Facebook, Twitter i YouTube wylęgarnią terrorystów? Brytyjscy parlamentarzyści ostro o gigantach Internetu

Artykuł/Social media 26.08.2016
Facebook, Twitter i YouTube wylęgarnią terrorystów? Brytyjscy parlamentarzyści ostro o gigantach Internetu

Facebook, Twitter i YouTube wylęgarnią terrorystów? Brytyjscy parlamentarzyści ostro o gigantach Internetu

Komisja spraw wewnętrznych brytyjskiej Izby Gmin wezwała amerykańskich gigantów internetowych do intensyfikacji działań przeciwko terroryzmowi. Mało tego, parlamentarzyści twierdzą, że Facebook, Twitter czy YouTube świadomie zaniechały walki przeciwko wykorzystywaniu ich platform do promocji terroryzmu. Serwisy społecznościowe nazwane zostały wręcz platformą do rekrutacji terrorystów.

„Wielkie korporacje, jak Google, Facebook i Twitter, z miliardowymi przychodami, świadomie nie podejmują działań i unikają odpowiedzialności, chowając się za ich ponadnarodowym statusem prawnym mimo świadomości, że ich strony są wykorzystywane przez inicjatorów terroru”  – twierdzi brytyjski parlamentarzysta i szef wspomnianej komisji, Keith Vaz.

Co jeszcze zarzuca Izba Gmin amerykańskim korporacjom? Uznaje za alarmujące, że ich zespoły do monitorowania zagrożeń składają się zaledwie z kilkuset pracowników, choć w sieci znajduje się miliardy kont. Pada również przykład Anjema Choudary’ego, którego pełne mowy nienawiści przemówienia nie były usuwane z serwisów, mimo wielokrotnych wniosków ze strony policji. Pod koniec lipca sąd uznał imama winnym wspierania Państwa Islamskiego. We wrześniu podjęta zostanie decyzja o wymiarze kary. Grozi mu nawet 10 lat pozbawienia wolności. Co ciekawe, w biogramie tego człowieka w Google możemy przeczytać, że jest on „społecznikiem”.

google

Brytyjski parlament zwraca uwagę, że od początku konfliktu do Iraku i Syrii wyjechało 800 związanych z Wyspami bojowników. W 2015 r. zatrzymano 35 proc. więcej podejrzanych o terroryzm niż w 2010 r. Z kolei budżet na działania przeciwko terroryzmowi wzrósł z 594 milionów do 670 milionów funtów. Specjalna jednostka policji, Counter Terrorism Internet Referral Unit, doprowadziła do usunięcia między 2010 i 2016 r. 120 tys. treści powiązanych z terrorystami.

Zaledwie kilka dni wcześniej Twitter pochwalił się, że od połowy 2015 roku zawiesił z powodu szerzenia przemocy lub promocji terroryzmu 360 tys. kont.

Liczba banów nałożonych dziennie miała wzrosnąć o 80 proc. od minionego roku. Twitter twierdzi, że gwałtownie spadł czas odpowiedzi na zgłoszenia użytkowników. Zapewnia też, że coraz lepiej radzi sobie z utrudnianiem powrotu na platformę zawieszonym użytkownikom. W lipcu administracja prezydenta Obamy poinformowała, że ruch na Twitterze związany z działaniami na korzyść Państwa Islamskiego spadł w ciągu 2 lat o 45 proc. Przedstawiciele serwisu bronią się przed krytyką stwierdzeniem, że nie istnieje „magiczny algorytm”, który pozwalałby identyfikować tego typu treści.

Z kolei Google według wspomnianej komisji spraw wewnętrznych usunął globalnie w 2014 r. 14 milion filmów.

Nie wiadomo jednak ile z nich zawierało treści propagujące terroryzm, liczba ta bowiem dotyczy wszelkiego rodzaju nadużyć.

Przeprawa sądowa czeka właścicieli Facebooka. Rodziny pięciu Amerykanów, którzy ucierpieli w wyniku zamachu Hamasu w Izraelu, pozwały w lipcu serwis społecznościowy i domagają się 1 miliarda dolarów odszkodowania. Za co? Za to, że ich zdaniem Facebook “świadomie udzielił wsparcia materialnego i zasobów Hamasowi”. W jaki sposób? Umożliwiając mu komunikację, rekrutację i planowanie i przeprowadzenie ataków.

Serwisy społecznościowe stały się, wbrew woli ich twórców, platformami komunikacji i rozprzestrzeniania propagandy ekstremistów. Temat wraca od kilku lat, bo terroryści świetnie odnaleźli się w cyfrowej rzeczywistości. Giganci tkwią zaś między młotem a kowadłem. Z jednej strony muszą odpowiadać na wezwania służb, z drugiej chronić swoich użytkowników lub, jak kto woli, sprawiać takie wrażenie. Często prowadzi to do kontrowersji, zwłaszcza w sprawach mniejszego kalibru niż terroryzm. Zgłaszający treści zawierające przemoc lub mowę nienawiści dość często otrzymują informację zwrotną, że nie naruszają one standardów społeczności. Być może rzeczywiście nie istnieje magiczny algorytm, ale trudno czasem pozbyć się wrażenia, że w swych działaniach sieci społecznościowe przedkładają własny wizerunek ponad bezpieczeństwo użytkowników.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement