Garmin właśnie pokazał najdroższy zegarek w swojej historii

News/Sprzęt 25.08.2016
Garmin właśnie pokazał najdroższy zegarek w swojej historii

Garmin właśnie pokazał najdroższy zegarek w swojej historii

Albo po prostu chce być trochę bardziej jak Apple.

Kiedyś wybór zegarka sportowego był dość prosty – ten miał takie funkcje, tamten miał ich więcej albo mniej, ten kosztował więcej niż tamten. To tyle. Wszystkie wyglądały mniej więcej tak samo, czyli – w zdecydowanej większości – jak dziecięce zegarki dodawane do zestawów z McDonald’sa. Nie było żadnych wątpliwości co do tego, do czego służą i kiedy trzeba je nosić.

Potem się pokomplikowało. Skoro i zegarki sportowe zaczęły służyć do śledzenia aktywności i pozwalały na odczytywanie powiadomień, chciało się je nosić cały dzień. Musiały wyglądać ładniej i ładniej. Do tego do zabawy przyłączyli się nieobecni w tym segmencie wcześniej giganci – Apple, Samsung, Huawei i… i właściwie wszyscy inni.

Do czego prowadzi ten przydługawy wstęp? Do dzisiejszej premiery Garmina – serii Fenix Chronos.

Czym są nowe zegarki tego producenta? Technicznie rzecz biorąc, dokładnie tym samym, czym jest Fenix 3 HR (czyli zwykły Fenix 3 z dodanym optycznym czujnikiem tętna Garmina). Podzespoły i najważniejsze elementy pozostają absolutnie bez zmian, więc jeśli coś nie pasowało nam technicznie w trzecim Feniksie, nie będzie pasować i w jednym z modeli z serii Chronos.

Ok, kolejna odmiana Feniksa 3, których było już, w przybliżeniu, jakieś 832 943. Co tu jest ciekawego? Po pierwsze – cena.

Najtańszy model z tej linii, Fenix Chronos w wersji stalowej ze skórzanym paskiem kosztuje 899 dol. O 300 dol. więcej niż podstawowy Fenix 3  HR i o 400 więcej niż podstawowy Fenix 3. Sporo? To patrzcie na to.

Kolejny z tej rodziny jest Fenix Chronos w wydaniu ze stali ze stalową bransoletą. Cena? 999 dol. A na szczycie tej listy znajduje się tytanowy Fenix Chronos z tytanową bransoletą za… 1499 dol. Czyli równowartość niemal 3 (no dobra, dwóch z kawałkiem) zwykłych Feniksów 3 HR, które potrafią dokładnie, absolutnie dokładnie to samo.

Jakieś różnice poza ceną?

A jakże. Przede wszystkim, poza ogólnymi elementami, Garmin Chronos w żadnym wydaniu nie jest podobny do żadnego innego Feniksa 3.

Zmieniono w nim wizualnie tak dużo, że można byłoby z czystym sercem powiedzieć, że tak wygląda zupełnie nowy Fenix. Gdyby oczywiście zmiany zaszły również pod maską, a nie ograniczyły się wyłącznie do warstwy wizualnej, w tym i drobnych szlifów w oprogramowaniu, a także do nowego, niesamowicie atrakcyjnego, drewnianego pudełka na ten sprzęt.

Poza tym – nic. Chyba, że chcemy upierać się, że drobne zmiany w czujniku HR są czymś naprawdę istotnym. Ale i pewnie nie o zupełnie nowy model chodziło Garminowi.

Co chciał zyskać Garmin?

Prawdopodobnie na razie sonduje – stąd i pewnie oparcie Chronosa na podzespołach Feniksa 3, a nie czekanie np. na Feniksa 4 – jak wysoko może wycenić swój sprzęt, dodając mu odrobinę aury premium. Tak, sprzęty z serii Fenix nigdy nie były tanie, ale do 10 tys. dol. za Apple Watcha było im zdecydowanie, zdecydowanie daleko. A pomiędzy 600-800 dol. za Feniksa, a 10 tys. dol. za złoty zegarek Apple’a, jest jeszcze dużo, dużo miejsca.

Dużo miejsca, które próbują sukcesywnie zajmować swoimi produktami smartzegarkowymi inni gracze – zarówno z segmentu technologicznego, jak i z branży zegarków. Dużo miejsca na zakupy dla ludzi, którzy nie przy każdym zakupie wyliczają stosunek ceny do jakości, a po prostu chcą kupić coś, co im się najbardziej podoba, nie bacząc na cenę.

Ruch więc jak najbardziej sensowny, tyle tylko, że…

… nie dam głowy, czy to jest faktycznie segment idealny dla Garmina. Zaczynając chociażby od tego, że o ile zegarek w nowej wersji jest bez wątpienia piękny, o tyle te klasyczne tarcze zegara, które tak pięknie wyglądają na renderach, w rzeczywistości wyglądają absolutnie paskudnie – głównie przez wzgląd na niską rozdzielczość wyświetlacza. A trochę szkoda, żeby zegarek za 1,5 tys. dol. nie wyglądał dobrze.

Do tego dochodzi jeszcze siła marki i związane z nią skojarzenia. Tak, Garmin to bardzo mocna marka w segmencie sportowym, ale czy kojarzy się z luksusowym (albo niech będzie, premium, bo na luksus trochę za tanio) sprzętem? Cóż, chyba nie aż tak.

Co nie zmienia faktu, że – tak jak prorokuje DCRainmaker – Chronosa na pewno ktoś kupi. Ale jeśli miałbym za czymś głosować portfelem, to jednak wolałbym, żeby Garmin pospieszył się z premierą właściwego Feniksa 4. Może i konkurencji wielkiej dla F3 jeszcze nie ma, ale rywale nie śpią…

Dołącz do dyskusji

Advertisement