie jak po Ivie przy debiucie nowej wersji smartzegarka.

W drugiej wersji Watcha Apple wywrócił jego marketingowe pozycjonowanie o 180 stopni.

Już nie ma być wyznacznikiem statusu. Ma być tym razem kompanem do ćwiczeń i aktywnego stylu życia. Czy tym razem się uda? Patrząc na możliwości Watcha związane z analizą aktywności sportowej w porównaniu do konkurencji, można by wątpić. Fitness, wellness, zdrowie to jednak rynek tak pojemny i perspektywiczny, że znajdzie się na nim miejsce nie tylko na ultraspecjalistyczne smartwatche dla wyczynowych sportowców lub hardkorowych amatorów, ale także te bardziej casualowe, dla mas, co to sobie pobiegają, popływają i czasem na siłownię skoczą.

Tę modę łatwiej będzie Apple’owi wykorzystać i pewnie lepiej na niej zarabiać. Po pierwsze, w tym przypadku postęp technologiczny jest wręcz naturalnym sprzymierzeńcem – nie ukrywajmy – brzydkich z wyglądu smartwatchów. Po drugie, tu pole konkurencyjne jest na razie niewielkie.

Zapamiętajmy jednak tę lekcję, którą Apple odrobił – mody i luksusu, mimo zaklinania rzeczywistości, nie udało się podbić.

Dołącz do dyskusji